Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

“Nocny patrol” – Sergiej Łukjanienko listopad 10, 2009

Zaszufladkowany do: Przeczytane — Lilithin @ 16:07

nocny patrolNa fali ostatniego czytania literatury fantasy, postanowiłam iść za ciosem i w końcu przeczytać książkę, którą od dawna chciałam poznać. Mowa o “Nocnym patrolu” rosyjskiego autora, Sergieja Łukjanienki.

Pozornie, Łukjanienko nie mówi o niczym nowym. Walka dobra ze złem, wykorzystywanie innych do osiągnięcia tak zwanego wyższego celu, miłość, przeznaczenie, wampiry, czarownicy – wydawać by się mogło, że to znane już wszystkim motywy, ale autorowi jakoś udało się uniknąć wtórności.

Umiejscowienie akcji w Moskwie daje całej historii jakiś taki swojski posmak, a zmagania sił Światła i Ciemności, które wciąż depczą sobie po piętach, dbając o równowagę i próbując zasilić swoje szeregi nowymi członkami, śledzi się z wypiekami na twarzy. Główny bohater, Anton Gorodecki, jest chyba największym plusem “Nocnego patrolu”. Nie jest on wszechmocnym herosem ani nieomylnym, kryształowym i idealnym wojownikiem w walce o sprawiedliwość. Anton ma swoje słabości i chwile zwątpienia, a smutki topi w kieliszku:

“Muszę sobie posiedzieć nad kieliszkiem [...]. Dobrze się upić w samotności, zasnąć pod stołem, obudzić się z bólem głowy. Wtedy od razu będzie lżej.”

Bohater dzięki temu staje się po prostu ludzki, bliższy sercu i duszy słowiańskiej. Do mnie to przemawia. Nie lubię nieskazitelnych postaci o nieposzlakowanej opinii (o czym pisałam tutaj), więc po następny tom serii Łukjanienki na pewno sięgnę.

 

“Ostatnie życzenie” – Andrzej Sapkowski listopad 8, 2009

Zaszufladkowany do: Przeczytane — Lilithin @ 19:14

ostatnie zyczenieAndrzeja Sapkowskiego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Określany mianem króla polskiej fantastyki pisarz przede wszystkim znany jest z cyklu opowieści o Wiedźminie. Czy zaszczytne miano, które mu przyznano, jest zasłużone, czy nie – nie mnie oceniać. Przyczyna bardzo prozaiczna – nie mam porównania z innymi autorami. Cykl o Wiedźminie czytałam dobrych kilka lat temu i pamiętam, że mi się podobało, a teraz postanowiłam odświeżyć sobie tę lekturę.

“Ostatnie życzenie” to cykl opowiadań, z których część ukazała się także w “Fantastyce”. Świetnych opowiadań, należałoby tu uściślić. W świecie stworzonym przez Sapkowskiego pojawiają się elementy baśniowe, ale do bajki mu jeszcze daleko. Rycerze nadużwają swojej władzy, władcy są przekupni, a księżniczki żądne krwi. I wśród nich Wiedźmin, który nie chce dokonywać wielkich wyborów ani mieszać się w sprawy ludzi, żyjący według zasad nieistniejącego kodeksu. Zresztą baśniowe elementy ukazane są z przewrotnym okrucieństwem – królewna otruta przez macochę okazuje się być nie niewinną Śnieżką, a mściwą Dzierzbą, a Nivellen, który przypomina Bestię z “Pięknej i Bestii” wcale nie odzyskuje ludzkiego oblicza, lecz szczodrymi podarkami zdobywa swoje towarzyszki.

Sapkowski ma niezwykle lekkie pióro i operuje nim nadzwyczaj sprawnie. Po raz kolejny czytałam jego opowiadania z niekłamaną przyjemnością. Teraz pozostaje sięgnąć po kolejny tom, “Miecz przeznaczenia”.

 

 

“Alyzon Whitestarr” – Isobelle Carmody listopad 1, 2009

Zaszufladkowany do: Przeczytane — Lilithin @ 14:07

alyzon whitestarrDawno nie czytałam żadnej książki dla młodzieży (pomijając moje nieszczęsne spotkanie z “Księżycem w nowiu”) i chyba już zapomniałam, jaką frajdą może być taka lektura. Dający się lubić bohaterowie, szczęśliwe zakończenia, przejrzysty styl i język sprawiają, że 500 stron można przeczytać niemal niepostrzeżenie.

Tytułowa bohaterka powieści, Alyzon, po doznanym urazie czaszki zaczyna cierpieć na niezwykłą wrażliwość zmysłów. Ma niezwykle wyostrzony słuch, kolory wydają się jej bardziej intensywne, ale najdziwniejsze jest to, że potrafi wyczuć zapachy ludzi z najbliższego otoczenia. Jedni pachną przyjemnie, jak morska bryza, a inni mają w sobie coś zgniłego, zepsutego. Nowa umiejętność okazuje się niezwykle cenna, bo rodzinie Alyzon zagraża pewne niebezpieczeństwo…

Samą rodzinę Whitestarrów można określić mianem nietuzinkowej – ojciec, grający w zespole rockowym, niezywkle przystojny i czarujący idealista o wielkim sercu i matka malarka, nieco odrealniona, żyjąca we własnym świecie, malująca obrazy po nocach. Wszyscy się jednak kochają, wspierają, jak tylko potrafią i pomijając problemy finansowe i kłopoty z jedną z sióstr, Serenity, stanowią niemal idylliczny obraz rodziny.

Fabuła jest dość interesująca. Tajemnicza choroba, którą tylko Alyzon może wyczuć i śledztwo przeprowadzane przez główną bohaterkę i jej przyjaciół trzyma w napięciu. Miejscami książka dotyka jednak ważniejszych spraw. Przyjaciółmi Alyzon jest m.in. poruszający się na wózku Raoul, cierpiąca na schizofrenię Sandy czy opóźniony w rozwoju Davey. Nikt nie jest traktowany z pobłażaniem czy pogardą. W ten sposób książka uczy wrażliwości i tolerancji. Najważniejsze chyba w “Alyzon Whitestarr” jest jednak pytanie o to, jak żyć w dzisiejszym, gnającym wciąż do przodu świecie , jak żyć ze świadomością wielkiej niesprawiedliwości, co zrobić, aby uczynić świat lepszym miejscem?

Powieść bardziej spodoba się dziewczętom, niż chłopcom i choć nie jest wolna od wad – bohaterowie są jednoznacznie dobrzy lub źli, a język miejscami zbyt prosty – które wszak dla młodego czytelnika mogą wcale nimi nie być, to gorąco polecam. Alyzon to wartościowa dziewczyna, a wartości, które przekazuje lektura – ponadczasowe.

zawijasKilka cytatów:

“Prawość. Pomyślałam sobie, że to piękne słowo, ale ludzie już nie używają go zbyt często.” [1]

“Mój tata mówi, że musimy żyć według własnych standardów i wierzeń, bez względu na to, co robią inni ludzie temu światu lub nawet nam, bo inaczej żylibyśmy według ich standardów.” [2]

“Próbować tam, gdzie jest mało nadziei, jest pięknym rodzajem głupoty.” [3]

“Możesz tylko kroczyć naprzód i być najlepszą osobą, jaką potrafisz.” [4]

“Dlaczego ludziom zawsze się wydaje, że złe, mroczne rzeczy są prawdziwsze i ważniejsze niż te, które nas podnoszą na duchu i dają poczucie, że warto żyć?” [5]

 

[1] Isobelle Carmody, “Alyzon Whitestarr”, Random House, New York 2005, s. 177, tłum. L.

[2] Tamże, s. 184.

[3] Tamże, s. 185.

[4] Tamże, s. 199.

[5] Tamże, s. 403.

 

Rozterki internautów październik 21, 2009

Zaszufladkowany do: Off topic — Lilithin @ 19:48

Ostatnio wiele osób trafiło do mnie z wszelakimi hasłami w wyszukiwarek. Mam jedno ulubione, ale zostawię je dla siebie ;)

Rozterki ogólne

v     zareczyny krzysztofa rutkowskiego

v     słuchacie audiobooki

v     kserówki

v     przyjmująca kobieta

v     odruch serca

v     kłótnia rodziców

v     gratulacje licencjat

v     kserowki to be

Rozterki architekta

v     kopuła konstrukcja

Rozterki meteorologa

v     stambuł ulewa

Rozterki imprezowicza

v     jakie były lata 20-te lata zabawy

Rozterki mężczyzny dbającego o siebie

v     zarost lat dwudziestych

Rozterki historyka

v     epoka

v     1756

Rozterki egzystencjalne

v     nic nie jest takie jakim się wydaje

Rozterki marzyciela – człowieka przedsiębiorczego

v     helen gurley brown zdobyć wszystko: miło

Rozterki literackie

v     rohan córka oficera śmierdzi

v     mendoza warto

v     pasjonaci literaci tanga

v     krótkie opowiadanie gdybym był bogaty

v     angela carter jakie powieści ma o tematyce kobiet

v     aluzja literacka- k jak kraina czarów

v     z jakiej perspektywy prowadzona jest narracja

v     jakie emocje wzbudza opowiadanie hemingwaya

v     księżyc w nowiu – jak zachęcić do jej czytania

v     jak zachecic do przeczytania zmierzchu

v     jakieś opowiadanie

Rozterki erotyczne

v     maryś pokaż raj między nogami

v     galeria sex młodych modelek

v     przekłuwanie waginy filmy

v     jak przekluwac wagine

Rozterki literacko-erotyczne

v     porno opowiadania

Rozterki detektywa-erotomana

v     Ślad waginy

Rozterki miłosne

v     tylko pocałunek prawdziwej miłości

Rozterki higieniczne

v     odświeżanie waginy

Rozterki podróżnika – globalisty

v     mcdonald wenecja

Rozterki wyczerpanego

v     brak sił

Rozterki antropologa

v     rodezyjski dzikus

v     spoleczenstwo barbadosu

Rozterki kucharza

v     przy gotowaniu dobrze mi sie to slucha.

Rozterki studenta

v     rok akademicki w meksyku kiedy się zaczyna

Rozterki wyzyskiwacza

v     stała zdziwiona moja niewolnica musi piec

Rozterki z przyjaciółmi

v     jak wytrzymać z ludźmi niezadowolonymi

Na ostatnie mam właściwie sugestię – zmienić znajomych!

 

Ogród Botaniczny we Wrocławiu październik 14, 2009

Zaszufladkowany do: Miejsca/wydarzenia — Lilithin @ 17:35

Za oknem szaro, buro i ponuro. W ogóle nie chce się z domu wychodzić, po lecie zostało niewyraźnie wspomnienie. Dlatego tym trudneij uwierzyć, że jeszcze 3 tygodnie temu Ogród Botaniczny we Wrocławiu wyglądał tak:

21092009021

21092009024

21092009027

21092009029

21092009030

Zanim znowu będzie można poczytać na ławce, minie kilka miesięcy, życzę więc wspaniałych lektur w domowym zaciszu.

 

“180 000 kilometrów przygody” – Tony Halik październik 11, 2009

Zaszufladkowany do: Podróże na kanapie z książką w łapie, Przeczytane — Lilithin @ 16:56

halik

Seria „Poznaj świat” wydawnictwa Bernardinum to istny majsterszczyk nie tylko dla podróżników, ale również dla bibliofilów. Piękne wydania na kredowym papierze, z mapami podróży autorów oraz liczne fotografie zachęcają do czytania.

„180 000 kilometrów przygody” to relacja z podróży Tony’ego Halika oraz jego żony, Pierrette, po Ameryce Południowej i Środkowej. Autor nie trzyma się chronologii zdarzeń, nie jest to dziennik wyprawy pisany dzień po dniu. Z jednej strony to dobrze, uniknięto niepotrzebnych dłużyzn i opisu mało znaczących faktów, ale z drugiej – jednak wolę jakąś stałą oś fabularną. Po niektórych rozdziałach aż chciało się przeczytać, co było dalej. Niestety, często przygody Halika kończyły się zdecydowanie za szybko. Przydałoby się chociaż podzielić poszczególne epizody na kraje, w których się odbywały. Niemniej jednak, książkę czyta się przyjemnie i bardzo szybko. W niektóre wydarzenia wręcz trudno uwierzyć, np.:

„Pewnego dnia intuicja kazała mi zawrócić w pół drogi do naszego obozu. Dobiegając na miejsce, ujrzałem scenę, która zmroziła mi krew w żyłach. O parę metrów od mojego synka bawiącego się beztrosko na trawie, czaił się jaguar. Nie miałem ani sekundy do namysłu i nie mogłem chybić…” *

Oczywiście, Halik ocalił syna. Bardzo podobały mi się też wplecione gdzie niegdzie legendy i wierzenia ludzi, których poznał Tony. Książkę można przeczytać, ale niekoniecznie jest to pozycja, którą chciałabym mieć na półce.

—-

* Tony Halik, „180 000 kilometrów przygody”, wyd. Bernardinum 2006, s. 228.

 

Brak internetu październik 10, 2009

Zaszufladkowany do: Off topic — Lilithin @ 21:21

Moja nieobecność na blogu bynajmniej nie jest spowodowana szalonym życiem w akademiku lub natłokiem zajęć na uczelni. Otóż cały tydzień czekałam na podłączenie internetu, by się dowiedzieć, że mamy zepsute gniazdko w pokoju. W poniedziałek zgłoszę sprawę do administracji i mam nadzieję, że szybko to rozwiążą, choć słyszałam, że może to potrwać nawet miesiąc… Mam nadzieję, że nastąpni to szybciej i wrócę do blogowania i czytania Waszych blogów, bo już naprawdę mi tego brakuje.

 

Stosik wrzesień 30, 2009

Zaszufladkowany do: Stosiki — Lilithin @ 22:16

30092009056

Powyżej z dumą prezentuję stosik na jesienne wieczory. Od góry:

“Kwietniowa czarownica”, pożyczona od koleżanki, Halik i Sebald (za sprawą Zosik) z biblioteki.

Angela Carter wraz z bajkami braci Grimm przyszła do mnie z Book Depository, za co oklaski należą się Padmie, dzięki której odkryłam ten sklep.

“Hańba” ze Świata Książki. Chciałam po angielsku, ale nie wyszło. Może ruszę w końcu z Projektem Nobliści.

“Lalkę Kafki” dostałam od Peek-a-boo, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję.

“Londonistan” z taniej książki. Mam jeszcze kupiony przy tej samej okazji “Dom z papieru”, ale gdzieś się zapodział.

Dawno już przeczytany Mendoza, a na samym dole “Postmodern Fairy Tales”, preznet od kolegi.

Kiedy to przeczytam, nie mam pojęcia. W moim życiu zajdą teraz pewne zmiany, które raczej nie będą sprzyjać długim wieczorom z książką w ręce. Jutro wyjeżdżam na studia do Wrocławia, a mieszkać będę w akademiku. Więcej chyba mówić nie trzeba ;) Wish me luck!

 

“Brzemię” – Jeanette Winterson wrzesień 25, 2009

Zaszufladkowany do: Przeczytane — Lilithin @ 19:44
Tags: ,

brzemie

Są pewne książki, po przeczytaniu których mogę jedynie wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Acha, no dobra. Przeczytałam, ale co z tego. Nie było źle, nie było zachwycająco. Ot, taka książka. Może powstała jakaś refleksja, ale płytka, krótkotrwała i właściwie bez żadnego znaczenia”.

Niestety, tak jest w przypadku „Brzemienia” Jeanette Winterson. Winterson wzięła udział w międzynarodowym projekcie MITY i podjęła się reinterpretacji historii Atlasa i Heraklesa. Niestety, coś nie mam szczęścia do tej serii i tym razem też nie czuję, jakby była to książka, którą długo będę pamiętać lub taka, którą mogłabym ze spokojnym sumieniem komuś polecić.

Wątek autobiograficzny wpleciony między zmagania dwóch herosów został chyba umieszczony nieco pochopnie. Nie jestem wielką purystką językową, wulgaryzmy raczej mnie nie zrażają, ale nagromadzenie „kutasów” w tak krótkim tekście (zaledwie 110 stron) uważam za całkowicie niepotrzebne.

Nie przekreślam Winterson jako pisarki i nie zarzekam się, że nie przeczytam żadnej innej książki jej autorstwa. „Brzmię” to jednak jakiś niewypał, pretendujący do miana literatury z nieco wyższej półki, ale tak naprawdę jest to czytadło do przeczytania w autobusie.

 

Ulubiona książka z dzieciństwa – konkurs wrzesień 24, 2009

Zaszufladkowany do: Off topic — Lilithin @ 14:47

Allegro oraz wydawnictwo Dwie Siostry podjęło się zorganizowania konkursu na ulubioną książkę z dziecństwa. Swoje propozycje można zgłaszać tutaj. Do wygrania jest seria Mistrzowie Ilustracji, ale myślę, że taki powrót w krainę dzieciństwa będzie miłym akcentem na początek jesieni.

150x150dwiesiostry konkurs

Dla mnie absolutnym numerem jeden są “Sceny z życia smoków” Beaty Krupskiej. Mam jeszcze w domu pieczołowicie schowany egzemplarz, który dostałam od starszej koleżanki. Na okładce widnieją jeszcze pierwsze próby pisania, nie wiem czy to moje, czy siostry, czy owej koleżanki. Bardzo podobaja mi się do dziś ilustracje – smoki wyglądają przesympatycznie, a kolor obrazków mimo upływu lat pozostaje tak samo intensywny.

Kolejna książka  z dzieciństwa, która darzę ogromnym sentymentem to “Bromba i inni” Macieja Wojtyszko. Nie wiem, tylko, czy czytają ją dzieci poniżej 10 roku życia. Pciuch, Gżdacz, Fikander – już na sam dźwięk tych nazw śmieję się od ucha do ucha.

Może czas odświeżyć sobie te lektury? “Brombę” nawet pożyczyłam kilka miesięcy temu od koleżanki (ach, ja to bym już dawno wołała o swoją książkę, gdyby ktoś moją tak przetrzymywał ;) .