Pamiętam, że jako dojrzewający podlotek bardzo interesowałam się interpretacją snów. Jeden z moich znajomych miał wielki sennik w skórzanej oprawie, z którego często korzystaliśmy. Czasami, nie mogąc się z nim spotkać, dzwoniłam, aby odczytał znaczenie danego snu. Z wiekim zainteresowanie tym tematem gdzieś umknęło, a teraz rzadko pamiętam, co mi się śniło.
Takiego problemu nie ma Meredith, główna bohaterka niewielkiej powieści nowozelandzkiej autorki, Margaret Mahy, pt. “Kaitangata Twitch”. Meredith doskonale pamięta swoje sny, a żeby tego było mało, często budzi się w miejsach innych niż swoje łóżko na skutek lunatykowania. Jej sny są nieodłącznie związane z wyspą, na której bohaterka mieszka wraz ze swoją rodziną oraz zagrożeniem, które spływa na piękną, dziką przyrodę za sprawą żądnego pieniędzy przedsiębiorcy. Kaitangata jest spowita aurą tajemniczości i obecnością dawnych, maoryskich mieszkańców. Zagadkowe zniknięcie dziewczynki sprzed ponad 50 lat dodatkowo buduje grozę.
Powieść skierowana do młodych czytelników niewątpliwie jest wartościową pozycją. Styl Mahy nie razi zbytnią prostotą, jak to czasami zdarza się autorom książek skierowanych do młodszych nastolatków, a istotne sprawy, jak ekologia i konieczność zachowania naturalnego środowiska, podane są w atrakcyjnej formie otoczonego aurą niesamowitości thrillera. Dzięki temu niejednemu młodemu czytelnikowi mogą się otworzyć oczy na pewne rzeczy. Szkoda tylko, że w Polsce nie planuje się wydania tej książki.


Lektura “Ostatniego wykładu” kazała mi się zastanowić nad tym, w jakim stopniu okoliczności powstania danej książki determinują nasze jej postrzeganie i późniejszą ocenę.Randy Pausch był profesorem informatyki w Carnegie Mellon i “Ostatni wykład” jest zapisem jego wystąpienia, w którym to chciał się podzielić ze słuchaczami tym, co uważał w swoim życiu za najważniejsze. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że Randy był chory na raka trzustki i jego wykład nabrał bardzo symbolicznego znaczenia.
Na fali ostatniego czytania literatury fantasy, postanowiłam iść za ciosem i w końcu przeczytać książkę, którą od dawna chciałam poznać. Mowa o “Nocnym patrolu” rosyjskiego autora, Sergieja Łukjanienki.
Andrzeja Sapkowskiego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Określany mianem króla polskiej fantastyki pisarz przede wszystkim znany jest z cyklu opowieści o Wiedźminie. Czy zaszczytne miano, które mu przyznano, jest zasłużone, czy nie – nie mnie oceniać. Przyczyna bardzo prozaiczna – nie mam porównania z innymi autorami. Cykl o Wiedźminie czytałam dobrych kilka lat temu i pamiętam, że mi się podobało, a teraz postanowiłam odświeżyć sobie tę lekturę.
Dawno nie czytałam żadnej książki dla młodzieży (pomijając moje nieszczęsne spotkanie z 












