
„Gdyby prawdziwy świat był książką, nigdy nie znalazłby wydawcy. Zbyt długi, szczegółowy aż do punktu, w którym traci się zdolność skupienia uwagi i ostatecznie bez żadnego konkretnego rozwiązania.” *
Który bohater literacki mógłby wypowiedzieć te słowa?
a) Werter
b) Hamlet
c) Antygona
Jeśli Waszym wyborem była odpowiedź b, czyli Hamlet, to gratuluję znakomitej znajomości osobowości książkowych bohaterów. Jasper Fforde, mistrz literackich odniesień i absurdalnych pomysłów powraca w przedostatnim tomie przygód Thursday Next i wprowadza Hamleta do świata rzeczywistego, bo w słynnej sztuce nie dzieje się dobrze. Sam Hamlet też nie jest w najlepszej formie. Postanawia zostać człowiekiem czynu, co nie cieszy Thursday, która sprawuje nad nim opiekę. Thursday ma masę innych problemów – musi odzyskać pracę, schwytać uciekiniera ze świata fikcji, zapobiec końcu świata, przywrócić eradykowanego męża do swojego życia. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze konieczność znalezienia odpowiedniej opieki dla syna, o wdzięcznym imieniu Friday, przemyt duńskich książek do Walii, a to i tak nie koniec.
Tak jak i w poprzednich tomach, Fforde dał popis swej niezwykłej wyobraźni i siły twórczej. Najbardziej przypadł mi do gustu wątek z Hamletem, który uważam za jeden z najzabawniejszych ze wszystkich czterech tomów, które do tej pory przeczytałam. Ogólnie jednak „Something Rotten” nie zachwycił mnie aż tak, jak poprzednie tomy. Pierwszy tom, „Porwanie Jane E.” był jak łyk świeżej wody na pustyni, wprost zachłysnęłam się prozą Fforde’a. Drugi, „Skok w dobrą książkę”, to właściwie był skok na głęboką wodę niesamowitych pomysłów autora i pianie z zachwytu nad dalszą eksploracją pomysłu wchodzenia do książek. Trzecia część, „The Well of Lost Plots”, dziejącą się w całości w świecie fikcji, oczarowała mnie od początku do końca. W czwartej części wracamy do Anglii i niby dalej jest zabawnie, odniesienia do literatury i popkultury wyskakują z każdej strony, ale zachwyt już nie ten. Nie wiem, czy to przez to, że akcja dzieje się w świecie rzeczywistym, czy przez to, że czwarty tom to, jakby na to nie patrzeć, już czwarty tom. Pozostaje za jakiś czas sięgnąć po ostatnią część i przekonać się, czy Fforde jeszcze czymś zaskoczy. W każdym razie, „Something Rotten” to wciąż świetna lektura i godna polecenia, może już nie na szóstkę, ale pięć z minusem.
—–
Jasper Fforde na czytatniku:
—–
* Jasper Fforde, „Something Rotten”, Hodder and Stoughton, Londyn 2004, s. 75 (tłum. L).












