Choć Bumiller napisała świetną książkę i poruszyła wiele tematów, to jednak poza jednym lub może dwoma przypadkami głównie rozmawiała z przedstawicielkami klasy średniej. Krótki pobyt w indyjskiej wiosce był tylko jednym z wielu rozdziałów w książce. Losy wiejskich kobiet, pomocy domowych wciąż był dla mnie niewiadomą. Kim jest kobieta nosząca cement w wielkiej misie na głowie? Skąd się wzięła pani, która codziennie prasuje ubrania w budce za rogiem? Czy dziewczyna zabierająca śmieci sprzed drzwi jest już mężatką i ma dzieci? Debiut Dipiki Rai “Someone Else’s Garden” wypełnił tę lukę.
Jeśli ogólnie życie Hindusek nie jest łatwe, to nie wiem, co powiedzieć o życiu tych mieszkających w wioskach, gdzie dawnych zasad przestrzega się dużo surowiej i gdzie praktycznie niemożliwym jest złamać społeczne tabu i wyjść z tego cało. Co stało się z żoną Sharmy, która uciekła od męża? Na jej nieszczęście, została odnaleziona, przyweczona z powrotem do wioski, gdzie ją rozebrano, zgolono włosy, a 4 bracia męża ją zgwałcili i wysmarowali jej ciało odchodami. Główna bohaterka powieści, Mamta, słysząc tę historię nazywa żonę Sharmy (choć to tylko marginalny wątek, to, co znamienne, żona Sharmy jest zawsze żoną Sharmy, nigdy nie pada jej imię) biedactwem. Jej matka, Lata Bai kwituje: “Żadne tam biedactwo, dostała to, na co zasłużyła. Wyobraź sobie, co by to było, gdyby wszystkie żony zaczęły uciekać tylko dlatego, że są nieszczęśliwe.” * Kobiety muszą znosić wszelkie przeciwności z pokorą i bez słowa skargi. Ich poczucie obowiązku i niekwestionowana akceptacja zastanego stanu rzeczy nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Znajoma na kilka dni przed porodem stała w kuchni i wałkowała ciasto na chapati dla całej rodziny – przecież nie mogła powiedzieć, że jest zmęczona i chciałaby się położyć. Każdy ma swoje miejsce, a próba przekroczenia go wiąże się z surowymi konsekwencjami, nie tylko w przypadku kobiet: “Za każdym razem, kiedy ktoś chce się wyzwolić, przypomina mu się historię Kalu, niedotykalnego Sudry, który odważył się przynieść wodę z wiejskiej studni odległej tylko o milę, a nie z rzeki 4 mile dalej. Złamano każdą jego kość, a żonie odcięto nos. Taka powszechna sprawiedliwość jest najbardziej oddanym obrońcą tradycji i jakiekolwiek odejście od niej, nawet najmniejsze, jest niewyobrażalne.” ** Jest jednak przyczyna takiego stanu rzeczy, cierpienia i upokorzenia można wytłumaczyć. Kiedy do przychodni dla kobiet przywożą świeżą mężatkę, którą mąż i teściowa podpalili, a jej rodzina jest dumna, że po wyleczeniu córka chce wrócić z powrotem do męża, lekarka pyta, jak możliwe jest traktowanie kobiet z takim okrucieństwem, w kraju, w którym przyszło na świat tylu świętych, tylu duchowych przywódców, by usłyszeć odpowiedź od jednej z kobiet:
“- Wszystko to dzieje się, by wznieść nas na kolejny poziom duchowy. Tylko wtedy, kiedy życie staje niemożliwe do udźwignięcia, Bóg do nas przychodzi [...]
- Więc sądzisz, że ci, którzy podpalają swoje żony robią im duchową przysługę?
- Nie… nie. To nie tak. Wszyscy musimy zachowywać się zgodnie z naszą karmą. Wraz z wielką niesprawiedliwością przychodzi przychodzi wielkie współczucie, zrozumienie, oświecenie.” ***
Główną bohaterką powieści jest dwudziestoletnia Mamta, już niemal w wieku staropanieńskim. Tytułowy “cudzy ogród” to określenie dla dziewczyny, a zarówno dla wszystkich innych córek. Dlaczego rodzina miałaby karmić odpowiednio córkę, skoro jest ona cudzym ogrodem, po wyjściu za mąż będzie należeć do rodziny męża. Największe porcje zarezerwowane są dla chłopców, dziewczynki często muszą żywić się ochłapami. Kiedy w końcu Mamta zostaje wydana za dużo starszego mężczyznę, jej romantyczne mrzonki znikają błyskawicznie. Przemoc i okrucieństwo stają się jej codziennością i wbrew normom społecznym i zaklinaniem matki dziewczyna postanawia przerwać pasmo upokorzeń i opuścić męża. Stopniowo z nieśmiałej dziewczyny, która boi się kupić jedzenie na przystanku autobusowym, Mamta staje się prawdziwą self-made woman. Staje się pewną siebie, energiczną kobietą.
Zgrzytało mi trochę zakończenie, zbyt szczęśliwe, aby mogło zdarzyć się w realnym świecie. Jakoś jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że matka przebaczyła córce ucieczkę od męża, ale nieco mniej cukierkowatości lepiej by się przysłużyło książce, którą oczywiście gorąco polecam. Mimo, że jest to fikcja literacka, daje wgląd w pewne mechanizmy rządzące Indiami. Lektura otwiera oczy na życie kobiet, bez pomocy których niejeden dom nie mógłby się obejść, a które wciąż często traktuje się jak podludzi. W szkole, w której pracowałam, żadna nauczycielka nie rozmawiała ze sprzątaczkami, o ile nie było to polecenie starcia podłogi. Pochodząca z niskich kast obsługa jest praktycznie niewidzialna dla przeciętnego Hindusa. Ale to jeszcze pół biedy, bo już chyba lepiej być pozostawionym w spokoju niż trafić do domu np. pary lekarzy, którzy to wybrali się na wakacje do Tajlandii, a swoją 13 czy 14-letnią służącą zamknęli w pokoju zostawiając jej do jedzenie sól i mąkę (!). Magazyn Outlook jakiś czas temu pytał, czy indyjskie pomoce domowe to nowa forma niewolnictwa. W artykułach przytoczono wiele przykładów okrucieństwa, którym zostali poddani ludzie tacy, jak bohaterka “Someone Else’s Garden”. Na szczęście powstają organizacje mające na celu pomoc ofiarom przemocy i nie wszyscy ślepo poddają się losowi. Z cierpieniem nie zawsze przychodzi oświecenie i zrozumienie.
—–
* Rai, Dipika. Someone Else’s Garden. Harper Press. London: 2010. S. 68. Tłum. L.
** Tamże, s. 79.
*** Tamże, s. 247.


Kiedy zobaczyłam “May You Be the Mother of a Hundred Sons” w księgarni w Shimli, zabłyszczały mi się oczy. Podróż nie w głąb Indii, a w świat indyjskich kobiet, bardzo mnie zainteresowała. Spojrzałam na datę wydanie: rok 1990 i odłożyłam z rezygnacją. Cóż może mi 22-letni zbiór reportaży powiedzieć o obecnej sytuacji w Indiach? Jak się później okazało dzięki lekturze i 





“Butter Chicken in Ludhiana” mogę chyba zaliczyć do największych rozczarowań zeszłego roku. Przeczytałam tę książkę w zeszłym roku, ale jakoś nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek – tak wielki był mój zawód… Myślałam, że po upływie czasu moje emocje nieco się uspokoją i będę w stanie napisać bardziej wyważoną recenzję. Tak się jednak nie stało, więc proszę się przygotować na sporą dawkę jadu.



































