
Jeśli „Jazz” Toni Morrison szybko okazał się być prozą na najwyższym poziomie, to „Umiłowana” jeszcze go kilkakrotnie przewyższa.
Akcja dzieje się w domu przy Bluestone Road. Zamieszkuje go zbiegła niewolnica z Kentucky wraz ze swoja córką. W domu straszy. I to tyle, jeśli chodzi o wydarzenia. Więcej zdradzić nie sposób, aby nie zepsuć przyjemności czytania. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w notce od wydawcy na okładce znajduje się ohydny spoiler. Wydarzenia, które zostają wyjaśnione po kilkudziesięciu (kilkuset?) stronach, mamy podane na tacy jeszcze nawet przed rozpoczęciem lektury.
Podobnie jak w „Jazzie”, właściwa akcja jest przeplatana retrospekcjami głównych bohaterów i to właśnie dzięki ich wspomnieniom dowiadujemy się, co się wydarzyło przy Bluestone Road. Wszelkie tajemnice i niedopowiedzenia stopniowo są odkrywane, a prawda nie daje oczyszczenia.
„Umiłowana” pozwala zadać sobie kilka pytań. Bo niby wszyscy wiemy, że istniało niewolnictwo, prześladowania rasowe pełne okrucieństwa, ale jakoś tak trudniej zobaczyć w tym prawdziwą, ludzką historię. Trudniej zobaczyć człowieka. Liczby zabitych, zgwałconych może i przerażają, ale łatwiej przejść obok nich obojętnie, niż wobec historii opowiadanej przez konkretną osobę lub kilka osób. Bo czy można sobie wyobrazić życie, w którym naszą matkę siłą przywieziono do obcego kraju, gwałcąc ją wielokrotnie w czasie podróży? Życie, w którym matki nie przywiązywały się do dzieci, bo te i tak niedługo umierały albo po prostu były im odbierane? Świat, w którym biali odbierali czarnym człowieczeństwo, stawiając ich na równi ze zwierzętami? I jak można żyć ze świadomością, że nasze życie nie należy do nas? Że nasze ciało nie należy do nas? Fragmentu, w którym Baby Suggs została wykupiona i stała się wolną kobietą, długo jeszcze nie zapomnę.
„Aż nagle ujrzała swoje dłonie i przyszła jej do głowy cudownie prosta myśl: te ręce należą do mnie. To są m o j e ręce. Następnie poczuła kołatanie w piersi i znów odkryła coś nowego: własne bicie serca. Miała to od zawsze? Tę bijącą rzecz? Poczuła się jak głupiec i wybuchnęła głośnym śmiechem.”*
I, co najważniejsze, jak żyć z takim dziedzictwem? Morrison nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Są to jednak pytania, które warto czasami sobie postawić. Niezwykła książka. Po prostu trzeba ją przeczytać.
* Toni Morriosn, „Umiłowana”, przeł. Renata Gorczyńska, wyd. Znak 2007, s. 189.
Jeśli „Jazz’ Toni Morrison szybko okazał się być prozą na najwyższym poziomie, to „Umiłowana” jeszcze go kilkakrotnie przewyższa.
Akcja dzieje się w domu przy Bluestone Road. Zamieszkuje go zbiegła niewolnica z Kentucky wraz ze swoja córką. W domu straszy. I to tyle, jeśli chodzi o wydarzenia. Więcej zdradzić nie sposób, aby nie zepsuć przyjemności czytania. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w notce od wydawcy na okładce znajduje się ohydny spoiler. Wydarzenia, które zostają wyjaśnione po kilkudziesięciu (kilkuset?) stronach, mamy podane na tacy jeszcze nawet przed rozpoczęciem lektury.
Podobnie jak w „Jazzie”, właściwa akcja jest przeplatana retrospekcjami głównych bohaterów i to właśnie dzięki ich wspomnieniom dowiadujemy się, co się wydarzyło przy Bluestone Road. Wszelkie tajemnice i niedopowiedzenia stopniowo są odkrywane, a prawda nie daje oczyszczenia.
„Umiłowana” pozwala zadać sobie kilka pytań. Bo niby wszyscy wiemy, że istniało niewolnictwo, prześladowania rasowe pełne okrucieństwa, ale jakoś tak trudniej zobaczyć w tym prawdziwą, ludzką historię. Trudniej zobaczyć człowieka. Liczby zabitych, zgwałconych może i przerażają, ale łatwiej przejść obok nich obojętnie, niż wobec historii opowiadanej przez konkretną osobę lub kilka osób. Bo czy można sobie wyobrazić życie, w którym naszą matkę siłą przywieziono do obcego kraju, gwałcąc ją wielokrotnie w czasie podróży? Życie, w którym matki nie przywiązywały się do dzieci, bo te i tak niedługo umierały albo po prostu były im odbierane? Świat, w którym biali odbierali czarnym człowieczeństwo, stawiając ich na równi ze zwierzętami? I jak można żyć ze świadomością, że nasze życie nie należy do nas? Że nasze ciało nie należy do nas? Fragmentu, w którym Baby Suggs została wykupiona i stała się wolną kobietą, długo jeszcze nie zapomnę.
„Aż nagle ujrzała swoje dłonie i przyszła jej do głowy cudownie prosta myśl: te ręce należą do mnie. To są m o j e ręce. Następnie poczuła kołatanie w piersi i znów odkryła coś nowego: własne bicie serca. Miała to od zawsze? Tę bijącą rzecz? Poczuła się jak głupiec i wybuchnęła głośnym śmiechem.”*
I, co najważniejsze, jak żyć z takim dziedzictwem? Morrison nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Są to jednak pytania, które warto czasami sobie postawić. Niezwykła książka. Po prostu trzeba ją przeczytać.
* Toni Morriosn, „Umiłowana”, przeł. Renata Gorczyńska, wyd. Znak 2007, s. 189.