“Szklany Pałac” to historyczna powieść indyjskiego pisarza Amitava Ghosha uhonorowana kilkoma nagrodami, wśród nich Commonwealth Prize, z której autor zrezygnował, buntując się przeciwko idei Wspólnoty Narodów (Commonwealth). Znajdując w tej samej grupie, co np. pisarze z Nowej Zelandii, Ghosh nie widzi sensu w tego typu podziałach twierdząc, że przecież indyjscy pisarze nie mają nic wspólnego z nowozelandzkimi.* Podobno też wymóg pisania po angielsku pisarz uważa za nie do przyjęcia. Decyzja pisarza z pewnością należy do odważnych, czy słusznych – nie mnie to oceniać. Bez względu na kontrowersje z nagrodami, “Szkalny Pałac” bardzo dobrą książką.
Ghosh do napisania powieści przygotowywał się 5 lat – przez ten podróżował po miejscach, które opisuje (podczas przeprawy przez dżunglę z powstańcami strzelała do niego Birmańska Armia*), aby “Szklany Pałac” był jak najbardziej wiarygodny. Wysiłki pisarza opłaciły się – powstała niemal monumentalna powieść, rozciągająca się na przestrzeni całego ubiegłego wieku i splatająca ze sobą losy trzech rodzin i trzech pokoleń.
Akcja rozpoczyna się w Birmie, kiedy to po wkroczeniu Anglików do Mandalaj ostatni król z dynastii Konbaung zostaje skazany na wygnanie i resztę życia spędza w niewoli w Indiach, w Ratnagiri. Świadkiem odejścia rodziny królewskiej raz z garstką dworzan jest indyjski chłopiec, Rajkumar. Widząc w orszaku króla piękną Dolly, zakochuje się, by już nigdy o niej nie zapomnieć. Z biegiem lat Rajkumar zdobywa fortunę handlując drewnem tekowym i dzięki swoim zabiegom ponownie staje na drodze Dolly… To zaledwie zalążek akcji, w międzyczasie dzieję się dużo więcej, w powieści nie brakuje pełnokrwistych bohaterów, tragicznych wydarzeń i wzruszających momentów. Nie sposób jednak opisać tak misternie skonstruowaną fabułę, mnogie wątki i elementy historyczne, aby nie zepsuć niesamowitego nastroju powieści.
Dla mnie, przede wszystkim Ghosh pokazuje historię, której nie uczą w polskich szkołach. Czym teraz jest Birma, niegdyś kraj pełen bogactw i możliwości? Królowa Supalayat miała rację witając nowych przybyszów w Ratangiri (które stawało się powoli slumsami) dumnym uśmiechem i proroczymi słowami: “Tak, przypatrzcie się, jak my żyjemy. Nas, którzy rządziliśmy najbogatszym krajem w Azji, doprowadzono do takiego stanu. To oni nam to zrobili, oni zrobią to z całą Birmą. Zabrali nasze królestwo, obiecując budowę dróg, kolei, portów, ale pamiętajcie moje słowa, tak to się wszystko skończy. W ciągu kilku dekad zniknie bogactwo – wszystkie klejnoty, drewno i nafta – i wtedy oni też odejdą. W naszej złotej Birmie, gdzie nikt nigdy nie był głodny i nikt nie był zbyt biedny, by umieć czytać i pisać, pozostanie tylko nędza i ignorancja, głód i rozpacz. Nas pierwszych uwięziono w imieniu postępu; miliony pójdą za nami.” ** Ostre to słowa i poważne oskarżenie wobec Brytyjczyków, ale przecież kryje się w nich więcej niż ziarno prawdy… Obok zmieniającego się krajobrazu ekonomicznego i politycznego Birmy Ghosh ukazuje również czas przemian w Indiach. Początkowe podejście Hindusów, pragnących się wpasować w europejskie standardy, ulega zmianie i pojawiają się pierwsze oznaki tożsamości narodowej i ruchy niepodległościowe. Uma, żona zarządcy Ratnagiri, nie może zrozumieć, dlaczego jej mąż chce żyć według europejskich norm i martwi się, że pewnego dnia miliony ludzi w Indiach będą żyć zgodnie z obcymi, niezrozumiałymi zasadami. Jej początkowo wywrotowa działalność przechodzi różne fazy, ale Uma ostatecznie propaguje pokojową misji Gandhiego.
“Szklany Pałac” to lektura wyjątkowa – z jednej strony powieść historyczna, z drugiej – saga rodzinna, na dodatek poruszająca tematy kolonializmu i tożsamości narodowej. Śledząc losy trzech rodzin i trzech pokoleń czytelnik ma szansę poznać świat, którego już nie ma i być świadkiem owych przemian. Jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku.
——-
* Polecam wywiad
** Amitav Ghosh, Szklany Pałac. Tłum. Maria Zborowska. Poznań: Zysk i S-ka, 2004, s.92-93.


Zawsze podchodzę z pewną rezerwą do opowiadań. Wolę powieści, w których mogę zżyć się z bohaterami, przenieść się na jakiś czas w inne miejsce, inny czas. Czytając opowiadania, skaczę z miejsca na miejsce, ledwo poznaję bohaterów i już muszę się z nimi żegnać. Często mam poczucie, że jeszcze powinna być kontynuacja, odczuwam niedosyt. Jeśli w niektórych lekturach się zatapiamy, to ja w opowiadaniach ledwo moczę kostki.













