Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” – Joyce Carol Oates Czerwiec 19, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 13:30
Tags: , ,

oatesCałkiem niedawno narzekałam na opowiadania, że za krótkie, że niepełne, że zbyt szybko się kończą, a właśnie przeczytałam kolejne. „Szalone noce! Ostatni chwile wielkich mistrzów” Joyce Carol Oates to zbiór pięciu opowiadań, których bohaterami Oates uczyniła klasyków amerykańskiej literatury – Edgara Allan Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa i Ernesta Hemingwaya.

Już po przeczytaniu pierwszego z nich wiedziałam, że tym razem nie będę narzekać na wrażenie niepełności i to nie tylko dlatego, że opowiadania Oates nie mogłyby się toczyć dalej, ponieważ kończyły się śmiercią głównych bohaterów, ale miałam wrażenie, że jakiekolwiek dodatkowe zdanie tylko zepsułoby doskonale wyważoną kompozycję. Opowiadania amerykańskiej pisarki są po prostu świetnie napisanym kawałkiem prozy, a nie zalążkiem na jakąś dłuższą formę. Na uznanie zdecydowanie zasługuje różnorodność stylistyczna każdego z opowiadań, w których Oates niejako uchwyciła esencję pisarstwa każdego z autorów. I tak na przykład „Pośmiertny Poe, czyli Latarnia Morska” charakteryzuje się nieco surrealistycznymi opisami, tematyką śmierci i rozkładu oraz głęboką psychologizacją postaci. Z kolei „Papa w Ketchum, 1961” napisany zwięzłymi, lapidarnymi zdaniami przywodzi na myśl prozę samego Papy. „Modlił się w duchu, Boże, cholera jasna, Boże dopomóż mi. Można nie wierzyć w Boga, ale lepiej się pomodlić.” * Te ironiczne słowa jak ulał pasują mi do Hemingwaya i równie dobrze można by było znaleźć je w ustach któregoś z bohaterów jego powieści. Oprócz „Papy w Ketchum, 1961” moim faworytem jest jeszcze „EDickinsonRepliLuxe”. Akcja tego opowiadania dzieje się w jakiejś nieokreślonej przyszłości, w której to można sobie kupić fantoma jakiejś znanej osobistości, ożywianego „przez zainstalowany wewnątrz program komputerowy, który można nazwać ekstraktem oryginalnego pierwowzoru.” ** Brzmi bardzo fantastycznie i cybernetycznie, ale w gruncie rzeczy jest to historia dwojga ludzi, nieznośnie poprawnych, wypranych z wszelkich emocji i wstydzący się i niezdolnych do okazywania uczuć. RepliLuxe miał się stać substytutem dziecka, kogoś bliskiego, a jednocześnie był obrazem niespełnionych ambicji jego właścicieli i obrazem tego, kim chcieliby być. Bardzo smutna historia, ale każda taka była. Wszyscy mistrzowie z opowiadań Oates byli osamotnieni, zagubieni, nie mieli się do kogo zwrócić. Taki los wielkich umysłów?

Dzięki „Szalonym nocom” mój słaby entuzjazm do krótkich form zdecydowanie wzrósł. Niechęć do opowiadań chyba nie do końca wyrosła z przyzwyczajenia do powieści, ale z braku znajomości pisarza, który by potrafił zręcznie napisać krótką historię. Oates zdecydowanie to się udaje. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza tym, którym nazwiska bohaterów „Szalonych nocy” nie są obce.

———

* Joyce Carol Oates, „Szalone noce! Ostatni chwile wielkich mistrzów”, tłum. Bartłomiej Zborski, wyd. Bellona, Warszawa 2009, s. 195.

** Tamże, s. 53.

Reklamy
 

17 Responses to “„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” – Joyce Carol Oates”

  1. padma Says:

    Też mam ochotę na tę książkę, zachęciłaś mnie tym bardziej… Ja także niechętnie sięgam po opowiadania i jakoś nie mogę się przekonać do końca…

  2. Anonim Says:

    „brzmi bardzo fantastycznie” …. i cieszy mnie fakt, że nie jest to kolejna „zmyślanka”, którą zafundowała nam Oates, traktując ją jako najprawdziwszą wersję „życia” sławnej osoby (patrz „Blondynka”), a surrealistyczny świat bardzo dobrze „skrojony” przez autorkę … dodaję książkę do ciągle rosnącej listy … koniecznie

  3. moni Says:

    ups!!! przepraszam, zainstalowałam nowy dysk i niestety „on” mnie nie znał 🙂 …. nie jestem przecież anonimem 🙂

  4. nutta Says:

    Widziałam ją w księgarni, ale musiałam sie powstrzymać od zakupu;) A wspomniana tu „Blondynka” stoi :)) na półce.

  5. moni Says:

    nutta, moja „Blondynka” też stoi na półce … zakładkę ma gdzieś w połowie 🙂 i nie wiem czy ta zakładka się ruszy??

  6. Lilithin Says:

    Padmo, naprawdę warto. Mnie opowiadania Oates bardzo przypadły do gustu, mimo, że też nie jestem ich wielką fanką.

    Moni, nie czytałam „Blondynki” i jakoś mnie nie ciągnie, życie Marylin Monroe średnio mnie ciekawi 😉 A konkretnie co Ci się nie spodobało w „Blondynce”? W „Szalonych nocach” Oates zmieszała fakty z fikcją literacką i całkiem zgrabnie jej to wyszło.

    Nutto, wielka szkoda, że musiałaś się powstrzymać 😉

  7. moni Says:

    Lilithin – nie mam nic przeciwko mieszaniu faktów z fikcją, ale w przypadku gdy kupujesz książkę w przekonaniu, że jest biografią to nie bardzo mi tu pasuje ten „chwyt literacki” … za dużo w „Blondynce” dialogów (fikcyjnych?) za często zagląda autorka do łóżka MM i zbyt dosłownie je opisuje (nie żeby mnie to bulwerswało ale to sprawia, że książka staje się czystą komercją) :-/ to mnie trochę znięchęca i sprawia, że do końca nie wierzę w to co jest napisane … może to źle? 🙂

  8. Inblanco Says:

    Ależ świetny pomysł miała Oates! Strasznie mi się to podoba, więc z pewnością poszukam książki. I przy okazji może wreszcie poznam wiersze Dickinson, bo chyba sobie wypożyczęjakiś tomik przy najbliższej bytności w bibliotece.

    I jeśli można się wtrącić w dyskusję, to moim zdaniem „Blondynka” nie jest biografią, ja nigdy tak nie odbierałam tej książki.
    Dla mnie to … bo ja wiem, przychodzi mi na myśl górnolotne wyrażenie, ale jakoś tak pasuje jak ulał: to pejzaż wewnętrzny 😉 (mówiłam, że będzie górnolotnie), który konstruowany jest w oparciu o znane wszystkim fakty, ale owe „prawdy” to tylko szkielet, który zostaje wypelniony przez przygnebiającą, bo bliską prawie naturalistycznemu podejściu, analizę psychologiczną Kobiety. Kobiety dziecka, kobiety wampa, kobiety kochanki, córki, gwiazdy itd.

    Czy wiem, po tej ksiązce jaką osobą była Marylin? Nie do końca. Ale domyślam się, co mogła odczuwać, myśleć, przeżywać. I w tym sensie jest to może i faktycznie, jak podają blurby na okładce „zbeletryzowany portret”.

    No i na koniec: ja po tej ksiązce kupiłam sobie ogromny, czarno-biały plakat z Marylin i przez kilka lat wisiał w moim pokoju. Zdjęłam go tylko dlatego, bo się zniszczył. Może więc do końca nie jest obiektywna:)

  9. Queen of the Grubs Says:

    Ta książka jest na mojej liście (hopeless, neverending list of books to read), ale chcę upolować ją w oryginale. Nic nie czytałam tej autorki , więc chcę poczuć język, styl, etc. Do tego uwielbiam opowiadania. (^_^)

  10. Jejku świetny pomysł z tymi opowiadaniami. Jak wiadomo dobry pomysł to podstawa a jak piszesz jeszcze, że bardzo dobrze napisane to przecież muszę dopisac sobie do niekończącej się listy i tę pozycję 😛

  11. moni Says:

    Inblanco – no właśnie nie jest!! a na półce w księgarni stała w towarzystwie życiorysów tych najlepszych BIOGRAFIE 🙂 ja nie wątpię, że jest ona oparta poniekąd na faktach z życia MM, tylko trochę za mocno „dokoloryzowana” jeśli mogę tak powiedzieć, a po tej całej „aferze” mam wielką chęć ją przeczytac do końca 🙂

  12. Wyczytane.pl Says:

    Witam, prośba o kontakt na adres informacja@wyczytane.pl. Mamy propozycje współpracy dla autorki tego bloga.

  13. belcantto Says:

    Z pewnością poszukam tej ksiązki, bo bardzo zaciekawiła mnie twoja recenzja.

  14. Lilithin Says:

    Inblanco, skoro taki plakat sobie zafundowałaś, to ksiażka i postać MM musiała wywrzeć na Tobie wrażenie.

    Moni, przynjamniej już wiem, że w razie czego nie będę traktować „Blondynki” jako biografii 😉

    Queen of the Grubs, skoro lubisz opowiadania, to już w ogóle będziesz zachwycona.

    Papierowa latarnio, dobrze, że lista się nie kończy, bo co wtedy zostało do czytania?

    Belcantto, witam na blogu, miło mi, że tu zajrzałaś 🙂 A opowiadania polecam, może będą w bibliotece.

  15. Vianne Says:

    Oates jest niemożliwa 🙂 Dzięki za polecenie tej książki, na pewno przeczytam. Podobnie zresztą ja niemal wszystkie inne tej pisarki. Szkoda, że tak rzadko jej utwory sa wydawane tak fantastycznie jak „Pustkowie” 🙂

  16. L. Says:

    Vianne, witam na blogu 🙂 To było moje pierwsze spotkanie z Oates, ale raczej nie ostatnie. Ładne wydania zawsze kuszą 😀

  17. […] lubianego przeze mnie gatunku literackiego (chyba, że natrafię na coś naprawdę dobrego, jak np. Joyce Carol Oates) Bardzo lubię za to baśnie. Kiedy przez przypadek przeczytałam „The Company of Wolves” […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s