Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Wianki w Krakowie, koncert Lenny’ego Kravitza Czerwiec 23, 2009

Filed under: Miejsca/wydarzenia — Lilithin @ 23:10

Tak, wybrałam się na ten koncerDSC01412t. Nie lubię tłumu, ale jestem w stanie go zaakceptować, jeśli jestem w miłym towarzystwie i jeśli tylko nikt mnnie nie popycha, nie ociera się o mnie, nie napiera, nie ciśnie, nie pcha, nie ściska. Trzeba przyznać, że momentami było ciężko. Dlatego też postanowiliśmy stanąć nieco z boku, aby nie stykać się ciałem z pięcioma osobami stojącymi obok. Wielką fanką Lenny’ego nie jestem, znam kilka hitów, mam jedną płytę. Liczyłam na świetny koncert, tłumne śpiewanie, klaskanie, bujanie się w rytm muzyki i tym podobne atrakcje, jakie to zwykle mają miejsce na imprezach z udziałem 100 tysięcy ludzi. No cóż, trochę się przeliczyłam. Nie wiem, czy to wina pogody, czy tego, że artystę od publiczności oddzielała Wisła (sam piosenkarz stwierdził, że to „insane” i że chciałby być bliżej), ale reakcje były słabe. Nie chodzi nawet o to, że prawie nikt nie śpiewał, pewnie wiele osób nie znało tekstów, ale zwykłe klaskanie chyba nie wymaga znajmości języka ani czegokolwiek innego? Kravitz dawał z siebie wiele, skakał po scenie, biegał, tańczył i trochę smutne było to, że zaskakująco mało osób dało ponieść się muzyce. Kiedy podczas piosenki  „Let Love Rule” artysta zapytał się dlaczego nie śpiewamy („Why aren’t you singing?”), zrobiło mi się głupio, choć  akurat nie do mnie było ono skierowane.

Taki już urok darmowlennynablogych imprez. Jedni przychodzą napić się piwa przy dźwiękach amerykańskiej gwiazdy, inni – bo nie trzeba płacić i jakaś część zjawia się dla muzyki. Ogólnie jestem zadowolona, bo zarówno ja,  jak i towarzyszący mi przyjaciele pojechaliśmy dobrze się bawić i posłuchać Kravitz’a na żywo. I to się udało. Po koncercie spędziliśmy uroczy wieczór zakrapiany winem u niesamowicie gościnnej i bezinteresownej koleżanki. Podziękowania dla Kasi 🙂 I choć buty miałam pokryte błotem,  płaszcz wyglądał jakbym się w owym błocie tarzała, a kręgosłup bolał od spania na dmuchanym materacu, to był to przeuroczy weekend.

P.S. Gościnna Kasia z przekąsem stwierdziła, że naród to pewnie lepiej by się bawił na Feelu. Pewnie tak, teksty po polsku, swego czasu bombardowano nas nimi w mediach i łatwiej wpadają w ucho niż instrumentalne popisy Kravitz’a i ekipy. Po vonnegutowsku rzeknę tylko: zdarza się.

Advertisements
 

11 Responses to “Wianki w Krakowie, koncert Lenny’ego Kravitza”

  1. Inblanco Says:

    Z chęcią bym sobie pośpiewała razem z Kravitzem 🙂

    Widzę, że masz w planach „Serce to samotny myśliwy” McCullers. Strasznie, ale to strasznie jestem ciekawa Twojej opinii o tej książce. Dla mnie była bardzo ważna. Potem przeczytałam chyba wszystko, co wyszło po polsku tej pisarki. Ale największy sentyment czuję do „Serca…”

  2. matylda_ab Says:

    Artystę od publiczności oddzielała rzeka?! Kto wpadł na takie izolowanie dwóch współgrających elementów? przecież to głupi pomysł. Mimo, że woda dobrze niesie muzykę, takie oddzielenie wydaje się kompletnym nieporozumieniem. Chętnie wybrałabym się na koncert L. K.

  3. Bazyl Says:

    Mimo, że byłem w Krakowie w innym celu, rozważałem pójście na Kravitza. Ale ponieważ zmęczon byłem 2,5- godzinną jazdą „kowbojką” z plastikowymi fotelami, a pogoda była pod psem, no i Lenny nie znajduje się w centrum moich zainteresowań muzycznych, dałem sobie spokój i oddałem się piwku ze szwagrem 😀 Z tego co piszesz widzę, że słusznie, bo ominęło mnie stanie w smutnym tłumie, który w większej części składał się pewnie z ludzi, którzy o występującym artyście mają mgliste pojęcie 😦

  4. moni Says:

    Lilithin to co napisałaś jest strasznie przykre, aż mi usta wykręciło w druga stronę a wypieki wstydu wykwitły na twarzy. Przypomniała mi się impreza w Gdańsku na 20 rocznicę obchodów solidarnościowych, na którą to bilet kosztował symboliczne 10 zł, a gwiazdą wieczoru była Kylie … stania 6 godzin, słuchania byle jakiej muzyki (no Kora to jeszcze było coś) od godziny 21 marznięcie, niesamowity ból kręgosłupa … ale opłaciło się, przecież głównie po to pojechaliśmy, ale co powiedzieć na to, że tak jak podczas Kombi czy wycia Scorpinsów panował ścisk, ludzie skakli (?) śpiewali (?) tak od momentu wejścia na scenę Kylie zaczęli tłumnie wychodzić, mało tego ze zbędnymi komentarzami – i w takich momentach mi też robiło się przykro i wstyd. Wniosek – imprezy płatne! 🙂

  5. L. Says:

    Inblanco, „Serce to samotny myśliwy” wczoraj właśnie skończyłam i powoli przymierzam się do napisania paru słów. Książka poruszająca.

    Matyldo, no właśnie nie wiem. Rok temu też tak było na koncercie Jamiroquai.

    Bazylu, skoro Lenny średnio Cię interesuje, to dobrze zrobiłeś. Ludzie pili piwko i na deszczu, ale jaka to przyjemność?

    Moni, no właśnie, wstyd! Może na Kylie ludzie byli już zbyt wymęczeni 😉 Ale widzisz, w Gdańsku trzeba było zapłacić te symboliczne 10zł i pewnie część osób i tak z tego zrezygnowała, a mimo to efekt był, jaki był. Ciekawe ile osób zjawiłoby się na Wiankach, gdyby wstęp był płatny…

  6. vmr Says:

    To są właśnie minusy koncertów za darmo. W niedzielę byłam na Nigelu Kennedym (który jednak do popowych artystów nie należy), ale było całkiem fajnie (mówię o publice). Choć wolałabym wywalić ze dwie stówy i naprawdę cieszyć się koncertem.
    A Lenny’ego z wielką chęcią bym sobie zobaczyła. I bym śpiewała. 😉 Gdyby tylko był w innym terminie…

  7. moni Says:

    Lilithin pewnie by byli tylko Ci, którzy chcieliby posłuchać Lenny’ego, a reszta …. by się obraziła 😦 🙂 … dać ludziom możliwości i rozrywkę???

  8. Vianne Says:

    Czy Lenny śpiewał Calling all angels? Jesli tak – krakowska zbrodnia na pięknie. Uściski

  9. L. Says:

    Vmr, właśnie przeczytałam relację na Twoim blogu. Dobrze, że ludzie dopisali 🙂

    Moni, 😉

    Vianne, nie, nie śpiewał.

  10. kolmanka Says:

    oj widzę , że masz podejście do koncertów takie jak ja. Wszystko ok dopóki się nikt o mnie nie ociera.:P A faktycznie troszkę dziwne, że artysta był oddzielony od publiczności. To psuje przekaz. Zawsze lepiej czuć energię fanów.

  11. L. Says:

    Kolmanko, prawie każdy uważa ten pomysł za idiotyczny, no ale co poradzić 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s