Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Czytelnicze zwyczaje – łańcuszek Lipiec 4, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 15:43

Dostałam zaproszenie do blogowego łańcuszka. Muszę odpowiedzieć na 3 pytania, a potem wymyślić inne 3 i zaprosić 3 osoby.

Oto pytania od Chihiro:

Jak wyglądałaby Twoja wymarzona, idealna biblioteczka (chodzi zarówno o dobór książek jak i pomieszczenie)?

Pozornie proste pytanie. Każdy mól książkowy marzy chyba o własnej biblioteczce i jakąś jej wizję ma. Kiedy zaczęłam się zastanawiać nad tym, co i jak ja bym chciała, to sprawa nie okazała się wcale taka prosta. Kiedyś marzyłąm o wielkich, dębowych regałach, przyćmionym świetle, wielkim fotelu, zielonej skórzanej sofie i jeszcze barkiem z różnymi trunkami😉 Teraz jakoś ta wizja mnie nie nęci. Obecnie mam białe meble i jestem bardzo zadowolona, więc moja wymarzona biblioteka składałaby się właśnie z takich białych regałów, koniecznie ze szklanymi drzwiami, bardzo praktyczna rzecz. Regały stałyby w wielkim pokoju, książki byłyby ustawione w ładnych rzędach, nie jedne na drugich lub pod, za i przed innymi. Do tego kolorowe zasłony, kolorowa sofa i jakieś fotele, jasne panele. I regały nie musiałyby koniecznie być pod sam sufit, wysokość 1,80m by wystarczyła, żebym po każdą książkę mogła z łatwościa sięgnąć. Nie miałabym też nic przeciwko biblioteczce na poddaszu, gdzie na pochyłej ścianie stałyby niższe regały, które też mi się bardzo podobają.

Jeśli chodzi o dobór lektur, to cóż, wszystko to, na co mam ochotę w danej chwili, bez konieczności zastanawiania się, czy nie lepiej poczekać na jakaś wyprzedaż, lub Dni Książki😉

Czy w Twojej rodzinie wszyscy sporo czytają, czy rodzina w jakikolwiek sposób wpłynęła na Twoje zwyczaje czytelnicze?

Moja mama nie czyta zbyt wiele, nigdy nie miała wielu książek, ale w dzieciństwie czytała mi i zawsze do tego zachęcała. Prezenty książkowe zawsze sprawiały mi przyjemność i do dzisiaj mam do niej trochę żal, że rozdała nasze (moje i siostry) ulubione bajki jakimś młodszym dzieciom. Siostra molem książkowym nie jest, ale też nie ma wielkiej awersji do słowa pisanego.

Mam ciocię polonistkę, której dom odkąd pamiętam był zawalony ksiązkami. Żałuję tylko, że książki stoją w dwóch rzędach, jedne zasłaniają drugie i tak naprawdę nie wiem, jakie skarby mogłabym tam znaleźć. Bardzo lubiłam swoje urodziny, bo wiedziałam, że dostanę od niej książkę, tylko nigdy nie wiedziałam jaką. Teraz też lubię urodziny, ale ciocia daje już inne prezenty i sama potem mogę sobie kupić, co chcę, ale jakoś tak przyjemniej dostać coś niespodziewanego.

Ogólnie rodzina nie wpłynęła na moje zwyczaje lub dobór lektur, sama sobie musiałam radzić, ale jakiś rodzaj wsparcia otrzymywałam.

Czy masz książkę/i, do której/ych wracasz co jakiś czas? Jeśli tak, to jaką/jakie?

Chyba nie. Czasami zdarza mi się wrócić do ulubionych framgentów (ostanio podczytywałam „Moveable Feast” Hemingwaya i „On the Road” Kerouaca), ale rzadko czytam drugi, trzeci lub czwarty raz. Jeśli już, to dlatego, że pamięć szwankuje, a nie z sentymentu. Jedynie „Wiedźmina” czytałam dwa albo trzy razy (ale było to już 7 lat temu) i bardzo chciałabym mieć go na własność, ale nie mam pewności, czy teraz też bym była tak zachwycona.

Net.a.a zadała mi następujące pytania:

Czy masz wokół siebie osoby, z którymi dzielisz swoją czytelniczą pasję? A może udało Ci się kogoś zarazić miłością do książek?

O książkach zawsze mogę porozmawiać z ową ciocią, ale nasze gusta trochę się różnią, więc jeśli nie rozmawiamy na temat konkretnych książek, to zawsze możemy ponarzekać, że nowych tomów przybywa, ale mieszkania wcale się nie zwiększają😉

Udało mi się koleżankę zarazić Jasper’em Fforde i ogólnie czytanie tak jej się spodobało, że zapisała się do ŚK. Zobaczymy, jak dalej potoczy się jej droga czytelnicza.

Czy są książki (a jeśli tak to jakie), dla których jesteś w stanie zarwać noc i pójść do pracy/szkoły z „oczami na zapałkach”? Jaki tytuł/autor sprawił to ostatnio?

Nie wątpię, że są takie książki, ale jakoś ostatnio żadnej takiej nie kojarzę. Zarwane nocki kojarzą mi się z kryminałami, horrorami, a te czytam niezwykle rzadko. A czy zarwanie dnia się liczy? Chyba nie, ale czytałam „Jane Eyre” cały boży dzień😉 Nockę zarwałam ostatnio w wieku 14 lat czytając „Kurt Cobain w Rolling Stones”. Późno w nocy już udawałam, że śpię i czytałam z latarką pod kołdrą. Książkę pożyczyłam od koleżanki, która ją kupiła tego samego dnia i mogłam ją mieć tylko tę jedną noc. Na dzień dzisiejszy jednak nie wiem, czy dłużej czytałam, czy oglądałam świetne zdjęcia, których nie brakowało w tej pozycji.

W jakim stopniu opinie z blogów decydują o Twoich wyborach i zakupach książkowych? Jakie inne czynniki mają wpływ na to co czytasz?

Blogi dość znacznie wpływają na moje zakupy. Dzięki nim przeczytałam m.in. „Stambuł” Pamuka czy wspomnianego już Fforde’a. Cała lista powstała z blogowych inspiracji wciąż czeka na spełnienie. Inne czynniki to oczywiście autor, prędzej kupię Vonenguta niż Bushnell. Czasami mam ochotę kupić coś pod wpływem ładnej okładki, ale powstrzymuję się i dobrze na tym wychodzę. Nagrody, które książka otrzymała też w pewien sposób wpływają na moje decyzje. I oczywiście promocje😉

Ja do zabawy zapraszam Joannę, Kolmankę, Moni, Vmr, Szamankę i Mandzurię. Możecie odpowiedzieć na pytania poniżej albo na dowolne, na które ja już odpowiedziałam.

Czy zdarzyło Ci się zniszczyć książkę (własną lub pożyczoną)? W jakich okolicznościach i jeśli była pożyczona, to jak się wytłumaczyłaś?

Czy zdarza Ci się czytać w języku obcym? Jeśli tak, to w jakim i co decyduje o tym, że sięgasz po taką książkę?

Czy kiedykolwiek obejrzałaś film, który zachęcił Cię do przeczytania książki? Albo: czy w ogóle oglądasz filmy na podstawie książek, których jeszcze nie czytałaś?



sobota, 04 lipca 2009

W tradycyjnym wydaniu łańcuszki działają na mnie jak przysłowiowa płachta na byka … ale taki czytelniczy łańcuszek to już zupełnie inna sprawa🙂 Zanim zaczęłam pisać, po cichu zazdrościłam blogowiczkom i blogowiczom, że mogą się wymienić nie tylko opiniami o książkach, ale też całą otoczką związaną z ich czytaniem. Dlatego teraz chętnie się przyłączę, jednocześnie dziękując za skierowanie pytań także w moją stronę, autorkom blogów: kultur-alnie, Milla in Wonderland i Substytut zeszytu🙂

Pytania od kultur-alnie:

  1. Czy zdarzyło Wam się czytać książkę, którą rzuciłyście o ścianę (albo chciałyście rzucić) z powodu obrzydzenia, wywołanego tematyką albo jakąś opisywaną sytuacją? Oj nie, rzucić dosłownie się nie zdarzyło, nie umiałabym😉 Ale chęci ku temu już niestety były … ostatnio przy „Córce oficera” Ziny Rohan, chociaż nie z powodu obrzydzenia, a bardziej zniesmaczenia, że dobry pomysł na książkę można było tak zmarnować.
  2. Czy piszecie po książkach, zaznaczacie fragmenty, notujecie na marginesach? Kolejna rzecz, której robić nie umiem, jakiś wewnętrzny opór powstrzymuje mnie przed bazgraniem po książkach😉 Za to zazwyczaj w czytanej książce mam dodatkową czystą kartkę na notatki i oczywiście zawsze pod ręką jest zapas kolorowych małych karteczek, których przeczytane książki są potem pełne😉
  3. Jak układacie książki na półkach – alfabetycznie, tematycznie, kolorami, …? Aaa … i tu mnie macie🙂 Mój bzik układaniowy został już przyuważony przy okazji ostatniego stosika😉 Bo książki oprócz tego, że cieszą możliwością czytania, mnie cieszą też samym widokiem🙂 Na dzień dzisiejszy moje zbiory nie są tak ogromne, by odnalezienie się w nich wymagało ułożenia alfabetycznego, więc ułożone są wg wydawnictw i w miarę możliwości formatami, bo neta estetką jest i po prostu musi być ładnie ;):)

Pytania od Milli:

  1. Jaka książka kojarzy Ci się najbardziej z czasami dzieciństwa? Nie będę oryginalna, gdyż najcieplej wspominam klasykę literatury dziecięcej, czyli „Kubusia Puchatka” i „Anię z Zielonego Wzgórza” oraz jej kolejne części, których pojawiania się w swojej małej biblioteczce wyjątkowo niecierpliwie wyglądałam🙂
  2. Czy jest, a jeśli tak to jaka, książka, którą przeczytałeś/przeczytałaś już co najmniej dwukrotnie i nadal masz ochotę kiedyś po nią sięgnąć? W czasach szkolnych, o ile pamiętam, trzykrotnie czytałam „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Brontë i bardzo jestem ciekawa mojego jej odbioru po latach. Chętnie sprawdzę to przy nadarzającej się okazji, ale wcześniej obiecuję sobie zdobyć własny egzemplarz, bo czytane wcześniej zawsze pochodziły z biblioteki.
  3. Jaka epoka obfituje, Twoim zdaniem, w najbardziej godne uwagi dzieła literackie? Nie czuję się na siłach wybrać jednej epoki, gdyż bez wątpienia każda takowe dzieła ma! Faktem niestety jest również, że książki z minionych epok nieuchronnie powodują szkolne wspomnienia o czytaniu z konieczności, do których nie zawsze przyjemnie się wraca.

Pytania od aerien:

  1. Czy zdarza Ci się czytać wiele książek naraz (ile? jak często?) Czy skupiasz się na jednej? Pomimo posiadania podzielnej uwagi, która bardzo przydaje się w pracy, dwóch książek (wogóle nie wspominając już o większej ilości ;)) na raz czytać nie potrafię i tego nie robię. Zdarza mi się natomiast odłożyć czytaną książkę, gdy czytanie nie idzie, by wrócić do niej po kolejnej lekturze.
  2. Jak obchodzisz się z książką z biblioteki? Podkreślasz, notujesz, wrzucasz zakładkę tudzież zabierasz skarby tam zastane? Czy takie zachowania u innych irytują Cię czy przeciwnie, lubisz czuć, że książkę już ktoś czytał? Nie maluję po swoich, tym bardziej nie maluję po książkach pożyczonych i kropka🙂 Przyklejane karteczki lądują w nich tymczasowo, by zniknąć przed oddaniem książki, a notatki pozostają na blogu🙂 Nie przeszkadza mi fakt, że książka była już wielokrotnie czytana przede mną, nawet bardzo lubię poszarzałe kartki, ale bardzo irytuje mnie niszczenie książek i niekoniecznie mam ochotę odkrywać co też jadły i piły nad książką osoby czytające ją przede mną ;))
  3. Czy masz swój czytelniczy rytuał (opisz)? Np. ostrzenie ołówków, malinowa herbata, koc, ulubiona muzyka – kompletna cisza? W zimne wieczory kocyk i herbatka (niekoniecznie malinowa, bo smaki często się zmieniają) to niezbędne atrybuty🙂 Ale nie zawsze czytam w tak cieplarnianych warunkach. Lubię czytać na balkonie i w środkach transportu; tylko złoszczę się, gdy trafiam na wyjątkowe gaduły za sobą, które nie pozwalają się skupić😉 Na ogół przy czytaniu w tle mam tylko ciszę, a jeśli już jednocześnie słucham, to tylko czegoś instrumentalnego (w innym wypadku od razu zaczęłabym śpiewać ;)), najchętniej jazzu i smooth jazzu🙂

Na koniec czas, by zadać trzy własne pytania, do odpowiedzi na które serdecznie zapraszam Katję127 z blogu Lubię czytać, jj-jj z blogu Moja Biblioteczka, oraz Lilithin autorkę Czytatnika,:

  1. Czy masz wokół siebie osoby, z którymi dzielisz swoją czytelniczą pasję? A może udało Ci się kogoś zarazić miłością do książek?
  2. Czy są książki (a jeśli tak to jakie), dla których jesteś w stanie zarwać noc i pójść do pracy/szkoły z „oczami na zapałkach”? Jaki tytuł/autor sprawił to ostatnio?
  3. W jakim stopniu opinie z blogów decydują o Twoich wyborach i zakupach książkowych? Jakie inne czynniki mają wpływ na to co czytasz?
wtorek, 30 czerwca 2009

Hurra, moje pierwsze wyzwanie czytelnicze czas zacząć :)

Wybór bynajmniej nie był łatwy, gdyż na półkach, mimo sporej ilości ciekawych książek, tych „kolorowych” nie znalazło się wiele, znalezione zaś, zostały już przeczytane. Wielokrotne studiowanie listy lektur zaowocowało w końcu wytypowaniem podstawowej trójki, która przedstawia się tak:

  • Jasne błękitne okna – Edyta Czepiel
  • Czerwony rower – Antonina Kozłowska
  • Połówka żółtego słońca – Chimananda Ngozie Adichie

Niebieską książkę mam na półce od dawna, kiedyś zaczęłam czytać, ale z zapomnianych już powodów nie ukończyłam; wyzwanie będzie idealną okazją, by dostała drugą szansę. O czerwoną lekturę muszę się uśmiechnąć do właścicielki zaprzyjaźnionej biblioteczki, co niniejszym czynię :)) Żółta książeczka natomiast została wczoraj zamówiona, bo i tak mi się marzyła, a dzięki wyzwaniu będzie okazja przeczytać ją wcześniej.

Z chęcią sięgnę jeszcze po kilka innych książek z kolorem w tytule, pod warunkiem, że czas pozwoli i uda się je zdobyć😉

  • Białe zęby – Zadie Smith
  • Smażone zielone pomidory – Fannie Flagg
  • Nazywam się Czerwień – Orhan Pamuk
  • Czarna dziewczyna, biała dziewczyna – Joyce Carol Oates

Wszystkim uczestnikom wyzwania życzę przyjemnych chwil z kolorowymi lekturami🙂

wtorek, 23 czerwca 2009

Żona pilota - Anita Shreve

«Nawet najbliższe osoby mogą okazać się zupełnie nieznanymi ludźmi. O tej bolesnej prawdzie przekonuje się Kathryn Lyons – tytułowa żona pilota, który ginie w tajemniczej katastrofie u wybrzeży Irlandii. Gdy docierają kolejne informacje o przyczynach tragedii, a wraz z nimi skrzętnie ukrywane przez męża Kathryn fakty z jego życia, pogrążona w żałobie wdowa staje przed koniecznością zrewidowania swych wspomnień. Kim naprawdę był człowiek, którego kochała, a teraz opłakuje? Kathryn zaczyna prowadzić własne dochodzenie… W roku 2002 na kanwie powieści powstał film o tym samym tytule w reżyserii Roberta Markowitza.» (Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006)

Kathryn jest kobietą wyjątkowo łatwowierną i bezkrytyczną. Bezkrytycznie kocha i wierzy w swojego męża i w siłę zbudowanej razem rodziny. Nagła katastrofa lotnicza nie tylko pozbawia ją ukochanego, ale powoli przyczynia się do okrycia drugiej tożsamości człowieka, z którym dzieliła życie. Kathryn uparcie się broni, nie dopuszcza do głosu zwątpienia, głośno i zdecydowanie bierze w obronę pamięć męża, wyrażając sprzeciw wobec niezrozumiałych zarzutów ze strony linii lotniczych. Ale czy na prawdę możliwe jest, że przez tyle lat nic nie zauważyła? Czy raczej nie starała się dostrzec? Czy miłość mogła aż tak przysłonić jej prawdziwy obraz związku?

„To dziwne, pomyślała, jak głęboko znamy jakąś osobę lub wydaje się nam, że ją znamy, gdy jesteśmy zakochani – nasiąknięci, przesyceni miłością – aby później odkryć, że być może wcale nie znaliśmy jej tak dobrze, jak nam się wydawało. Albo że ona nas nie znała tak dobrze, jak mieliśmy nadzieję.”

Zaskakuje nie tylko początkowa bezkrytyczność Kathryn, ale również jej niespodziewanie ujawniona determinacja w dążeniu do prawdy. Dociekliwe składanie kolejnych fragmentów układanki, ze skrzętnie ukrywanych skrawków wspomnień, staje się dla niej swoistym lekiem na ból, stratę i osamotnienie, a kompletna wiedza o zaistniałej sytuacji, warunkiem koniecznym do odzyskania spokoju. Bowiem nie sposób żyć przyszłością, gdy za bolesną przeszłością nie zamknie się drzwi…

Tekst z okładki zamieszczony na początku w wystarczający sposób zarysowuje fabułę „Żony pilota” i trudno napisać więcej, by nieopatrznie nie zdradzić zbyt wiele szczegółów. Treść nie jest skomplikowana i szczerze powiedziawszy momentami bardzo przewidywalna, ale za to sprawnie i lekko napisana, co czyni z powieści Anity Shreve lekturę idealną na dni, gdy chcemy się zwyczajnie zanurzyć w opowieści bez zbędnego myślenia.

wtorek, 16 czerwca 2009

Właściwie nie bardzo zasłużyłam na nowe książeczki, bo trudno mi się ostatnio zmobilizować do pisania, a i ze skupieniem nad lekturą bywa różnie … czego główną przyczyną jest przybytek, w którym spędzam osiem godzin dziennie, i który jak mało co nie zasługuje na to, żeby o nim wspominać😉 Ale że kalendarz (a przynajmniej nieliczne jego wersje) uparcie twierdzi, że Neta powinna dziś świętować, więc niniejszym udzielam sobie dyspensy od wyrzutów z powodu niepisania i będę się chwalić … ;))

Z lewej stosik wyjątkowo okazyjny. Pierwsze cztery książeczki od dołu to zamówienie z KDC sprzed niemal dwóch miesięcy, które nie załapały się na kwietniowe zdjęcie. Kolejne zostały „wyniesione” z Taniej Książki, która wyjątkowo skutecznie poprawia mi humor, nie nadwyrężając jednocześnie portfela🙂 Wśród nich „Zatrute życie” Anny Małyszewej, którą na szczęście udało mi się wypatrzyć wśród kilkunastu identycznych brązowych grzbietów😉

Prawy stosik nieco mniej okazyjny, ale też w większości złożony z efektów internetowych promocji🙂 Jedynie „Dziewczyna z zapałkami” została przykładnie zakupiona w klasycznej księgarni. Ponieważ dawno temu zaczytywałam się namiętnie w „Ani z Zielonego Wzgórza”, teraz chętnie zaglądnę do biografii Lucy Maud Montgomery, która leży na samym dnie. Magicznemu tytułowi następnej książki nie mogłam się oprzeć i „Dziewczyna o szklanych stopach” musiała wylądować w koszyku. Lekturę „Dziewczyny z zapałkami” zadeklarowałam w kilku miejscach i oczywiście planuję się wywiązać z obietnicy. Podróży sentymentalnej do „Domu na Kresach” już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że sporo dobrych słów na temat przeczytałam na kilku blogach. „Rozświetlone pokoje” spodobały mi się od razu, a do decyzji o zakupie znacząco przyczyniła się Mary🙂 „Kiedy rekin śpi” będzie pierwszym spotkaniem z Mileną Agus. „Deszczowa noc” kusiła cudną okładką i skusiła, a pozytywne opinie o niej już są, na przykład u Aerien🙂 „Gypsy” i „Srebrna Zatoka” początkują moją znajomość z Wydawnictwem Red Horse, zresztą w bardzo miły sposób, bo przeczytana już „Srebrna Zatoka” okazała się być lekturą bardzo przyjazną w treści i formie. Ale o tym więcej w oddzielnej notce.

Miłego oglądania🙂

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Być przez chwilę sobą - Philippe Besson

Książkę kupiłam za kilka złotych na wyprzedaży, na zupełnego, tak zwanego, „czuja”, co gorsza, nie mając zielonego pojęcia kim jest autor. Dziś właściwie nie wiem wiele więcej, poza tym, że Francuz Philippe Besson wydał w Polsce przy pomocy Wydawnictwa Muza, pięć powieści, z czego, jak przeczytałam na Biblionetce, podobno tylko „Być przez chwilę sobą”, jest historią optymistyczną. Resztę będę musiała dopiero sprawdzić, ale w tym wypadku muszę się zgodzić. Bo powieść jest optymistyczna, chociaż w zupełnie niezwyczajny sposób. A że nie wiedząc czego się po niej spodziewać, nie spodziewałam się wiele, zdołała mnie zaskoczyć. Zresztą bardzo pozytywnie.

Falmouth znajduje się nad kanałem La Manche, na samym krańcu Kornwalii, krańcu Anglii i zdawać by się mogło, na krańcu wszystkiego. W Falmouth właściwie nie ma ciepłej pory roku, a lato wydaje się być ciągle na straconej pozycji. I choć położeniem miejscowość mogłaby aspirować do miana kurortu, nieliczni wczasowicze sprawiają wrażenie zabłąkanych w podróży. Falmouth to miasteczko ściśle hermetyczne, źle patrzy na nieznanych lub wyróżniających się w jakikolwiek sposób. Żyje od zawsze według własnych zasad, reguł i przyzwyczajeń.

„/…/ w Falmouth mężczyźni i kobiety się nie rozchodzą. Są nierozłączni aż do śmierci. Związani przysięgą przed obliczem Boga, nie narażają się na ryzyko popełnienia krzywoprzysięstwa. Poza tym nie oczekują od swojego związku szczęścia. Zawierają małżeństwo, bo tak się robi, bo starsi robili tak przed nimi, odruchowo. Mężczyźni oczekują od swoich żon, że będą dobrze utrzymywały dom i zajmowały się dziećmi. Kobiety oczekują od mężów, że będą przynosić pensję i uprawiać z nimi seks, gdy nie będą zbyt zmęczeni. Życie jest proste w tych okolicach. Ludzie nie są wyrafinowani.”

Jak przystało na stuprocentowego mieszkańca Falmouth, Thomas Sheppard w niczym nie odbiegał od powyższej definicji. Ożenił się z dziewczyną, którą znał od zawsze, założył rodzinę, czas dzielił między pracę i dom, a wszystko bynajmniej nie z powodu jakiegoś wewnętrznego przekonania, ale dlatego, że tak wypadało, bo tak robili wszyscy. Dlaczego?

„Dlatego, że było dziecko… Ile małżeństw trwa jedynie na mocy tej formułki? Ile kobiet i mężczyzn pozostaje związanych z sobą, choć wszystko się już rozwiązło, i tylko potomstwo zmusza do pozostania razem? Ile istnień splądrowanych rzekomo dla dobra córek i synów? Ile lat spędzonych obok siebie z tej prostej przyczyny, że dzieci stanowią ostatnie „wspólne dobro”?”

Tom o dziwo znajduje w sobie odwagę, nie tyle odwagę do zmian, co początkowo do samego rozmyślania o zmianach, do rozmyślania o sposobach wyrwania się z tej małomiasteczkowej codzienności, i to w dość radykalny sposób. A los nieoczekiwanie postanawia zrealizować jego ukryte pragnienia wykorzystując brak ostrożności i odrobinę nieuwagi. I tak Tom opuszcza Falmouth, by po wielu latach powrócić będąc już zupełnie innym człowiekiem.

„Wszyscy mamy coś do ukrycia, sekret, który nas oddziela od innych ludzi.”

Ta historia rozpoczyna się właśnie w dniu powrotu Thomasa, gdy Falmouth wita wygnańca opuszczonym domem i zmową milczenia. Nie powinien wracać po wszystkim co się wydarzyło, ale nie miał dokąd pójść, i to tu musi zaczekać na lepszy czas. A czekając zaczyna swoją opowieść. Opowieść, która dowodzi, że nawet w najbardziej hermetycznej społeczności można znaleźć chwalebne wyjątki i że więzienie z żelaznych krat może się okazać lepsze od więzienia z konwenansów. Lepsze właśnie dlatego, że daje sposobność i czas, by wreszcie odnaleźć siebie …


Patrząc na Falmouth na zdjęciu, trudno uwierzyć, by faktycznie miało ono być krańcem świata z powieści. Zostało wykorzystane na potrzeby fikcji literackiej? A może pozory mylą …?

Falmouth, Kornwalia

Źródło: Wikipedia

czwartek, 04 czerwca 2009

Pchli pałac - Elif ŞafakMiejsca, w których przebywamy i które odwiedzamy, zostają w naszej pamięci na różne sposoby. Czasem kojarzą się z dźwiękami, czasem z zapachami, pozostawiają po sobie różnorakie emocje. Agrypina Fiodorowna Antipowa utożsamiała miejsca z kolorami. „Aby poczuć się w nowym miejscu jak u siebie, musiała przede wszystkim zobaczyć jego kolor. Na przykład dwór w Groznym, gdzie przyszła na świat i spędziła dzieciństwo, miał barwę czerwonego wina, a cerkiew, do której co niedziela chodzili całą rodziną na mszę, była w pergaminowym odcieniu żółtego. Dacza w Kisłowodzku, gdzie uwielbiała spędzać święta, była skąpana w rosie świeżej zieleni, a dom, w którym zamieszkała z mężem po ślubie, w jej umyśle miał pomarańczową barwę zimowego słońca. Była przekonana, że nie tylko miejsca, ale także ludzie, zwierzęta, a nawet wspomnienia mają właściwe sobie kolory, które można było dostrzec, przypatrując się im zastygłym, skupionym spojrzeniem.” Jedynie Stambuł zasnuty mgłą nie chciał pokazać jej swego koloru, gdy wiosną 1920 roku zobaczyła go po raz pierwszy. Co więcej, opuszczając miasto dwa lata później Agrypina nie widziała już żadnych kolorów, a świat jawił jej się niczym „kadry czarno-białej fotografii, jakby cały świat zaciągnął zasłony, zamknął okna i okiennice, obraził się na nią.” Kolory wróciły dopiero w jesieni jej życia, za sprawą cukierków w kolorowych celofanowych opakowaniach. Nie mogąc nacieszyć oczu widokiem, przykładała na przemian papierki, łącząc je w różnych zestawieniach, do momentu, gdy „świat cały pokrył się fioletem”, a z jej ust wydobył się okrzyk: „Stam-buł!” I wtedy to Paweł Pawłowicz Antipow postanowił, że wróci z żoną swą do Stambułu i wybuduje tam dla niej dom. Tak też uczynił, a Agrypina nadała mu nazwę „Pałac Cukiereczek”.

Po śmierci właścicieli kamienica z dziesięcioma mieszkaniami przeznaczona została pod wynajem. I czy sprawiło to położenie na ruinach muzułmańskiego i ormiańskiego cmentarza, czy legenda o znalezionych pod nim grobach Derwisza Wędrowca, kamienicę zapełnili wyjątkowo osobliwi mieszkańcy. Każdy kto kiedykolwiek mieszkał w bloku wie, że w którymś mieszkaniu zawsze znajdzie się dziwak, ale ta kamienica, jak żadna inna, była ich pełna. Pełna mieszkańców z różnych środowisk i grup społecznych, o poplątanych życiorysach i relacjach z otoczeniem.

Meryem mieszka pod jedynką jednocześnie będąc dozorczynią budynku, a spełnianie życzeń mieszkańców zajmuje ją często bardziej niż problemy szkolne syna Muhammeta i kolejna ciąża, którą właśnie nosi. Lokal numer cztery to mieszkanie Rodziny Ognistych, którzy najbardziej na świecie boją się, że ktoś może podglądnąć ich życie, i dlatego przez cały czas okna mają szczelnie zasunięte zasłonami. Mieszkanka ósemki, zwana przez kolor swoich strojów Błękitną Kochanką, jest utrzymanką handlarza oliwą. Dni spędza na przygotowywaniu dla niego najróżniejszych przysmaków a potajemnie okalecza swoje ciało. Tijen Czyścioszka spod dziewiątki zawdzięcza swój przydomek wyjątkowej obsesji sprzątania, którą uskutecznia od rana do wieczora doprowadzając tym do szału ciągle zmieniające się pomoce domowe.  Metin Twardziel i JegoŻonaNadia zajmują mieszkanie numer sześć. Kobieta dla męża zarzuciła karierę naukową i dla niego codziennie doskonali tradycyjną potrawę, w przerwach ulegając słabości do pewnej telenoweli, której oglądanie ma jednak głębsze znaczenie. Hadżi Hacı z mieszkania numer pięć zajmuje trójkę wnucząt opowiadaniami tradycyjnych bajek i legend mimo wyraźnych zakazów swojej nowoczesnej synowej. W lokalu numer dwa, który pierwotnie był magazynem, zamieszkuje przybyły ze Szwajcarii Sidar nieustannie myślący o śmierci i jego pies Gaba. Siódemka jest domem narratora opowieści, dojrzałego mężczyzny, który przeprowadził się tu po rozstaniu z żoną i obecnie jest rozdarty pomiędzy dawną kochanką a nową słabością do sąsiadki spod ósemki. Mieszkanie numer dziesięć na ostatnim piętrze, największe ze wszystkich to królestwo Madame Babci, dostojnej zadbanej starszej pani, która cieszy się poważaniem większości mieszkańców. Pod trójką natomiast znajduje się zakład fryzjerski bliźniaków Cemala i Celala, którzy spotkali się po latach, by razem żyć i pracować, choć jeden wychował się w dalekiej Australii.

Gdy na co dzień drzwi większości mieszkań pozostają zamknięte, zakład fryzjerski tchnie życiem, jest miejscem ożywionych dyskusji i plotek na wszelakie tematy. Ale temat najważniejszy i najczęściej przewijający się to… śmieci, będące problemem całego Stambułu, w którym tradycja nieustannie walczy z nowoczesnością, „Stambuł żyje i dlatego ciągle produkuje tak dużo śmieci, ale też produkuje ich tak dużo, bo przecież ciągle udaje mu się pozostać przy życiu.” Ale na Żurnalowej w Pałacu Cukiereczek śmieci wylewają się z każdego kąta na podwórzu, żerują w nich chmary owadów, koty, wrony i mewy, i wszystko razem powoduje, że cuchnie tam wyjątkowo intensywnie. „Gdy taki smród dosięgnie cię na ulicy, możesz przyspieszyć kroku lub zasunąć szyby w samochodzie. Ale gdy śmierdzi w domu, gdy cuchnie rano, jak się budzisz, i wieczorem, jak idziesz spać, gdy cuchną ściany, drzwi i okna, wpadłeś w potrzask. Nie możesz wyjść poza pole rażenia smrodu. Nie ma na to sposobu ani nikogo, kto by na to jakiś sposób wymyślił.” Chociaż problem jest osobliwy trudno się dziwić, że sposoby radzenia sobie z nim tak bardzo zajmują mieszkańców kamienicy, a przekazywane z ust do ust w końcu pozwolą odkryć źródło powstawania smrodu i tajemnica ujrzy światło dzienne.

Niesamowita powieść. Zajmująca myśli i rozbudzająca ciekawość. Autorka prowadzi nas przez tę historię niczym przez piękną baśń, jednocześnie z wyjątkową wnikliwością traktując wszystkich bohaterów i w cudowny sposób, pięknym językiem odmalowując miejsce akcji. Z wydarzeń poprzedzających główny temat powieści układa oddzielne historie, a wszystko spina klamrą w postaci okręgu, czyli czegoś pomiędzy linią poziomą symbolizującą prawdę, a linią pionową, która jest wyznacznikiem kłamstwa. Aż trudno uwierzyć, że taka opowieść może powstać w wyniku zaledwie kilkukrotnego wprawienia w ruch blaszanej pokrywy z okrągłego pojemnika na śmieci…

Wszystko razem stawia „Pchli pałac” w kręgu książek, po które z ogromną ochotą sięgnę ponownie. Może będzie to za kilka miesięcy, może za kilka lat, ale na pewno wtedy, gdy już nie będę taką ignorantką w kwestii literatury tureckiej i Turcji samej w sobie, by powtórna lektura dała nie tylko przyjemność czytania, ale i nowe punkty odniesienia.

wtorek, 02 czerwca 2009

Droga - Cormac McCarthyZaczynałam na trzy razy. Odkładałam z braku czasu i wyjątkowego nagromadzenia problemowych sytuacji. Wracając nie mogłam się wczytać na nowo, więc zaczynałam od początku. Potrzebny był urlop i chwila oddechu, by złapać specyficzny rytm powieści. Bym książkę wzięła do rąk raz jeszcze i już jej nie odłożyła. Skończyłam czytać wczoraj późnym wieczorem i nieomal natychmiast sięgnęłam na półkę po coś o dużo mniejszym ładunku emocjonalnym, żeby z myślami o „Drodze” nie musieć zasypiać…

Przerażająca historia. Przerażająca w treści i porażająca w sposobie podania, tak oszczędnym i tak sugestywnym, że na domysły nie ma już miejsca.

Dwoje bohaterów. Ojciec i syn. I droga. Droga, którą trzeba iść przez świat. Tylko że świata już nie ma! Pozostały tylko zgliszcza i popioły, martwe zbiorniki wodne, opuszczone domostwa i magazyny. Szczytem szczęścia jest znalezienie w nich koca lub czegoś do jedzenia, ale nie wiem czy chcecie wiedzieć, co jeszcze można tam znaleźć… ! Nie wiemy co się stało, nie wiemy jak długo już trwa. Wczoraj majaczy tylko w nikłych wspomnieniach ojca. Syn zna tylko dziś. Dotrwanie do jutra wydaje się być „celem długofalowym”. Walka toczy się nawet nie o kolejny dzień, ale o kolejną godzinę, kolejny krok i kolejny oddech. Walka z własnymi słabościami i wszechogarniającym, paraliżującym strachem o to, kogo napotkamy na drodze.

„Wyszedł na szary dzień, stanął i przez ułamek sekundy zobaczył absolutną prawdę o świecie. Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.”

Nie sposób nie zastanowić się czy koniec tak właśnie może wyglądać, czy i nas to czeka, czy w takim kierunku zmierza świat? Bo jeśli tak, to pozostaje tylko mieć nadzieję, że się tego nie doczeka. Że nie doczeka się czasów, gdy nawet śmierć będzie zmuszona pójść na bezrobocie…

„Gdy wszyscy wreszcie umrzemy, zostanie już tylko śmierć, a wtedy jej dni też będą policzone. Stanie na środku drogi, nie mając nic do roboty, nie mając nikogo do zabrania.”

I cóż jeszcze mogę dodać? Już chyba nic, mogę jedynie powtórzyć za Aerien: trzeba przeczytać!


Światowa premiera filmu na podstawie powieści Cormaca McCarth’ego planowana jest na październik 2009. Zwiastun można zobaczyć TUTAJ. Mając książkę świeżo w pamięci nie wiem, czy odważyłabym się go obejrzeć w całości. A Wy?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 6
 

12 Responses to “Czytelnicze zwyczaje – łańcuszek”

  1. Anna Says:

    Cieszę się, że wzięłaś udział w zabawie:)

  2. aerien Says:

    Bardzo sugestywna wizja wymarzonej biblioteczki :)) Kiedyś odgapię😉 No i ciekawa historia z zarwaną nocką dla Kurta Cobaina :))

  3. kolmanka Says:

    ja noc zarwałam , czytając Annę Kareninę:) powinnam wrócić do tej lektury tego lata:) Dziękuje za zaproszenie do zabawy. Odpowiedzi już są na moim blogu

  4. net.a.a Says:

    Dzięki za odpowiedzi Lil🙂
    Cały dzień dla Jane Eyre rozumiem bardzo dobrze🙂

  5. Joanna Says:

    Dziękuję za zaproszenie, już odpowiedziałam🙂 Muszę poszukać tej książki o Cobainie. Nigdy nie byłam ogromną zwolenniczką Nirvany, ale jego osoba dziwnie mnie nurtuje😉

  6. moni Says:

    … jestem!!! Dziękuję Lilithin za zaproszenie raz jeszcze🙂 dziś muszę sobie podarować blogowanie i myślenie (choć wczoraj nad brzegiem morza przy zachodzie słońca myślałam nad pytaniami i było miło) jutro zabieram się za myślenie nad odpowiedziami bo dziś jestem skonana po podróży :-/pozdrawiam – spalona🙂

  7. L. Says:

    Anno, ja też się cieszę🙂 Ten łańcuszek to był bardzo dobry pomysł, dziękujemy🙂

    Aerien, dziękuję. Dla Kurta wtedy byłam gotowa zrobic wiele😉

    Kolmanko, zaraz biegnę przeczytać. Ja „Anny Kareniny” jakoś w ogóle nie mogłam przeczytać.

    Net.a.a., a ileż ja wtedy jeszcze o Rochesterze myślałam!

    Joanno, zaraz poczytam Twoje odpowiedzi🙂 Może jakaś koleżanka – fanka Nirvany będzie ją miała?

    Moni, czyżby nad morzem słońce grzało, że się spaliłaś? Ciesze się bardzo, że nie spędziłaś urlopu w deszczu.

  8. moni Says:

    Lil grzało strasznie!!!! ale podobno też nie wszędzie nad morzem – widać zasłużyliśmy sobie:-)

  9. chihiro Says:

    Dziekuje, ze sie przylaczylas do lancuszka🙂 Ja tez mam biale regaly na ksiazki, ale drzwiczek do nich bym miec nie chciala – jakos czulabym wiekszy dystans do ksiazek, jakby byly tak odgrodzone – choc ze wzgledow praktycznych (kurz) pewnie dobrze by bylo, gdyby szybki bronily czystosci.

  10. szamanka30 Says:

    Lil, dziękuję za zaproszenie do czytelniczego łąńcuszka. Nie wiem , czy dam radę. Rozumiesz prawda? ale się postaram.

  11. L. Says:

    Moni, to dobrze, że urlop się udał🙂

    Chihiro, właśnie względy praktyczne wygrywają, zwłaszcza na Śląsku, gdzie mieszkam.

    Szamanko, ależ oczywiście rozumiem, już u Ciebie przecież pisałam. Pomyślałam, że w ten sposób dam Ci po prostu znać, że o Tobie nie zapomniałyśmy🙂

  12. […] Dostałam zaproszenie od Claudette do blogowego łańcuszka. Jakiś czas temu była już podobna zabawa, ale widzę, że pytania się nie powtarzają, więc z przyjemnością wezmę […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s