Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Stosik Wrzesień 30, 2009

Filed under: Stosiki — Lilithin @ 22:16

30092009056

Powyżej z dumą prezentuję stosik na jesienne wieczory. Od góry:

„Kwietniowa czarownica”, pożyczona od koleżanki, Halik i Sebald (za sprawą Zosik) z biblioteki.

Angela Carter wraz z bajkami braci Grimm przyszła do mnie z Book Depository, za co oklaski należą się Padmie, dzięki której odkryłam ten sklep.

„Hańba” ze Świata Książki. Chciałam po angielsku, ale nie wyszło. Może ruszę w końcu z Projektem Nobliści.

„Lalkę Kafki” dostałam od Peek-a-boo, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję.

„Londonistan” z taniej książki. Mam jeszcze kupiony przy tej samej okazji „Dom z papieru”, ale gdzieś się zapodział.

Dawno już przeczytany Mendoza, a na samym dole „Postmodern Fairy Tales”, preznet od kolegi.

Kiedy to przeczytam, nie mam pojęcia. W moim życiu zajdą teraz pewne zmiany, które raczej nie będą sprzyjać długim wieczorom z książką w ręce. Jutro wyjeżdżam na studia do Wrocławia, a mieszkać będę w akademiku. Więcej chyba mówić nie trzeba 😉 Wish me luck!

Reklamy
 

„Brzemię” – Jeanette Winterson Wrzesień 25, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 19:44
Tags: ,

brzemie

Są pewne książki, po przeczytaniu których mogę jedynie wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Acha, no dobra. Przeczytałam, ale co z tego. Nie było źle, nie było zachwycająco. Ot, taka książka. Może powstała jakaś refleksja, ale płytka, krótkotrwała i właściwie bez żadnego znaczenia”.

Niestety, tak jest w przypadku opowieści zatytułowanej „Brzemię” Jeanette Winterson. Winterson wzięła udział w międzynarodowym projekcie MITY i podjęła się reinterpretacji historii Atlasa i Heraklesa. Niestety, coś nie mam szczęścia do tej serii i tym razem też nie czuję, jakby była to książka, którą długo będę pamiętać lub taka, którą mogłabym ze spokojnym sumieniem komuś polecić.

Wątek autobiograficzny wpleciony między zmagania dwóch herosów został chyba umieszczony nieco pochopnie. Nie jestem wielką purystką językową, wulgaryzmy raczej mnie nie zrażają, ale nagromadzenie „kutasów” w tak krótkim tekście (zaledwie 110 stron) uważam za całkowicie niepotrzebne.

Nie przekreślam Winterson jako pisarki i nie zarzekam się, że nie przeczytam żadnej innej książki jej autorstwa. „Brzmię” to jednak jakiś niewypał, pretendujący do miana literatury z nieco wyższej półki, ale tak naprawdę jest to czytadło do przeczytania w autobusie.

 

Ulubiona książka z dzieciństwa – konkurs Wrzesień 24, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 14:47

Allegro oraz wydawnictwo Dwie Siostry podjęło się zorganizowania konkursu na ulubioną książkę z dziecństwa. Swoje propozycje można zgłaszać tutaj. Do wygrania jest seria Mistrzowie Ilustracji, ale myślę, że taki powrót w krainę dzieciństwa będzie miłym akcentem na początek jesieni.

150x150dwiesiostry konkurs

Dla mnie absolutnym numerem jeden są „Sceny z życia smoków” Beaty Krupskiej. Mam jeszcze w domu pieczołowicie schowany egzemplarz, który dostałam od starszej koleżanki. Na okładce widnieją jeszcze pierwsze próby pisania, nie wiem czy to moje, czy siostry, czy owej koleżanki. Bardzo podobaja mi się do dziś ilustracje – smoki wyglądają przesympatycznie, a kolor obrazków mimo upływu lat pozostaje tak samo intensywny.

Kolejna książka  z dzieciństwa, która darzę ogromnym sentymentem to „Bromba i inni” Macieja Wojtyszko. Nie wiem, tylko, czy czytają ją dzieci poniżej 10 roku życia. Pciuch, Gżdacz, Fikander – już na sam dźwięk tych nazw śmieję się od ucha do ucha.

Może czas odświeżyć sobie te lektury? „Brombę” nawet pożyczyłam kilka miesięcy temu od koleżanki (ach, ja to bym już dawno wołała o swoją książkę, gdyby ktoś moją tak przetrzymywał ;).

 

Weekend… Wrzesień 18, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 21:02

012

… zapowiada się spokojny, ale pracowity. Mimo, że rok akademicki zaczyna się za 2 tygodnie, na gwałt muszę powtórzyć teorię literatury, z którą to styczność miałam dość dawno temu. Cóż, może przy okazji moje notki tu wzbogacą się o jakieś mądre słowa. A może nie.

Dogadzam sobie jak mogę, na zdjęciu kawa z mlekiem przyprawiona kardamonem, goździkami, cynamonem i bóg wie, czym jeszcze. W celu uniknięcia wszelkich nieporozumień informuję, że nie ucierałam sama tych przypraw. O nie. Kupiłam gotowca, o jakże wiele mówiącej nazwie – przyprawa do kawy i deserów.

Miłego weekendu!

 

Co by było, gdyby… Wrzesień 14, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 11:23

Mary zaprosiła mnie do takiej oto zabawy:

Co by było:
1. gdyby ceny baryłek ropy i wody pitnej były identyczne?

Kąpałabym się w ropie, a tankowała (oczywiście, gdybym miała samochód) wodę.

2. gdyby zwierzęta były inteligentniejsze niż ludzie?

Nie przyznałyby się do tego i żyły jak dotychczas.

3. gdyby ludzie nie potrzebowali snu?

Świat byłyby uboższy. Nie można by było interpretować snów, nie powstałyby jakieś dziwne historie o snach proroczych. Nie powstałyby książki bazujące na opozycji świat realny – świat marzeń sennych ani obraz „Nocna mara”.

4. gdyby ludzie nosili swoje domy na plecach, niczym żółwie?

Wszędzie bylibyśmy u siebie.

5. gdyby ludzie musieli spędzać co trzeci rok poza krajem swojego urodzenia?

Zapanowałaby większa tolerancja, wszyscy rozszerzylibyśmy horyzonty, a biura turystyczne stałyby na każdym rogu ulicy.

Ja zapraszam każdego, kto tylko ma ochotę.

 

„Black Venus” – Angela Carter Wrzesień 12, 2009

Filed under: Przeczytane,Wyzwania — Lilithin @ 23:18
Tags: , ,

black venus

„Black Venus” to ostatni zbiór opowiadań wydanych przed śmiercią Angeli Carter, na szczęście zaledwie drugi przeze mnie przeczytany. Carter, która swą świetną „The Bloody Chamber” przekonała mnie do krótkich form literackich i tym razem nie zawiodła.

„Black Venus” koncentruje się na postaciach znanych z historii czy to z literatury, w większości na kobietach, dając im możliwość opowiedzenia swej wersji zdarzeń lub zaprezentowaniu ich wpływu na życie innych, jak np. w opowiadaniu „The Cabinet of Edgar Allan Poe”, w którym autorka skupia się na matce aktorce amerykańskiego poety i wielkiej sile oddziaływania teatru i poczucia odrealnienia na dalsze życie Edgara Allana Poe.

„Weźcie pod uwagę teatralną iluzję, ze szczególnym odniesieniem do podatnego na wpływy dziecka, które było wystawiane na jej działanie w wieku, kiedy wszystko wydaje się być nieprawdziwe.” *

Carter opowiada też o zalotach Puka ze „Snu nocy letniej”, morderstwie Lizzie Borden, znanej z angielskiej rymowanki (Lizzie Borden took an axe and gave her mother forty whacks.And when she saw what she had done, she gave her father forty-one), czy zdobytym fortelem pocałunku żony Tamburlaine’a i architekta („The Kiss”). Najbardziej do gustu przypadły mi trzy opowiadania – wspomniany już „The Cabinet of Edgar Allan Poe”, „Peter and the Wolf” oraz tytułowa „Czarna Wenus”. „Peter and the Wolf” eksploruje znane już z wcześniejszych opowiadań przypadki wilczych dzieci, połączone z elementami baśniowymi i świeżo rozbudzoną seksualnością.

„Czarna Wenus” wprawiła mnie w niemy zachwyt. Carter mistrzowsko opisała dekadencką atmosferę panującą w domu Baudelaire’a i niejasny związek, jaki łączył francuskiego symbolistę ze swoją muzą, Jeanne Duval, która „była jak fortepian w kraju, gdzie wszystkim odcięto dłonie.”* Pierwsze dwa akapity opowiadania, oddające melancholijną atmosferę Paryża pogrążonego w jesieni sprawiają, że i czytelnikowi udziela się ten przeszywający serce smutek. Genialny opis.

Świetny zbiór opowiadań. Odkrywanie umieszczonych w nich literackich aluzji sprawi przyjemność każdemu bibliofilowi. Język, jak chyba zawsze u Carter – niezwykle bogaty, sugestywny, a opisy – przywołujące całą paletę emocji. Drobna sugestia dla potencjalnych czytelników – warto zostawić sobie tytułowe opowiadanie na sam koniec, a nie zaczynać od niego, gdyż pozostałe historie nie do końca utrzymują tak wysoką poprzeczkę.

—–

*Angela Carter, „Black Venus”, Vintage, Londyn 1996 (tłum. L.)

—–

zawijas

„Sad; so sad, those smoky-rose, smoky-mauve evenings of late autumn, sad enough to pierce the heart. The sun departs the sky in winding sheets of gaudy cloud; anguish enters the city, a sense of the bitterest regret, a nostalgia for things we never knew, anguish of the turn of the year, the time of impotent yearning, the inconsolable season. In America, they call it ‚the Fall’ , bringing to mind the Fall of Man, as if the fatal drama of the primal fruit-theft must recur again and again, with cyclic regularity, at the same time of every year that schoolboys set out to rob orchards, invoking, in the most everyday image, any child, every child, who, offered the choice between virtue and knowledge, will always choose knowledge, always the hard way. Although she does not know the meaning of the word, ‚regret’, the woman sighs, without any precise reason.

Soft twists of mist invade the alleys, rise up from the slow river like exhalations of an exhausted spirit, seep in through the cracks in the window frames so that the contours of their high, lonely apartment waver and melt. On these evenings, you see everything as though your eyes are going to lapse to tears.”

zawijas

P.S. Myślę, że warto tu wspomnieć o tym, że polskie wydanie “Czarnej Wenus” to coś innego niż wydanie angielskie. Polska „Czarna Wenus” to zbiór wybranych opowiadań Carter (w moim mniemaniu w dość słabym tłumaczeniu) ze wszystkich czterech tomów wydanych w Anglii. Czyli: polski czytelnik traci ok. 20 opowiadań, w tym „The Cabinet of Edgar Allan Poe” oraz „The Kiss”.

 

Jesienne zapowiedzi Wrzesień 8, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 09:26

Przeglądając zapowiedzi na jesień, kilka tytułów przykuło moją uwagę. Absolutny numer 1 to „Diego i Frida” autorstwa nikogo innego jak laureata Nagrody Nobla. Jakoś do Le Clezio specjalnie mnie nie ciągnie, ale historia wielkiej miłości charyzmatycznej malarki i równie ciekawego Diega Rivery – jak najabrdziej. Jedną książkę z serii „Fortuna i fatum” już przeczytałam i mnie nie zawiodła, mam nadzieję, że i ta okaże się świetną lekturą.

Diego i FridaKiedy Frida oznajmiła rodzinie, że ma zamiar poślubić Diega Riverę, ojciec skwitował to cierpkim komentarzem: „To będzie ślub słonia z gołębicą”. Otoczenie przyjęło sceptycznie zapowiedź ślubu. Ona – dziewczyna z temperamentem, lecz słabego zdrowia. On – sława meksykańskich muralistów, dwa razy od niej starszy i ważący trzy razy więcej, a na dodatek mający reputację „ogra” i uwodziciela, komunista i ateista, który miał śmiałość malować na chwałę Indian freski nawołujące robotników do chwycenia w dłonie maczet i strzelb, żeby obalić diabelską trójcę Meksyku – księdza, burżuja i urzędnika wymiaru sprawiedliwości.
Diego i Frida opowiada historię niesamowitego związku. Historię ich spotkania, bogatą przeszłość Diega, trudne doświadczenie cierpienia i samotności Fridy. Ich wspólną wiarę w rewolucję, ich spotkania z Trockim i Bretonem, amerykańskie przygody i przedziwną fascynację Henrym Fordem. A także ich wkład w odnowę sztuki.
Dziwna historia miłości, której kanwą i środkiem wyrazu było malarstwo, choć Diego i Frida uprawiali sztukę bardzo różną, aczkolwiek komplementarną. Jedynym, co łączyło te dwie istoty, które doświadczyły wszelkich form obłędu, była sztuka i rewolucja. Dla Diega Frida była ową kobietą o magicznych zdolnościach, jaką widział niegdyś w swej indiańskiej mamce, dla Fridy natomiast Diego był owym wszechmocnym dzieckiem, którego jej łono nie było w stanie donosić. Razem tworzyli nierozerwalną, mityczną parę, tak doskonałą i tak odmienną jak prastara meksykańska dwoistość, Ometecuhtli i Omecihuatl.
Kiedy czterdziestosiedmioletnia Frida odeszła, pozostawiła w odbiciu pustych luster nieznośne wspomnienie swej pasji i swej niezwykłej, poruszającej urody. Pomimo otaczającej Diega zgiełkliwej sławy, samotność okazała trudna do zniesienia. Zmarł w roku 1957, zaledwie trzy lata po śmierci Fridy.

źrodło: wyd. W.A.B.

—-
Kolejną książką, której premiera już lada dzień,  jest „Odruch serca”  Toni Morrison. Powieści tej autorki jeszcze mnie zawiodły.

Odruch-Serca_Najnowsza, poruszająca i nastrojowa powieść laureatki Nagrody Nobla i Nagrody Pulitzera, autorki Umiłowanej i Pieśni Salomonowej. Amerykańskie kolonie, schyłek XVII wieku. Szesnastoletnia Florence, czarnoskóra niewolnica, opowiada o swojej przeszłości. Odrzucona przez matkę, oddana jako ośmioletnie dziecko nowojorskiemu farmerowi, Jacobowi Vaarkowi, próbuje dojść przyczyny, dla której została potraktowana jak przedmiot przez najbliższą jej osobę. Historia dziewczyny splata się z opowieścią Rebeki, żony Vaarka, która po opuszczeniu Anglii, poślubieniu obcego mężczyzny i stracie kolejnych dzieci nie radzi sobie z życiem w nieprzychylnym jej środowisku. Mąż Rebeki wierzy, że obecność małej Florence pozwoli Rebece przezwyciężyć samotność.

zdjęcie i opis stąd

—-

Oczywiście moją uwagę zwróciła też najnowsza powieść Orhana Pamuka. Powoli zakrawa to już na hipokryzję, bo przeczytałam tylko „Stambuł. Wspomnienia i miasto”, a chwalę gdzie się da i wciąż mam ochotę na więcej, choć „Nazywam się czerwień” leży na półce i czeka, czeka, czeka… No i bardzo podoba mi się szata graficzna pamukowskich powieści. Wielki plus dla Wydawnictwa Literackiego.

BIA£Y_okladka2.cdr

 

XVII wiek. Młody Wenecjanin, schwytany przez piratów i sprzedany na targu niewolników, trafia pod dach stambulskiego uczonego. Szybko okazuje się, że zdumiewająco podobni fizycznie, pan i niewolnik mają także wspólne pasje i zainteresowania. Na prośbę Hodży, przekonanego o wyższości europejskiego wykształcenia, Wenecjanin opowiada mu o zachodniej sztuce, nauce i technologii. Role mistrza i ucznia nieraz się jednak odwrócą, a wiedza obu zostanie wykorzystana przez sułtana podczas wojny z Polską. Otrzymają zlecenie zbudowania fantastycznej machiny wojennej…

Ujmująca historycznym kolorytem i zręcznie wykorzystująca motyw sobowtóra opowieść o konfrontacji człowieka Wschodu z człowiekiem Zachodu. Spośród wszystkich książek Orhana Pamuka najbliższa Nazywam się Czerwień.

źrodło: Wydawnictwo Literackie

—-

Seria Znaku 50 książek na 50-lecie wzbudziła zachwyt nie tylko we mnie. Eleganckie, pozbawione zbędnych ozdobników okładki zachęcają do kolekcjonowania wszystkich tomów. Ja zastanawiam się nad Dostojewskim, którego znam tylko z czytanej w czasach licealnych „Zbrodni i kary”.

BraciaKaramazow_500px

Bracia Karamazow to ostatnia i najdojrzalsza powieść Fiodora Dostojewskiego. Opowiada dzieje czterech braci, których łączy tragedia: zabójstwo ojca. Każdy z nich, obciążony własnymi winami, kierowany emocjami i pożądaniem, na swój sposób usiłuje odnaleźć miejsce w mrocznej mozaice rodziny Karamazowów.

Powieść rosyjskiego mistrza jest uznawana za jedno z największych dzieł w historii literatury. Obok wątków obyczajowych porusza fundamentalne problemy, z którymi zmaga się ludzkość: pytanie o istnienie Boga w racjonalnym świecie, trwałość wartości w obliczu zmian i nieświadome krążenie człowieka między złem i pokutą.

Nowy kongenialny przekład Adama Pomorskiego wraz z komentarzami i posłowiem pozwala polskiemu czytelnikowi w pełni rozsmakować się w rozległej panoramie powieści.

źródło: wyd. Znak