Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Pasje utajone” – Irving Stone Wrzesień 1, 2009

Filed under: Porzucone — Lilithin @ 20:39
Tags:

pasje utajone Nie spodziewałam się, że dodam na blogu nową kategorię o książkach porzuconych, odrzuconych, czytelniczych zawodach i niewypałach. Mam tylko nadzieję, że nie pojawi się w niej wiele tytułów, a najlepiej by było, gdyby ten był ostatnim.

Skuszona świetną lekturą „Pasji życia” Irvinga Stone’a, długo się nie zastanawiałam nad zabraniem z bibliotecznej półki dwóch tomów „Pasji utajonych” o życiu Zugmunta Freuda. Każdy z nich liczył ok. 600 stron, co niewątpliwie świadczy o sporej dawce zaufania i wielkich nadziejach pokładanych w nazwisku Stone’a. No cóż. W sprawach życiowych raczej twardo stąpam po ziemi, mogę w takim razie być naiwna w doborze lektur.

Po przeczytaniu 100 stron, zastanawiałam się, czy ciągnąć to dalej. Pociągnęłam. Po następnych 100 stronach, nadal nie byłam pewna, czy właśnie na taką książkę chcę poświęcić swój czas. Teraz, po łącznej ilości 235 stron wiem, że to nie to, choć gdzieś tam tkwi we mnie wątpliwość – a może się jeszcze rozkręci? I tu powstaje pytanie – ile trzeba dać książce na owo ‚rozkręcenie się’? Czy połowa wystarczy? A może tylko pierwszy tom tak kuleje, a drugi jest już fascynującą historią?

Trzeba przyznać autorowi, że merytorycznie doskonale się przygotował. Panorama Wiednia, stan wiedzy ówczesnej medycyny, obraz uniwersyteckich realiów – wszystko to zostało przygotowane z jak najwyższą dokładnością. Niestety, owa najwyższa dokładność skutkuje po prostu nudą. Rozumiem, że Stone chciał ukazać upór, pracowitość i wytrwałość Freuda, ale po 100 stronach już miałam ochotę krzyknąć: I get it! Niestety, ale nie znajduję nic fascynującego lub chociaż wartego uwagi w kolejnych etapach uniwersyteckiej i lekarskiej kariery twórcy psychoanalizy. Kiedy został pierwszym sekundariuszem, kiedy drugim, a kiedy prymariuszem, kiedy pojechał do szpitala na wieś, kiedy zaczął pracować nad docenturą, ile czasu spędził na oddziale chirurgii, ile na neurologicznym itd, itd… Informacje te są przeplatane wiadomościami o ciągłych problemach finansowych i wielkiej miłości do Marty. Nuży mnie to! Owszem, czyta się szybko, ale mam wrażenie jakby Stone zapisał sobie w punktach każdy etap kariery Freuda i postanowił żadnego nie pominąć. Młody Freud też mnie jakoś nie przekonuje. Zbyt krzyształowy, zbyt pracowity, pozbawiony jakiejkolwiek słabości.

Być może Stone lepiej sobie radzi ze zbeletryzowanymi biografiami artystów. Być może bohema to wdzięczniejszy temat. Póki co, nie planuję się o tym przekonać i kolejną jego książkę, „Bezmiar słąwy”, oddam bez żalu do biblioteki nie przeczytawszy ani jednej strony. Może kiedyś jeszcze po nią wrócę. A Freuda lepiej poznać z innych źródeł. Lub jego dzieł, które pewnie okażą się ciekawsze niż przedstawione tydzień po tygodniu koleje losy w drodze do sukcesu i uznania. Nie wydaje mi się, żeby „Pasje utajone” wniosły cokolwiek do mojego życia ani aby były w stanie nieco rozszerzyć moje horyzonty z zakresu wiedzy o psychoanalizie lub chociaż stanowi ły miłe czytadło. Nie ma co marnować czasu, więc daruję sobie dalszą lekturę.

 

18 Responses to “„Pasje utajone” – Irving Stone”

  1. Justyna.K Says:

    Już od dawna planowałam poczytać coś o Freudzie ( tak to sie odmienia ?😉 ) Widzę, że „Pasje utajone” w tym przypadku mogą nie do końca się sprawdzić, cenna informacja. A co do ‚męczenia’ książek to również z bólem bo z bólem ale odpuszczam. Na szczęście rzadko mi się to zdarza😉

  2. germini Says:

    O, w szoku jestem😉 Ja tę książkę dosłownie pochłonęłam🙂

    • chihiro Says:

      Rozumiem rozdraznienie. „Pasje utajone” to raczej nie jest nowa ksiazka, ale ja mam ostatnio wrazenie, ze pisarzom piszacym obecnie wrecz nie wypada zebrac mniej niz 350 stron. I zaczelam inaczej dzielic ksiazki, te ponizej 350 stron sa cienkie, te miedzy 350 a 500 – srednie, a powyzej – grube. Kiedys gruba ksiazka nazwalabym te powyzej 350 stron…

      Ile trzeba dac na rozkrecenie? Nie ma chyba reguly. Rzadko porzucam ksiazki w trakcie czytania, czesciej doczytuje do konca, nawet jak przeskakuje czasem linijki i czytam nieuwaznie – tylko czy wtedy moge ksiazke nazwac przeczytana? Bywa, ze jej nie recenzuje na blogu, ale potrafie jednak odpowiedziec, co mi sie nie podobalo. I cos tam jednak z lektury pamietam, nawet jak nie zachwyca.

  3. Inblanco Says:

    No popatrz! Popełniłam kiedyś podobną notkę: pisarz ten sam, tylko powieść inna. „Udręka i ekstaza” to była:)))
    Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że się zakocham w tej powieści, a tu zaskoczenie. Zupełnie, ale to zupełnie mi się nie podobała. I do dzisiaj nie wiem czemu, skoro akurat ta powieść posiadała wszystkie atuty tzw. dobrej powieści (oczywiście wg mnie)
    Ależ byłam rozczarowana… Mimo to, zmierzę się z nią jeszcze raz (albo dwa, gdy znów polegnę;)

    Ile stron daję książce? Różnie. Wyznaczałam czasami magiczna granicę, owej setki właśnie, ale nie zawsze chce mi się brnąć aż tak daleko;) Ostatnio, np. próbowałam czytać „Pchli pałac”. Niby jest zupełnie przyzwoity, ale co z tego, skoro robię już trzecie czy czwarte podejście i wciąż jestem na 15 stronie? Książki nie skreślam, ale jak na razie odkładam na bok i czekam na właściwy moment.

  4. oj dobrze, że mialas z biblioteki bo książki Stone’a są całkiem drogie
    ja planuje wziac się za „Udrękę i Ekstazę” i myślę, że to nie zawiedzie
    Freud nigdy mnie nie fascynował

    • cedro Says:

      Ja tę książkę obchodziłem szerokim łukiem, głównie z powodu na objętość. Swoją drogą przy objętości 600 stron na tom, to te 235 wydaje się mało reprezentatywne objętościowo😛😉
      Ale Stone’a polecam baaardzo biografię Jacka Londona. Nie pamiętam tytułu. Ale czytało się rewelacyjnie. Równie dobrze jak Pasję życia.

      papierowa –> ciekawym jaka będzie Udręka, bo na tę książkę też kiedyś miałem chrapkę.🙂

  5. moni Says:

    zawsze mam taki problem przy zakupie ksiązki, bo wtedy zaczynam od pierwszej strony i nie zawsze jest ciekawie i podczas czytania już w domu, przykro mi kiedy muszę rozstac się z ksiązką bo mnie w jakiś sposób nie wciagnęła, piszę w jakiś bo przecież było coś co spowodowało, że w ogóle ją zaczęłam? Co to było? Gdzie się podziało? Muszę już przerwać czy może będzie dobrze? A czy jak odłożę w trakcie czytania, czy jak przerwę nie wydarzy się coś fajnego? Może akurat na nastepnie stronie będzie to COŚ? jejku wiele razy przezywam takie męczarnie, najgorsze jak jest to książka z biblioteki, wtedy zawsze gdy ją oddaję (niby mogę raz jeszcze wypozyczyć) patrze na nią i czuje się tak jakbym oddawała dziecko na przechowanie do okrytnych ludzi, jakby ona wołala za mną i płakała, jajku ja jestem chora!? Tak samo przyciagają mnie te, które odłożyłam w księgarni na półkę, mają jakiś magnes i wołają weź mnie weź mnie! nie, no ja jestm chora!

  6. Lilithin Says:

    Justyno, nie wiem, może Tobie się spodobają „Pasje utajone”?

    Ger, ja pochłonęłam „Pasję życia”😉

    Chihiro, to moja pierwsza porzucona książka. Pamiętam, że trochę się męczyłam z „Żydówką z Toledo”, ale czułam, że warto to przeczytać, czego niestey o „Pasjach utajonych” nie mogę powiedzieć. A obserwacja na temat grubości książek bardzo ciekawa i prawdziwa. Gdzie podziały się te książki z przedziału 200-280 stron?😉

    Inblanco, faktycznie, czasami lepiej poczekać na odpowiedni nastrój. Może kiedyś wrócę do Freuda, ale nie wcześniej niż za kilka lat chyba. I nie wiem czemu, ale Twoje komentarze zawsze umieszcza mi w spamie😦

    Papierowa latarnio, też się cieszę, że nie kupiłam🙂

    Cedro, jakby nie było to około 1/3, zastanawiałam się już dużo wcześniej, czy nie rzucić jej w kąt. O Londonie pomyślę kiedyś, jak uraz do Stone’a mi przejdzie😉

    Moni, rozterki mola książkowego nie należą do przyjemnych😉 Oddawanie książek do bibkioteki akurat nie przywodzi mi na myśl tak drastycznych zdarzeń jak oddawanie dzieci okrutnym ludziom, ale z tym wołaniem w księgarni „weź mnie, weź mnie” coś jest na rzeczy😉

  7. szansonistka Says:

    a wiesz, 60 stron „Paragrafu 22” już za mną, a jakoś wciągnąć się nie mogę i mało mnie śmieszy.

  8. Inblanco Says:

    Faktycznie, mam problem z widocznością moich wpisów u Ciebie. Wczoraj pojawił się po dwóch czy trzech godzinach, a gdy w międzyczasie probowałam wysłac go ponownie, dostałam komunikat, że takiej treści post już wysłałam. No jak wysłałam, jak go nie ma? ;)))

    Może to wina przeglądarki? Wczoraj pisałam z Firefoxa, ten z Opery. Zobaczymy jak pójdzie tym razem…🙂

  9. Inblanco Says:

    No to jeszcze raz ja. Winna przeglądarka.
    Obiecuję solennie pisac do Ciebie korzystając z Opery🙂
    Pozdrawiam:)

  10. moni Says:

    Chihiro :-))))
    Lilihin faktycznie nigdy nie oddawałam dziecka do nikogo (bo nie mam dziecka🙂 ) no i nie oddałabym do okrutnych ludzi🙂 ale tak sobie wyobrażam, że gdybym oddawała nawet do przedszkola, a by nie lubiło, to wałśnie tak by patrzyło i wołało!🙂 nieeee no nienormalna jestem,

  11. moni Says:

    ups znowu literówka przepraszam, coś mi klawiatura szwankuje🙂

  12. Lilithin Says:

    Szansonistko, no to strasznie przykro mi to słyszeć, naprawdę😦 Ja uwielbiam „Paragraf 22”. Daj mu jeszcze jakieś 60-80 stron, może będzie lepiej😉

    Inblanco, pojawił się z opóźnieniem, bo musiałam kliknąć, że to żaden spam. Opera zatem niech będzie!

    Moni, :)))

  13. chiara76 Says:

    czyli kompletnie nieudana lektura…

  14. Lilithin Says:

    Chiaro, no niestety.

  15. […] biografii były dwojakiego rodzaju – zachwyciłam się “Pasją życia”, ale urok “Pasji utajonych” pozostał dla mnie… utajony właśnie. “Grecki skarb” czytało mi się bardzo […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s