Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Kaitangata Twitch” – Margaret Mahy Listopad 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 21:28
Tags: ,

Pamiętam, że jako dojrzewający podlotek bardzo interesowałam się interpretacją snów. Jeden z moich znajomych miał wielki sennik w skórzanej oprawie, z którego często korzystaliśmy. Czasami, nie mogąc się z nim spotkać, dzwoniłam, aby odczytał znaczenie danego snu. Z wiekim zainteresowanie tym tematem gdzieś umknęło, a teraz rzadko pamiętam, co mi się śniło.

Takiego problemu nie ma Meredith, główna bohaterka niewielkiej powieści nowozelandzkiej autorki, Margaret Mahy, pt. „Kaitangata Twitch”. Meredith doskonale pamięta swoje sny, a żeby tego było mało, często budzi się w miejsach innych niż swoje łóżko na skutek lunatykowania. Jej sny są nieodłącznie związane z wyspą, na której bohaterka mieszka wraz ze swoją rodziną oraz zagrożeniem, które spływa na piękną, dziką przyrodę za sprawą żądnego pieniędzy przedsiębiorcy. Kaitangata jest spowita aurą tajemniczości i obecnością dawnych, maoryskich mieszkańców. Zagadkowe zniknięcie dziewczynki sprzed ponad 50 lat dodatkowo buduje grozę.

Powieść skierowana do młodych czytelników niewątpliwie jest wartościową pozycją. Styl Mahy nie razi zbytnią prostotą, jak to czasami zdarza się autorom książek skierowanych do młodszych nastolatków, a istotne sprawy, jak ekologia i konieczność zachowania naturalnego środowiska, podane są w atrakcyjnej formie otoczonego aurą niesamowitości thrillera. Dzięki temu niejednemu młodemu czytelnikowi mogą się otworzyć oczy na pewne rzeczy. Szkoda tylko, że w Polsce nie planuje się wydania tej książki.

 

Wrocławskie Promocje Dobrych Książek Listopad 20, 2009

Filed under: Miejsca/wydarzenia — Lilithin @ 19:18
Tags:

Jeszcze niedawno zazdrościłam mieszkańcom Krakowa Targów Książki, obniżonych cen i spotkań z autorami, a okazało się, że Wrocław wcale nie jest gorszy od stolicy Małopolski i ma swoją własną imprezę – Wrocławskie Promocje Dobrych Książek. W tym roku, w dniach 3-6 grudnia, odbędzie się 18-ta edycja tej imprezy. Stoiska wydawców będą stały w Muzeum Architektury przy ul. Bernardyńskiej 5, a spotkania z pisarzami odbędą się w Galerii AWANGARDA – BWA przy ul. Wita Stwosza 32. Nie muszę chyba wspominać, jak bardzo się cieszę na to wydarzenie. Szczegółowy plan dostępny jest tutaj.

Mój wstępny plan prezentuje się następująco:

4 grudnia

13.45 W cyklu „Lekcja literatury z autorami Zeszytów Literackich”: „Portret Słowackiego”. Prowadzenie Marek Zagańczyk. Galeria BWA Awangarda, Duży Salon Literacki. Zaprasza Fundacja Zeszytów Literackich.

17.30–18.30 Dr Rafał Eysymontt i dr Leszek Ziątkowski, autorzy nowego Przewodnika „Wrocław”, opowiedzą o historii Wrocławia zapisanej w architekturze, sztuce i urbanistyce. Galeria BWA Awangarda, Witryna Lewa. Zaprasza Wydawnictwo Via Nova.

w połowie wykładu niepostrzeżenie się wymknę, żeby od 18.00 do 19.00 być na spotkaniu z Krzysztofem Vargą, autorem książki Gulasz z Turula, która została nominowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Galeria BWA Awangarda, Salon Angelusa.

5 grudnia

12.00-13.00 Spotkanie z Olgą Tokarczuk, premiera książki Prowadź swój pług przez kości umarłych. Galeria BWA Awangarda, Duży Salon Literacki. Zaprasza Wydawnictwo Literackie.

(początkowo chciałam się zjawić na spotkanie z Aldoną Wiktorską-Święcką i Tomaszem Jakubem Sysło, autorami książki Sex i gender. Traktat o rzeczach codziennych, ale nie mogę się rozdwoić)

17.00-18.00 spotkanie z prof. Januszem Deglerem, autorem książki Witkacego portret wielokrotny. Galeria BWA Awangarda, Salon pod Kolumnami. Zaprasza Państwowy Instytut Wydawniczy.

Jeśli się zdecyduję na kupno nowych książek, to będą to te podpisywane przez nastęujących autorów:

13.00 Krzysztof VargaGulasz z turula. Stoisko Wydawnictwa Czarne w Muzeum Architektury.

13.00-14.00 Andrzej FranaszekPoeci czytają Herberta. Stoisko Wydawnictwa a5 w Muzeum Architektury.

6 grudnia

11.00-12.00 Spotkanie z Wojciechem Chądzyńskim, który opowie jak wrocławianin stał się osobistym lekarzem Lenina oraz przybliży równie interesujące wątki ze swojej najnowszej książki Wędrówki po dawnym Wrocławiu, w której prawda historyczna miesza się z legendą. Galeria BWA Awangarda, Salon Angelusa. Zaprasza Wydawnictwo Via Nova.

12.00-13.00 Spotkanie poświęcone twórczości Zbigniewa Herberta z okazji wydania Bajek oraz książki Poeci czytają Herberta – antologii tekstów poetów o Herbercie pod red. Andrzeja Franaszka. Udział wezmą: Ryszard Krynicki, Adam Poprawa, Andrzej Franaszek. Galeria BWA Awangarda, Sala Witryna Lewa. Zaprasza Wydawnictwo a5.

Nie łudzę się, że nie będzie tłumów, które niezwykle mnie irytują, więc plan pewnie jeszcze zmieni się w miarę rozwoju wydarzeń.

 

Ulubiona książka z dzieciństwa – kolejny etap Listopad 16, 2009

Filed under: Off topic — Lilithin @ 22:10

Spośród propozycji przedstawionych  przez Wydawnictwo Dwie Siostry można wybrać jedną książkę, która według czytelników powinna zostać wydana ponownie w serii Mistrzowie Ilustracji.

Można głosować na następujące książki:

CZARODZIEJSKI MŁYN Jerzego i Aliny Afanasjewów z ilustracjami Teresy Wilbik

RAZ CZTEREJ MĘDRCY Antoniego Marianowicza z ilustracjami Janusz Stannego

PROSZĘ SŁONIA Ludwika Jerzego Kerna z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego

APOLEJKA I JEJ OSIOŁEK Marii Kruger z ilustracjami Zdzisława Witwickiego

PCHŁA SZACHRAJKA Jana Brzechwy z ilustracjami Ireny Kuczborskiej

Więcej informacji tutaj

 

„Ostatni wykład” – Randy Pausch, Jeffrey Zaslow Listopad 13, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:18

Ostatni-wykladLektura „Ostatniego wykładu” kazała mi się zastanowić nad tym, w jakim stopniu okoliczności powstania danej książki determinują nasze jej postrzeganie i późniejszą ocenę.Randy Pausch był profesorem informatyki w Carnegie Mellon i „Ostatni wykład” jest zapisem jego wystąpienia, w którym to chciał się podzielić ze słuchaczami tym, co uważał w swoim życiu za najważniejsze. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że Randy był chory na raka trzustki i jego wykład nabrał bardzo symbolicznego znaczenia.

Pausch szturmem zdobył Amerykę. Jego wykład można było obejrzeć w internecie, magazayn Time umieścił autora na liście najbardziej wpływowych ludzi na świecie, a prezydent  Bush napisał do niego list z wyrazami podziwu. Muszę przyznać, że ani o zarejestrowanym na kamerze video wykładzie, ani o jego książkowym wydaniu nie słyszałam, dopóki ktoś nie stwierdził, że „Ostatni wykład” odmieni moje życie. Obiecanki cacanki…

Jako forma literacka, „Ostatni wykład” wypada dość słabo. Pausch był profesorem informatyki, nie literatury i jest to aż nadto widoczne w kolejnych rozdziałach. Język jest prosty, mało wyrafinowany, ale pewnie dzięki temu trafia do szerszego grona odbiorców. Mogę zrozumieć, że m.in. dzięki temu Randy podbił serca Amerykanów – prosty człowiek zwraca się do swych słuchaczy w sposób zrozumiały, ciepły, bez posługiwania się naukowym żargonem czy skomplikowanymi metaforami. Mogę zrozumieć, ale zachwytu podzielać nie będę. Rady informatyka też nie zatrzęsły podstawami mojej egzystencji i nie zmieniły jej diametralnie. Ani nawet minimalnie. Podążaj za marzeniami, ciężko pracuj, nie narzekaj na swój los, bądź lojalny, odnajdź w sobie dziecko, niszcz mury, które stoją na twojej drodze – do Coelho porównywać nie będę, bo byłoby to dużym nadużyciem, ale trochę mi to przypominało rady na każdy dzień z jakiegoś kalendarza. Nic odkrywczego.

Jednak jako świadectwo umierającego człowieka, „Ostatni wykład” wypada o niebo lepiej. Postawa Pauscha w obliczu nieuchronnego końca jest niemal heroiczna. Ciepłe wspomnienia z domu rodzinnego, pełne dystansu opowieści o sobie i najbliższych, optymizm i wielka chęć życia faktycznie mogą budzić podziw. Mogą pomóc uporać się innym ludziom z podobną diagnozą oraz ich rodzinom.

I tutaj wracamy do początkowego dylematu. Z jednej strony uważam, że to kiepska książka – napisana zbyt prostym językiem i mówiąca o banałach. Z drugiej – zdając sobie sprawę z okoliczności, w jakich powstała – coś nie pozwala na jednoznaczne skreślenie jej. I jeszcze z tylnej okładki spogląda na mnie uśmiechnięty autor z dwójką dzieci na rękach i trzecim na plecach i się zastanawiam: jak, no jak, można nie docenić „Ostatniego wykładu”; biedny człowiek wiedział, że umiera, a był pełen energii i pozytywnych emocji, a ja tak o mam odstawić książkę w kąt i nigdy już o niej nie pomyśleć? Czy jestem złym człowiekiem, pozbawionym serca, pełnym cynizmu? Może i tak. Gdybym chciała poczytać o bohaterskim zmaganiu się ze śmiertelną chorobą, kupiłabym „Chwilę dla Ciebie”. Od książek wymagam czegoś więcej, niż banalnych frazesów. Jakkolwiek by nie próbowano manipulować moimi emocjami odwołując się do dobrego serca, człowieczeństwa i współczucia, kiepska książką po prostu zostanie kiepską książką.

 

„Nocny patrol” – Sergiej Łukjanienko Listopad 10, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 16:07
Tags:

nocny patrolNa fali ostatniego czytania literatury fantasy, postanowiłam iść za ciosem i w końcu przeczytać książkę, którą od dawna chciałam poznać. Mowa o „Nocnym patrolu” rosyjskiego autora, Sergieja Łukjanienki.

Pozornie, Łukjanienko nie mówi o niczym nowym. Walka dobra ze złem, wykorzystywanie innych do osiągnięcia tak zwanego wyższego celu, miłość, przeznaczenie, wampiry, czarownicy – wydawać by się mogło, że to znane już wszystkim motywy, ale autorowi jakoś udało się uniknąć wtórności.

Umiejscowienie akcji w Moskwie daje całej historii jakiś taki swojski posmak, a zmagania sił Światła i Ciemności, które wciąż depczą sobie po piętach, dbając o równowagę i próbując zasilić swoje szeregi nowymi członkami, śledzi się z wypiekami na twarzy. Główny bohater, Anton Gorodecki, jest chyba największym plusem „Nocnego patrolu”. Nie jest on wszechmocnym herosem ani nieomylnym, kryształowym i idealnym wojownikiem w walce o sprawiedliwość. Anton ma swoje słabości i chwile zwątpienia, a smutki topi w kieliszku:

„Muszę sobie posiedzieć nad kieliszkiem […]. Dobrze się upić w samotności, zasnąć pod stołem, obudzić się z bólem głowy. Wtedy od razu będzie lżej.”

Bohater dzięki temu staje się po prostu ludzki, bliższy sercu i duszy słowiańskiej. Do mnie to przemawia. Nie lubię nieskazitelnych postaci o nieposzlakowanej opinii (o czym pisałam tutaj), więc po następny tom serii Łukjanienki na pewno sięgnę.

 

„Ostatnie życzenie” – Andrzej Sapkowski Listopad 8, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 19:14
Tags:

ostatnie zyczenieAndrzeja Sapkowskiego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Określany mianem króla polskiej fantastyki pisarz przede wszystkim znany jest z cyklu opowieści o Wiedźminie. Czy zaszczytne miano, które mu przyznano, jest zasłużone, czy nie – nie mnie oceniać. Przyczyna bardzo prozaiczna – nie mam porównania z innymi autorami. Cykl o Wiedźminie czytałam dobrych kilka lat temu i pamiętam, że mi się podobało, a teraz postanowiłam odświeżyć sobie tę lekturę.

„Ostatnie życzenie” to cykl opowiadań, z których część ukazała się także w „Fantastyce”. Świetnych opowiadań, należałoby tu uściślić. W świecie stworzonym przez Sapkowskiego pojawiają się elementy baśniowe, ale do bajki mu jeszcze daleko. Rycerze nadużwają swojej władzy, władcy są przekupni, a księżniczki żądne krwi. I wśród nich Wiedźmin, który nie chce dokonywać wielkich wyborów ani mieszać się w sprawy ludzi, żyjący według zasad nieistniejącego kodeksu. Zresztą baśniowe elementy ukazane są z przewrotnym okrucieństwem – królewna otruta przez macochę okazuje się być nie niewinną Śnieżką, a mściwą Dzierzbą, a Nivellen, który przypomina Bestię z „Pięknej i Bestii” wcale nie odzyskuje ludzkiego oblicza, lecz szczodrymi podarkami zdobywa swoje towarzyszki.

Sapkowski ma niezwykle lekkie pióro i operuje nim nadzwyczaj sprawnie. Po raz kolejny czytałam jego opowiadania z niekłamaną przyjemnością. Teraz pozostaje sięgnąć po kolejny tom, „Miecz przeznaczenia”.

 

„Alyzon Whitestarr” – Isobelle Carmody Listopad 1, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 14:07
Tags: ,

alyzon whitestarrDawno nie czytałam żadnej książki dla młodzieży (pomijając moje nieszczęsne spotkanie z „Księżycem w nowiu”) i chyba już zapomniałam, jaką frajdą może być taka lektura. Dający się lubić bohaterowie, szczęśliwe zakończenia, przejrzysty styl i język sprawiają, że 500 stron można przeczytać niemal niepostrzeżenie.

Tytułowa bohaterka powieści, Alyzon, po doznanym urazie czaszki zaczyna cierpieć na niezwykłą wrażliwość zmysłów. Ma niezwykle wyostrzony słuch, kolory wydają się jej bardziej intensywne, ale najdziwniejsze jest to, że potrafi wyczuć zapachy ludzi z najbliższego otoczenia. Jedni pachną przyjemnie, jak morska bryza, a inni mają w sobie coś zgniłego, zepsutego. Nowa umiejętność okazuje się niezwykle cenna, bo rodzinie Alyzon zagraża pewne niebezpieczeństwo…

Samą rodzinę Whitestarrów można określić mianem nietuzinkowej – ojciec, grający w zespole rockowym, niezywkle przystojny i czarujący idealista o wielkim sercu i matka malarka, nieco odrealniona, żyjąca we własnym świecie, malująca obrazy po nocach. Wszyscy się jednak kochają, wspierają, jak tylko potrafią i pomijając problemy finansowe i kłopoty z jedną z sióstr, Serenity, stanowią niemal idylliczny obraz rodziny.

Fabuła jest dość interesująca. Tajemnicza choroba, którą tylko Alyzon może wyczuć i śledztwo przeprowadzane przez główną bohaterkę i jej przyjaciół trzyma w napięciu. Miejscami książka dotyka jednak ważniejszych spraw. Przyjaciółmi Alyzon jest m.in. poruszający się na wózku Raoul, cierpiąca na schizofrenię Sandy czy opóźniony w rozwoju Davey. Nikt nie jest traktowany z pobłażaniem czy pogardą. W ten sposób książka uczy wrażliwości i tolerancji. Najważniejsze chyba w „Alyzon Whitestarr” jest jednak pytanie o to, jak żyć w dzisiejszym, gnającym wciąż do przodu świecie , jak żyć ze świadomością wielkiej niesprawiedliwości, co zrobić, aby uczynić świat lepszym miejscem?

Powieść bardziej spodoba się dziewczętom, niż chłopcom i choć nie jest wolna od wad – bohaterowie są jednoznacznie dobrzy lub źli, a język miejscami zbyt prosty – które wszak dla młodego czytelnika mogą wcale nimi nie być, to gorąco polecam. Alyzon to wartościowa dziewczyna, a wartości, które przekazuje lektura – ponadczasowe.

zawijasKilka cytatów:

„Prawość. Pomyślałam sobie, że to piękne słowo, ale ludzie już nie używają go zbyt często.” [1]

„Mój tata mówi, że musimy żyć według własnych standardów i wierzeń, bez względu na to, co robią inni ludzie temu światu lub nawet nam, bo inaczej żylibyśmy według ich standardów.” [2]

„Próbować tam, gdzie jest mało nadziei, jest pięknym rodzajem głupoty.” [3]

„Możesz tylko kroczyć naprzód i być najlepszą osobą, jaką potrafisz.” [4]

„Dlaczego ludziom zawsze się wydaje, że złe, mroczne rzeczy są prawdziwsze i ważniejsze niż te, które nas podnoszą na duchu i dają poczucie, że warto żyć?” [5]

[1] Isobelle Carmody, „Alyzon Whitestarr”, Random House, New York 2005, s. 177, tłum. L.

[2] Tamże, s. 184.

[3] Tamże, s. 185.

[4] Tamże, s. 199.

[5] Tamże, s. 403.