Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Amerykańskie południe – wyzwanie czytelnicze Styczeń 29, 2010

Filed under: Wyzwania — Lilithin @ 12:14

Kolejne wyzwanie, w którym biorę udział, wiąże się z książkami osadzonymi w południowych stanach Ameryki. Wyzwanie trwa do końca marca i do tego czasu trzeba przeczytać 3 książki z listy. Mam nadzieję, że uda mi się tego dokonać, bo czasu już zostało niewiele. Z wyborem dwóch tytułów nie miałam najmniejszego problemu, w trzecim pozwolę sobie więc na większą dowolność.

Oto moje plany:

Toni MorrisonPieśń Salomonowa

Kate ChopinPrzebudzenie

Rebecca WellsBoskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya lub John BerendtPółnoc w ogrodzie dobra i zła

Wszystko zależy od dostępności wybranych tytułów, ale mam nadzieję, że przynajmniej z dwoma pierwszymi nie będzie większego problemu.

Kilka książek związanych z Amerykańskim Południem już przeczytałam:

Carson McCullersSerce to samotny myśliwy

Toni Morrison Umiłowana

Harper Lee Zabić drozda

 

Zwyczaje czytelnicze część 2 – łańcuszek Styczeń 27, 2010

Filed under: Off topic — Lilithin @ 17:01

Dostałam zaproszenie od Claudette do blogowego łańcuszka. Jakiś czas temu była już podobna zabawa, ale widzę, że pytania się nie powtarzają, więc z przyjemnością wezmę udział.

1. Czy przywiązujesz się bardzo mocno do posiadanych książek, czy też pożyczasz je bez problemu znajomym, a nawet oddajesz, jeżeli danej osobie wyraźnie na tym zależy?

No niestety, jestem bardzo chciwa, jeśli chodzi o książki. Owszem, pożyczam, kiedy ktoś mnie poprosi, bo przecież głupio odmówić, ale sama rzadko wychodzę z taką inicjatywą. Lubię mieć je w jednym miejscu i cieszyć nimi oko. No trudno, taki już książkowy fioł 😉
2. Z jakim literackim bohaterem/bohaterką identyfikujesz się najmocniej i dlaczego?
Pytanie trochę jak na rozprawkę w gimnazjum 😉 Nie ma takiego bohatera. Może jeszcze nie poznałam, nie wiem.

3. Czy są jakieś miejsca (rzeczywiste, bądź nierzeczywiste) do których lubisz się przenosić za pomocą książek?

Uwielbiam książki o Paryżu przełomu wieków i początkach XX wieku, o bohemie artystycznej i twórczej atmosferze tamtych lat. Chętnie też przenoszę się z Thursday Next do jej świata, czy to ‚rzeczywistego’, czy fikcyjnego. Oba są równie fascynujące w książkach Fforde’a. Ostatnio nabieram ochoty na literackie podróże po Indiach.
4. W kinach wyświetlany jest bardzo zachwalany film będący adaptacją znanej powieści, na który pragniesz się wybrać. Jednocześnie masz ogromną chęć na przeczytanie powieści. Czy kroki swe skierujesz najpierw do najbliżej księgarni/biblioteki, czy też do kina?

Różnie to bywa. Zdecydowanie wolę najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem zobaczyć film, ale nie zawsze mi się to udaje. Zdarza mi się w pierwszej kolejności zobaczyć ekranizację, nad czym zazwyczaj ubolewam, ale nie rwę włosów z głowy. Za to na pewno nie wybiorę się na „Alicję w Krainie Czarów” Burtona bez wcześniejszego przypomnienia sobie książkowego wydania.

5. Wybierasz się w długi, dwudziestogodzinny lot. Możesz zabrać skończoną liczbę książek na pokład samolotu, gdyż limit bagażu to tylko 5 kg. Czy postawisz na kilka, a nawet kilkanaście cieniutkich książeczek (może jakiś opowiadań, opowiastek, króciutkich powieści), czy też na wielkie tomiszcza, ale tylko w dwóch egzemplarzach?

Stawiam na tomiszcza! Nie zawsze lubię zaczynać nową książkę tuż po przeczytaniu poprzedniej, zazwyczaj czekam do następnego dnia. A na długą podróż samolotem zdecydowanie bym wolała zatopić się w lekturze, poznać bohaterów i zżyć się z nimi (lub nie). Gdybym miała lecieć dzisiaj, to wzięłabym „Hakawatiego”, który leży na półce i zerka błagalnie kusząc piękną okładką.

Ja do zabawy zapraszam każdego, kto tylko ma ochotę 🙂 Można odpowiedzieć na dowolne pytania.

 

„Dom skorpiona” – Nancy Farmer Styczeń 23, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 13:25
Tags: ,

Czy ktoś jeszcze pamięta owcę Dolly, pierwsze na świecie zwierzę sklonowane przez naukowców? W 1996 roku grupa pracowników szkockiego Instytutu Roslin powołała Dolly na świat. Obecnie zwierzę stanowi wypchany eksponat w Royal Museum of Scotland. Od tamtej pory klonowanie stało się jednym z najbardziej kontrowersyjnych odkryć nauki.

A gdyby tak sklonować człowieka? A gdyby tak być klonem? Jak wyglądałby świat, w którym moglibyśmy tworzyć swoje kopie? Jak klon postrzegałby taki świat? Takie pytania i wiele innych stawia Nancy Farmer w swojej antyutopijnej powieści  „Dom Skorpiona”. Książka jest wprawdzie przeznaczona dla młodszych czytelników, ale to już kolejny przykład (pierwszy tu) na to, że literatura dla młodzieży niekoniecznie wiąże się z banalnymi problemami. Wręcz przeciwnie, ma zdolność poruszania istotniejszych problemów niż niejedna książka dla dorosłych.

Pas lądu między Stanami Zjednoczonymi, a dawnym Meksykiem (obecnie Aztlán) to Opium – miejsce stworzone przez Matteo Alacrána, zwanego El Patrón. El Patrón. Przy uprawie opium pracują nielegalni emigranci próbujący przedostać się z  Aztlánu do Stanów i na odwrót. Zgodnie z umowami międzynarodowymi, El  Patrón wszczepia schwytanym emigrantom chipy, na skutek czego ludzie stają się bezmyślnymi maszynami, tzw. eejits. Pracują, dopóki nie usłyszą, że mogą przestać. Jeśli ktoś nie poleci im napić się wody, umierają z pragnienia. Na posiadłość Alacránów trafia Matt, pozornie zwykły chłopiec. Kiedy jednak okazuje się, że jest on klonem, staje się obiektem drwin i upokorzeń. Nikt nawet nie chce znajdować się w jego pobliżu, jest traktowany gorzej niż jakiekolwiek inne stworzenie w Opium. Matt jednak nie jest zwykłym klonem, a kopią samego El Patrón. Dzięki temu jego status na posiadłości Alacránów nieco się zmienia, ale wcale nie znaczy to, że chłopiec jest tam bezpieczny. Wkrótce okazuje się, do czego tak naprawdę ok. 140-letni El Patrón potrzebuje swoich klonów.

„Dom Skorpiona” trudno odłożyć choć na chwilę. Wydarzenia niesamowicie wciągają, a bohaterowie są bardzo wyraziści. Przemiana Matta, od początkowej miłości do El Patrón, przez niedowierzanie w jego okrucieństwo, aż po uświadomienie sobie konieczności zmian w Opium, ukazana została bardzo naturalnie i wiarygodnie. Wizja świata ukazana przez Farmer przyprawia o ciarki na plecach i każe zastanowić się nad odpowiedzialnością człowieka nad jego eksperymentami i odkryciami. Ciekawie została ukazana też rola wielkich korporacji w tworzeniu polityki. Zarówno Aztlán jak i Stany Zjednoczone godzą się na sytuację w Opium, bo zwalnia to ich z radzenia sobie z problemem emigrantów.

 

Nagrody literackie – wyzwanie czytelnicze Styczeń 15, 2010

Filed under: Wyzwania — Lilithin @ 23:41

Bardzo podoba mi się temat nowego wyzwania czytelniczego, zorganizowanego przez Padmę. Tym razem skupiamy się na nagradzanych książkach. Na pierwszy rzut idą laureaci brytyjskiego Bookera i Orange Prize oraz francuskiej Nagrody Goncourtów i polskiej Nike. Należy przeczytać przynajmniej po jednej książce z każdej nagrody. Można również czytać finalistów. Czas – do 30 czerwca. Po tej dacie wyzwanie zostanie rozszerzone o kolejne 4 nagrody. Wszelkie szczegóły na stronie wyzwania.

Trudno robić mi konkretne plany, bo nauczona doświadczeniem z poprzednich wyzwań wiem, że lista lektur to jedno, a rzeczywiście przeczytane książki to coś zupełnie innego.

Booker

Nie ukrywam, że najbardziej cieszy mnie Booker, bo już od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przeczytania książek, które zdobyły tę nagrodę, a niektóre z nich chciałam poznać nie wiedząc nawet, że zostały nagrodzone. I tak np chciałabym przeczytać W wolnym kraju V. S. Naipaula, żeby przy okazji ruszyć z Projektem Nobliści, kusi mnie też Iris Murdoch. O Dzieciach północy myślę od kilku lat, Życie i czasy Michaela K interesują mnie ze względu na autora, Opętanie przeczytam, jak tylko znajdę wydanie z większą czcionką. Ciekawią mnie też: Okruchy dnia, Angielski pacjent, Bóg rzeczy małych, Amsterdam, Życie Pi, Brzemię rzeczy utraconych, Tajemnica rodu Hegartych… Co przeczytam, nie wiem.

Orange Prize

Jeśli chodzi o Orange Prize, to właściwie bardziej interesują mnie finalistki niż same zdobywczynie nagród, a wśród nich najbardziej Judy Budnitz z Gdybym ci kiedyś powiedziała oraz Zadie Smith i jej Białe zęby, do których również przymierzam się od dawna. Zastanawiam się też nad Kamilą Shamsie, alę wątpię czy jej najnowsza powieść Burnt Shadows będzie dostępna w biblitotece.

Nike

Nike to świetna okazja, aby zapoznać się z twórczością polskich pisarzy, których bardzo zaniedbuję. Wprawdzie nie mam z tego powodu jakichś wyrzutów sumienia, ale warto rozszerzać horyzonty na rodzimy rynek wydawniczy. Poważnie się zastanawiam, czy nie sięgnąć ponownie po Biegunów Tokarczuk, którzy okazali się moim wielkim rozczarowaniem. Spodziewałam się jednak czegoś zupełnie innego, liczyłam na konkretnego bohatera i spójną narrację. Może z innym podejściem inaczej odbiorę tę książkę. Kusi mnie również Wiesław Myśliwski. Stasiuk, Kuczok i Pilch mogą być ciekawym doświadczeniem.

Nagroda Goncourtów

Nagroda Goncourtów nigdy mnie specjalnie nie interesowała. Kto wie, może dzięki wyzwaniu to się zmieni? Pamiętając recenzję Nutty zastanawiam się nad Kamieniem cierpliwości . Poza tym, z niezbyt obszernych informacji o wydanych w Polsce książkach zainteresowały mnie jeszcze 3 z nich: Bilet w jedną stronę, Skała Taniosa i Alabama Song.

 

Wyniki losowania Styczeń 12, 2010

Filed under: Off topic — Lilithin @ 12:52

Wypisałam wszystkich chętnych na karteczkach, karteczki poskładałam, włożyłam do pokrywki z naczynia żaroodpornego…

… zamknęłam oczy, zamieszałam w maszynie losującej i wylosowałam jedną karteczkę:

„Szeptem” otrzyma Nika. Gratuluję! Proszę o przesłanie adresu (najlepiej do końca tygodnia), na który książka ma być dostarczona na: lilithin@gazeta.pl. Adres podam osobie odpowiedzialnej za promocję powieści i Wydawnictwo Otwarte  wyśle „Szeptem” bezpośrednio do zwyciężczyni. Premiera książki już jutro!

 

„The Water of Possibility” – Hiromi Goto Styczeń 9, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:29
Tags: ,

Ostatnimi czasy, w związku ze studiami, zdarzyło mi się czytać dość sporo literatury młodzieżowej.  W większości przypadków nie odczuwałam nawet, że nie jestem docelową grupą czytelniczą danej lektury. Książki były mądre, ciekawe i wciągały niemal od pierwszej strony. Trochę inaczej ma się sprawa z “The Water of Possibility” autorstwa Kanadyjki japońskiego pochodzenia, Hiromi Goto.

Podczas lektury czułam, że niestety jestem już za stara na takie historie. Wydaje mi się, że “The Water of Possibility” to książka dla dzieci poniżej 12 roku życia. Zwierzęce postaci z japońskiego folkloru mówiące ludzkim głosem to zdecydowanie element kojarzący mi się z bajkami czytanymi dzieciom na dobranoc.

Główna bohaterka powieści, Sayuri, po przeprowadzce na wieś znajduje w piwnicy przejście do innego świata, w którym gubi się jej brat. To właśnie tam dziewczynka dojrzewa, uczy się samodzielności i radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

” ‘Kimi’ – pomyślała, przyciskając ręce do klatki piersiowej. ‘Kimi! Nie mogę tego dłużej znieść.’ Sayuri trzęsła się, rozpaczliwie próbując zdusić łkanie, bo wiedziała, że gdyby zaczęła płakać, nie mogłaby przestać. […] Przełknęła ślinę. Pokręciła głową. Żadnego płakania. Musiała znaleźć tykwę. Wrócić do Echo. Znaleźć wodę. Znaleźć drogę powrotną. To były rzeczy, które musiała zrobić.” *

Z egoistycznej i skupionej na sobie dziewczynki, Sayuri zmienia się w małą bohaterkę – odważną i dbającą o przyjaciół. Autorce bardzo dobrze i wiarygodnie udało się ukazać ową przemianę. Gdybym miała dziecko i czytała mu po angielsku, “The Water of Possibility” świetnie nadawałoby się do tego celu. Dla własnej przyjemności wolę jednak nieco inne lektury.

——

* Hiromi Goto, The Water of Possibility, Coteau Books, Niagara Falls 2002, tłum. L.

 

„Grecki skarb” – Irving Stone Styczeń 6, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 19:12
Tags: ,

Moje spotkania z mistrzem zbeletryzowanych biografii były dwojakiego rodzaju – zachwyciłam się „Pasją życia”, ale urok „Pasji utajonych” pozostał dla mnie… utajony właśnie. „Grecki skarb” czytało mi się bardzo dobrze i stanowił on idealną lekturę na świąteczny czas.

„Grecki skarb” opowiada historię małżeństwa Schliemannów, odkrywców Troi. Stone szczegółowo opisuje wszelkie etapy wykopalisk archeologicznych, od problemów ze zdobyciem na nie pozwolenia, przez wstępne poszukiwania, aż po euforię związaną z odkryciem skarbów i następnie katalogowanie zbiorów, ale powieść nie nuży nawet przez minutę.

Główni bohaterowie za sprawą pióra Stone’a ożyli na moich oczach. Widziałam młodziutką Zofię słuchającą z przejęciem planów ekscentrycznego Henryka, bogacza starszego od niej o 30 lat. Oboje wzbudzali mój podziw – Zofia za nieograniczoną cierpliwość, zrozumienie i łagodność w kontaktach z mężem, ale również za jej chęć do poszerzenia horyzontów i gotowość do nauki, a Henryk za niesamowitą wiarę we własne przekonania i dążenie do wyznaczonego celu, nawet wtedy, kiedy nikt inny nie wierzył w jego realizację.

„Grecki skarb” ze spokojnym sumieniem mogę polecić na długie zimowe wieczory. Kiedy za oknem mróz, opisy greckiego słońca na pewno wprawią w dobry nastrój, a optymistyczna wymowa powieści udowadniająca, że warto mieć marzenia i je realizować, dobra jest w każdej sytuacji.