Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Zupa z granatów” – Marsha Mehran Marzec 26, 2011

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 18:19
Tags:

„Co ona sobie wyobraża? Że kim niby jest? Słyszałam, że są Hinduskami albo Pakistankami, albo kimś w tym stylu”.* Nie wiem, jak takie określenia odbiera osoba pochodząca z Iranu, ale przypuszczam, że to podobna sytuacja jakby określić Polkę Rosjanką, Ukrainką albo kimś w tym stylu. Przybycie trzech pięknych irańskich sióstr do małego irlandzkiego miasteczka wzbudza niemałe zamieszanie. Mieszkańcy nie są specjalnie przyjaźnie nastawieni, mimo, że nie mają ku temu powodów. Siostry Aminpour jednak dzielnie sobie radzą i otwierając Babylon Cafe powoli zjednują sobie sprzymierzeńców i starają się zadomowić w Ballinacroagh.

„Zupa z granatów” to bardzo przyjemne, pełne uroku czytadło. To, jak mieszkańcy stopniowo wyzbywają się swoich uprzedzeń przestając myśleć o osobach o nieco ciemniejszej skórze jako terrorystach w pewien sposób podnosi na duchu i pozwala naiwnie uwierzyć w dobro drzemiące w ludziach. Mehran w zabawny i nieco groteskowy sposób opisuje mieszkańców sennego irlandzkiego miasteczka – jednoznacznie złych lub jednoznacznie dobrych. Taki czarno-biały podział jednak nie przeszkadza, nie spłyca powieści, która przecież nie pretenduje do miana wielkiej literatury. To raczej swego rodzaju baśń, oczywiście z morałem.

Z zainteresowaniem śledziłam retrospekcje sióstr z Iranu w czasie rewolucji islamskiej w 1979. Te wspomnienia to jednak tylko wątek poboczny, w „Zupie z granatów” na próżno szukać  głębokich analiz psychologicznych czy szeroko zakreślonego tła społecznego Iranu czy Irlandii. Pewne problemy są tylko zasygnalizowane. Nie jest to jednak zarzut, bo absolutnie się tego nie spodziewałam po tej powieści. „Zupa z granatów” niesie za to uniwersalne i może nieco wyświechtane już przesłanie, że mimo traumatycznych przeżyć i całej masy problemów, można ułożyć życie na nowo będąc sobą i niosąc ludziom dobro zamiast trującego jadu i rozgoryczenia. Jeśli dodać jeszcze szalenie sugestywne opisy smaków i zapachów perskiej kuchni, powstaje przyjemna i urocza lektura.

—–

* Marsha Mehran, Pomegranate Soup. London: Arrow Books, 2006. s.116. Tłum. L.

 

„Dom Małgorzaty” – Ewa Kujawska Marzec 23, 2011

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 11:37
Tags:

„[…] Małgorzata musiała przyznać, że wszystko wyglądało inaczej. Odmiennie niż w czasie, kiedy w domu była Hildegard. Tak jakby Dom żywił się jej obecnością. Jakby czerpał z jej soków. Oddychał powietrzem wdychanym przez nią. Jakby szyby nabierały przejrzystości tylko i wyłącznie przy cichym szeleście spódnic Hildegard, a blask emaliowanych powierzchni w niespotykany sposób wiązał się z ulotną obecnością jej westchnień, jej spojrzeń i cichego śmiechu.”

„Dom Małgorzaty” to powieść na wskroś kobieca, skupiająca się na doświadczeniach Hildegard i Małgorzaty jako żon i matek w czasach wojennej zawieruchy i wzajemnej wrogości przeradzającej się w przyjaźń już po zawieszeniu broni. Wojna w powieści Ewy Kujawskiej nie wiąże się z walką, bronią, wielką polityką czy ideologią. Wojna ma przede wszystkim wymiar lokalny, jeśli nie indywidualny. Dla Hildegard oznacza ona pusty dom, pozbawiony męża i ukochanych synów. Pusty dom niesie za sobą poczucie  nieznośnej samotności, bezużyteczności i wieczne, niespokojne czekanie. Cierpliwość nie przynosi jednak ukojenia – zamiast synów Hildegard, w domu zjawia się Małgorzata ze Stasiem, a potem jeszcze Franciszek. Niemka jakoś musi pogodzić się z obecnością polskiej rodziny i brakiem własnej. Niechęć opuszczenia domu przez Hildegard nie jest spowodowana przywiązaniem do materialnego aspektu budynku i ziemi, a niepokojem o synów – co zrobią, jak wrócą, a jej nie będzie? Kto poda im ciepły posiłek? Kto ukoi strudzone podróżą ciała? Jak się odnajdą?

Kujawska w subtelny, a jednak przemawiający sposób ukazuje antagonizmy między dwoma narodowościami. Język niemiecki, swobodnie używany w domu Małgorzaty przed wojną na przemian z polskim nagle staje się językiem wroga, niepożądanym i nienawidzonym. Kiedy Staś pomaga starszej kobiecie, pomaga przede wszystkim wrogowi – Niemcowi, a nie człowiekowi. Wojna, mimo, że oficjalnie zakończona, toczy się nadal w codziennym, szarym życiu.

Uważam, że takie powieści są potrzebne – pokazują tragiczne skutki wojny z punktu widzenia zwykłych ludzi. Dane o zabitych, użytej broni i ilości uchodźców mogą przemawiać do niektórych, ale dla mnie zawsze będą to suche liczby, bezosobowe informacje niezdolne do przekazania jakiegokolwiek emocjonalnego ładunku, uniemożliwiające wyobrażenie o prawdziwym koszmarze wojny. Bo tak naprawdę najbardziej cierpią nie wielcy politycy, władcy czy dowódcy wojskowi, a zwykli ludzie, rozdzielone rodziny i to z obu stron. Polecam.

 

 

 

 

Na Dzień Kobiet – stosik powrotny Marzec 8, 2011

Filed under: Stosiki — Lilithin @ 17:31

Oj tak, przerwa była długa, ale powracam z nowymi lekturami i większym zapałem do czytania! Na recenzje czekają 4 książki, ale na razie z dumą prezentuję ostatnie nabytki życząc przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet 🙂