Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Tajemnica rodu Hegartych” – Anne Enright Kwiecień 6, 2011

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:56
Tags:

Na „Tajemnicę rodu Hegartych”, uhonorowaną Bookerem w 2007 roku, ostrzyłam sobie zęby od dawna. Ten zbyt wyostrzony apetyt chyba nie podziałał dobrze na lekturę. Smakowałam niemal każdy akapit (bo już nie zdania), z przyjemnością nurzałam się w ponurych irlandzkich krajobrazach i poznawałam przedziwną historię rodu Hegartych.

Główna bohaterka i narratorka powieści pogrążona jest w żałobie po ukochanym bracie, który odebrał sobie życie. Jej rodzinne wspomnienia przeplatają się z przygotowaniem pogrzebu, problemami małżeńskimi i refleksjami na temat jej własnych dzieci. Przeskakiwanie z wątku do wątku, z jednego pokolenia do następnego w bliżej niesprecyzowany sposób niczego nie ułatwia, ale jednocześnie pokazuje, jak chaotycznie działa ludzka pamięć i jak dalece z upływem lat wspomnienia się zacierają.

Moje wspomnienia zacierają się nawet z upływem tygodni, bo „Tajemnicę…” przeczytałam pewien czas temu i właściwie oprócz ogólnego zarysu fabuły i melancholijnego nastroju niewiele pamiętam. Nie czytało się źle ani ciężko, powieść po prostu nie zostawiła zbyt wiele po sobie. A może zostawiła jakiś minimalny ślad w momencie czytania, który odpłynął w zapomnienie po skończeniu lektury? Zaczynam się zastanawiać, czy właśnie nie tak powinno pisać się o książkach – w kilka tygodni po, a nie na gorąco. Czas zweryfikuje pozornie znaczące wątki, uderzające myśli czy przemawiające do wyobraźni postaci i krajobrazy. Które wrażenia mówią o książce więcej? Pierwsze, świeże, pełne emocji? Czy te spokojne, niemal bezbarwne z kilku tygodni później? Nie wiem, czy czegoś w powieści Enright nie wyłapałam, nie zrozumiałam, czy może książka była na tyle bezbarwna, że nie pozostawiła we mnie wiele?

 

 

6 Responses to “„Tajemnica rodu Hegartych” – Anne Enright”

  1. lilybeth Says:

    Ja stawiam na bezbarwność. Sama tez tę powieść odebrałam w taki, dość nijaki sposób. Niby interesująca historia, ale człowiek tylko się po niej prześlizguje, nie wgryza.

  2. liritio Says:

    Bezbarwna! I męcząca. Duszna. I powierzchowna. Swego czasu napiłam o niej chyba odrobinę nieprzychylnie i do dzisiaj moje zdanie raczej nie uległo zmianie, jedynie wspomnienie książki się bardzo zatarło.

    Ale z drugiej strony ja i „Kogoś we mnie” Sary Waters uważam za bezbarwne, więc to może być taka moja preferencja.

    Ach, jeszcze jedno, rozwiązanie „wielkiej” zagadki z „Tajemnicy rodu…” było mocno rozczarowujące. Po tej klaustrofobicznej atmosferze kilkuset stron aż chciałam jęknąć „to tyle…?”

  3. moni Says:

    nie, nie , nie! ja stawiam na tłumaczenie! Czytałam wersję angielską, później polską, aby wrócic do angielskiej (wybrane fragmenty – z niedowierzaniem) i powiem tak – dziwnym trafem sceny, które rozgrywały sie przed moimi oczami, kiedy czytałam książkę po angielsku widzę do dziś (wraz z otoczeniem – niestety, jakie towarzyszyło lekturze ;/) a z polskiej wersji pamiętam, podobnie, jak Ty Lilithin jedynie zarys.
    Coś jest na rzeczy z tą książką, bo odbiór jej tłumaczenia a oryginału jest tematem, z którym spotkałam się już wielokrotnie

  4. Lilithin Says:

    Lilybeth, dokładnie.

    Liritio, mnie akurat nie zmęczyła, ale ciągle miałam nadzieję na odkrycie jakiegoś drugiego dna. Rzeczywiście, tajemnica mało powalająca, ale to też chyba trochę wina polskiego tłumaczenia, które bardzo na tą tajemnicę wskazuje, podczas gdy w oryginale nie ma o tym słowy.

    Moni, ależ ja czytałam po angielsku😉

  5. Beatrix Says:

    Są takie powieści, przytłaczające i takie, że ma się ochotę rzucić i dać sobie spokój. Pamiętam, jak czytałam „Pianistkę” E.Jelinek. Myślałam, że się „uduszę”. Może i komuś się ta książka podoba, może ktoś się nad nią zachwyca, ale ja już nigdy tej kobiety nic nie przeczytam.
    To „Tajemnicę rodu…” też sobie daruję.

  6. moni Says:

    I co??? I ta po angielsku tak Cię zawiodła?? buuu


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s