Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Jestem w Indiach Lipiec 17, 2011

Filed under: Indie — Lilithin @ 16:39
Tags:

Od niecałego tygodnia jestem w Indiach. Każdy dzień jest tu wyzwaniem. Okazuje się, że nie tak łatwo zamówić taksówkę, czy przejść na drugą stronę ulicy kiedy samochody, skutery, rowery, motoriksze, riksze i wozy zaprzężone w wychudzone szkapy pędzą z obu stron. Powoli przyzwyczajam się do życia tutaj, ludzie są niezwykle życzliwi i pomocni. Nawet, kiedy nie znają drogi do miejsca, o które pytam, pytają się innych osób by potem całkowicie błędnie skierować mnie w przeciwną stronę. Uwielbiam jeździć motorikszą, zwłaszcza kiedy kierowca śpiewa sobie pod nosem albo słucha indyjskich rytmów.Kocham indyjską  kuchnię! Za każdym razem, kiedy coś jem, wszyscy wiedzą, jak bardzo mi smakowało, bo tej radości nie potrafię ukryć (i dlaczego w ogóle miałabym ją ukrywać?)

Prawie nic nie czytam, Indie są zbyt zajmujące, przynajmniej na razie.

Bardziej szczegółowe relacje będą się pojawiać z czasem. Obecnie zajmują mnie bardzej przyziemne sprawy – jak poruszać się po mieście, gdzie robić zakupy, jak radzić sobie z upałem, jak zapamiętać i wymawiać indyjskie imiona i jak zrozumieć dzieci w pracy.

Wszelkiego rodzaju bransoletki – metalowe, plastikowe, obleczone włóczką, z koralików – jest w czym wybierać

Owoce można kupić na przydrożnych straganach

Indyjski targ

 Biżuteria oferowana w jednej z uliczek nieopodal lokalnego targu często jest jeszcze tańsza, a sprzedawcy chętniej się targują

Pyszne, świeże soki i najlepszy bananowy shake w moim życiu

Reklamy
 

28 Responses to “Jestem w Indiach”

  1. mandżuria Says:

    Wspaniale, że się tam zaczynasz odnajdywać i tyle rzeczy już Ci się podoba 🙂 Jestem bardzo ciekawa wszystkiego, także (a może zwlaszcza?) Twoich doświadczeń z nauczania w Indiach. Podczas tych czterech lat nauczania angielskiego nie miałam nigdy okazji uczyć nikogo spoza Polski, więc bardzo mnie to intryguje.
    Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki!

  2. izusr Says:

    To ja życzę powodzenia z dalszym rozeznaniem, czekam na kolejne relację i podziwiam zdjęcia, myśląc sobie, że ta feeria barw nigdy chyba nie przestanie mnie zachwycać 🙂

  3. hiliko Says:

    O rany! Ale Ci zazdroszczę! Bardzo chciałabym zwiedzić Indie, a po tym poście mam ochotę spakować najpotrzebniejsze rzeczy w plecak i wyjechać już, teraz. Cieszę się, że Ci się tam podoba 🙂 Miłej zabawy!

  4. Cieszę się Lilithin, że będziesz się TU odzywać, bałam się, że teraz to już zamilkniesz. Ale ufff ufff:) Czekam na te relacje,
    czekam:) POWODZENIA! … i smacznego ;p

  5. Lilithin Says:

    Mandzuria, notke o edukacji planuje jak najbardziej 🙂

    Izusr, pewnie feeria barw po tym, jak kilka razy zobaczysz ja na zywo, przestaje juz byc tak niezwykla, a staje sie elementem codziennosci. Na szczescie, mnie wciaz jeszcze zadziwia.

    Hiliko, dziekuje 🙂 Pakuj plecak i ruszaj w droge 😉

    Moni, calkowicie na pewno nie zamilkne. A z tym ‚smacznego’ to trzeba ostroznie, bo jedzenie dosc tluste, porcje pokazne, a do kraju kiedys wrocic trzeba w dobrej formie 😉

    Matyldo, dziekuje 🙂 Troche jednak uwazam, te soki np wyprobowaly na sobie moje wspollokatorki.

  6. elwika Says:

    O matko! Kobieto, ale Ci zazdroszczę ;-)!

  7. kultur-alnie Says:

    Wspaniale, zazdroszczę, choć to nieładne uczucie:)

  8. Beatrix Says:

    Wspaniale, życzę cudownych wrażeń i czekam na dalsze relacje. 🙂

  9. uwielbiam pokaźne, tłuste porcje ;p (wiem, wiem naraziłam się teraz pewnie hihi, ale co ja za to mogę, że lubię i już)

    Pozdrawiam

  10. Lilithin Says:

    Elwika, 🙂

    Kultur-alnie, mała zazdrość jest ok 🙂

    Beatrix, dziękuję!

    Moni, lubić to i ja lubię 😉

  11. Chihiro Says:

    Nareszcie jakaś notka! Lilithin droga, bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Nie dziwię się, że nie czytasz, kto by chciał czytać mając TAKĄ rzeczywistość wokoło? Ja przez dwa miesiące w Indiach przeczytałam zaledwie cztery książki.
    Mam dwie pary takich pantofelków, jak z pierwszego zdjęcia (tylko moje dużo ładniejsze). Wygodne są bardzo, ale bardziej w Indiach niż w Europie, jednak chodniki dają się we znaki, lepiej je nosić mając ziemię pod stopami. Bransoletki też mam takie indyjskie, a kuchnia indyjska to jedna z moich absolutnie ulubionych. I wbrew pozorom nie jest taka ciężkostrawna, jak się wydaje. Dużo chili zdecydowanie poprawia trawienie 🙂 Pewnie już się o tym przekonałaś 🙂 I wiesz co, cieszę się, że nie dajesz się przestraszyć i pijesz soki na ulicy. Ja też piłam (na południu) i jadłam w bardzo prowizorycznie wyglądających knajpkach, bo tam jest najlepsze jedzenie. A im więcej klientów, tym większe prawdopodobieństwo, że jedzenie będzie świeże – a tłuste jedzenie zabija bakterie 🙂
    Udanego rozwiązywaniu codziennych problemów!

  12. Inulec Says:

    Ja przyłączę się do zazdrości 😉 i czekam na więcej notek ze zdjęciami stamtąd 🙂

  13. Marta Says:

    Wooow! Jakie kolory, pięknie tam 🙂 A tak przy okazji…
    Wytypowałam Cię do nagrody: One Lovely Blog Award – mam nadzieję, że mi wybaczysz. Szczegóły zabawy na moim blogu:marta6792.blogspot.com 🙂
    Pozdrawiam i wesołych wakacji!

  14. Lilithin Says:

    Chihiro, butki mozesz nosic po miekkiej ziemi w parku 😉 Indyjska kuchnia to cos wspanialego, musze nauczyc sie przyrzadzac jakies potrawy, skoro mam nieograniczony dostep do wszystkich skladnikow 🙂 Nie ma co przesadzac z ostroznoscia. Bede tu rok i musze normalnie egzystowac i nie mam zamiaru np myc zebow woda mineralna (bo spotkalam sie juz z takimi epizodami).

    Inulec, notki beda, ale nie wiem kiedy 😉

    Marta, dziekuje bardzo, juz wczesniej dostalam zaproszenie do podobnej zabawy, moze w koncu sie skusze 🙂

    • Chihiro Says:

      Butki dałam zaraz po przyjeździe do szewca i podkleił mi normalne podeszwy, noszę je normalnie wszędzie – po długim spacerze tylko bolą lekko gdy się staje na takiej części chodnika dla niewidomych (ma inną nawierzchnię, taką „wykulkowaną”) przed przejściem dla pieszych. Ale chodzę w nich dzielnie.
      Wiesz, ja się ogromnie cieszę, że w Londynie mam wszystkie składniki, warzywa, przyprawy, wszystko pod ręką. Mam niezłą książkę kucharską i potrafię gotować po indyjsku – jest to naprawdę łatwe i jestem pewna, że szybko się nauczysz.
      Ja myłam zęby w wodzie mineralnej, ale byłam tylko dwa miesiące, no i mam generalnie słaby układ trawienny, na szczęście zachorowałam tylko raz.
      Jeśli się gdzieś natkniesz to bardzo polecam (chyba zapomniałam napisać wcześniej) trzy nowele Paula Theroux pt. „Elephanta Suite”: http://chihiro.blox.pl/2010/09/Indie-jako-nauczyciel-The-Elephanta-Suite-Paul.html

  15. nutta Says:

    Ależ Cię zaniosło w świat:)) Powodzenia w pracy i życiu codziennym, którego będziesz się uczyła nieustannie. Uśmiechu i optymizmu.

  16. tola Says:

    bajeczne i barwne indie, cudne zdjęcia! 🙂

  17. Eee Lilithin zapomniałam dodać lubię i JEM:) ;p a książka kucharska indyjska to najbardziej eksploatowana książka w mojej kuchni:) uwielbiam!

  18. Lilithin Says:

    Chihiro, dziś właśnie próbowałam zrobić veg biryiani, skończyło się na tym, że nie trzymalam się przepisu ani proporcji, a po prostu zrobiłam ryż z warzywami i przyprawami i było pyszne 😉 Sekret tkwi w przyprawach. O „Elephanta Suite” czytałam wcześniej u Ciebie (jak zresztą większość wpisów z tagiem: Indie), ale na razie mam ochotę na lektury mniej indyjskie 😉

    Nutto, bardzo dziękuję 🙂

    Moni, no to smacznego 🙂 Ja raz robiłam coś indyjskiego z ksiażki kucharskiej i wyszła totalna katastrofa…

  19. No co Ty? Lilithin!! Może mamy inne książki :)?

  20. Lilithin Says:

    Moni, ja robiłam z pomocą Jamiego Olivera. Pierwszy i ostatni raz 😉 A Ty z czego korzystasz?

  21. z książki kucharskiej „Kuchnia indyjska. Najlepsze przepisy” wydanej przez Publicat. Wśród jej czterech autorów, trzy nazwiska brzmią trochę egzotycznie:) Może to jest klucz do sukcesu:))).
    Wychodzi mi z niej zawsze wszystko tak, jak powinno …znaczy tak, jak wygląda na zdjęciach. Smakuje wybornie, a sposób przygotowania opisany jest jasno i przejrzyście.
    Mogę podesłać Ci kilka sprawdzonych przepisów:)))

  22. Agnes Says:

    O jeju, jeju, ale Cię wywiało! Nie wiedziałam, sama pojechałam na urlop (ale nie tak daleko) teraz nadrabiam zaległości w czytaniu blogów i proszę!

  23. Lilithin Says:

    Agnes, ja tu przyjechałam nie na urlop, a do pracy 😉 Jestem na stażu w indyjskiej szkole do czerwca przyszłego roku.

  24. Agnes Says:

    W takim razie z Twojego bloga będzie wiało egzotyką – świetnie 🙂

  25. Anonim Says:

    Ojej, Indie! 🙂 Zazdroszczę (tak pozytywnie) i cieszę się, że się tam odnajdujesz. Zdecydowanie Indie są zbyt zajmująca na czytanie – ja przez 2 miesiące pobytu tam przeczytałam tylko 1 książkę i to w środkach komunikacji, bo szkoda mi było każdej chwili na coś innego niż zanurzanie się w tamtej gęstej, barwnej i żywej rzeczywistości. Indyjska kuchnia również należy do moich ulubionych, na szczęście i w Warszawie można kupić bardzo wiele przypraw i składników, żeby samemu coś zrobić 🙂 Ja tam też nigdy nie trzyamm się ściśle proporcji, tylko improwizuję i za każym razem dodaję inną ilość przypraw, ale nam smakuje i przypomina Indie 😉 Indyjskich targów mi brakuje i do dziś żałuję, że nie kupiłam sobie więcej tych pantofelków, o których pisze Chihiro. Jedne mam, ale niemal je wyeksploatowałam, nosząc (bez podbijania niczym) po europejskich chodnikach. Dla mnie są wygodne, podoba mi się to, że chodzi się w nich tak, jak na boso, co bardzo lubię 🙂 Czekam na dalsze relacje i powodzenia w Indiach! 🙂

  26. Emilia Says:

    I brakuje mi tych wyciskanych soków z pomarańczy, ananasów, papai, mango, mosambi itd. Ja w całych Indiach je piłam kilka razy dziennie, też jadłam w prowizorycznych miejscach (najlepiej tam, gdzie jedzą miejscowi) i jednak myłam zęby w wodzie mineralnej. Ale i tak pod sam koniec pobytu się rozchorowałam – tylko raz, ale dosyć poważnie i niestety przez ostatni tydzień nie byłam w stanie jeść prawie niczego mocniej przyprawionego,a w Polsce okazało się, że przywiozłam w żołądku jakąś łagodną wersję ameby :))
    Eh, indyjskie wspomnienia, ciągle zastanawiamy się z mężem, kiedy znowu tam wrócić 🙂

    PS. przepraszam za brak podpisu na górze


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s