Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Indie a czytanie Grudzień 3, 2011

Filed under: Indie — Lilithin @ 11:59
Tags:

Targ książek na jarmarku z okazji Diwali

Jak wygląda czytelnictwo w kraju, w którym jedna czwarta społeczeństwa jest niepiśmienna? Punjab, w którym mieszkam doskonale wpisuje się w średnią krajową ze swoimi 76% ludzi potrafiących czytać i pisać. Dużo gorzej jest w Biharze, gdzie podział między piśmiennymi a niepiśmiennymi to niemal pół na pół. Sytuacja najlepiej przedstawia się w Kerali – ponad 90% ludzi potrafi tam czytać i pisać. W dwóch skrajnie odmiennych stanach jeszcze nie byłam (a do Biharu nawet się nie wybieram), dlatego też swoje obserwacje opieram jedynie na Chandigarh oraz kilku turystycznych miejscowościach w Himachal Pradesh.

Uliczny sprzedawca pirackich książek

W Chandigarh działają dwie większe (bo nie mogę napisać: „duże”, wtedy pewnie część osób wyobraziłaby sobie bojkotowany ostatnio Empik, a są one mniejsze niż najmniejszy z Empików) księgarnie z literaturą w języku angielskim oraz jedna dość spora z literaturą w językach hindi i punjabi. W kilku punktach miasta można dodatkowo znaleźć niemal mikroskopijne księgarnie, a właściwie kioski. Ich głównym towarem są jednak artykuły papiernicze i prasa, więc półki z literaturą nie kuszą wielkim wyborem. Zwłaszcza jeśli po głębszym przyjrzeniu okazuje się, że większość to poradniki… Antykwariatu nigdzie nie widziałam, ale spotkałam się z rozłożonymi na kocu pirackimi książkami. Z daleka niczym nie różnią od tych księgarnianych, ale po otwarciu okładki ukazuje się kiepskiej jakości ksero na (bardzo) szarym papierze. Średnia cena takiego ‚wydania’ to 150 rupii (ok 10 zł) czyli często mniej niż połowa kwoty, jaką trzeba zapłacić za prawdziwą książkę. W mieście działają dwie biblioteki (płatne) oraz Biblioteka Brytyjska.

Indyjskie książki dla młodzieży

Biorąc pod uwagę, że Chandigarh jest stolicą dwóch indyjskich stanów i że mieszka tu milion ludzi, to sytuacja nie wygląda za ciekawie. Ilość księgarni odzwierciedla popyt na książki. W Polsce narzekania na brak zainteresowania literaturą nie mają końca, ale jednak w mieście z 250 tys. mieszkańców działa 5 księgarni oraz kilkanaście miejskich bibliotek. Obawiam się, że gdyby przeprowadzono badania w Indiach, okazałoby się, że śladowy odsetek społeczeństwa przeczytał jakąkolwiek książkę w ubiegłym roku. Znikoma ilość bibliotek oraz fakt, że nie są one darmowe dodatkowo ogranicza możliwość czytania najbiedniejszym.

Szkoła, w której pracuję jest szkołą prywatną, jak większość szkół w Indiach. Edukacja publiczna nie cieszy się wielkim szacunkiem i nikt, kogo stać na pokaźne  wpisowe i miesięczne czesne nie posyła swojej pociechy do szkoły publicznej. Nauczyciele oprawadzający potencjalnych klientów (bo tak to trzeba niestety nazwać, edukacja jest tutaj biznesem) z dumą prezentują bibliotekę i czytelnię. W bibliotece jest 6 regałów z książkami. Zdecydowana większość to podręczniki, relatywnie dużo jest wszelkiego rodzaju wydań encyklopedycznych, najmniej książek, które mogłyby sprawić radość dzieciom i wpoić w nie nawyk czytania. Pamiętam, że w mojej szkole działała niewielka biblioteka, ale zawsze mogłam znaleźć coś ciekawego – czy to przygody Pana Samochodzika, czy Siesicką lub Musierowicz. Trudno mi sobie wyobrazić podobną sytuację tutaj. W Indiach dużo bardziej ceni się podążanie w kierunku nauk ścisłych – zawody lekarza czy inżyniera są bardzo cenione, rodzice wywołują presję na dzieciach, aby właśnie w tym kierunku się kształciły. Kierunki humanistyczne i artystyczne to te, na które idą osoby z gorszymi wynikami z egzaminów. Zdaję sobie sprawę, że to bardzo duże uogólnienie i z pewnością nie wszędzie tak jest, ale ubogie zaopatrzenie bibliotecznych półek mówi samo za siebie.

Tybetańska księgarnia w Dharamsala

Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w typowo turystycznych miejscach. Turyści chętnie czytają książki o miejscach, które odwiedzają i właściciele kawiarni i hoteli często kuszą nie tylko zachodnimi wypiekami i dobrą kawą, ale również półkami z książkami, które można czytać w wygodnych fotelach. Nawet najmniejsze kawiarenki mają do zaoferowania niewielkie zbiory, wśród których nie może zabraknąć przewodnika Lonely Planet. Owszem, miło jest zjeść ciasto marchewkowe i wypić earl greya bez cukru, ale działania te są skierowane na zagranicznego turystę, który w danym miejscu ma dać zarobić właścicielowi. Brakuje mi jakiegoś szerzej zakrojonego programu mającego na celu promowanie czytelnictwa. Indie jednak chyba najpierw muszą uporać się z jednym z najwyższych (jeśli nie najwyższym) na świecie odsetek analfabetyzmu, a dopiero potem zająć się propagowaniem literatury.

Antykwariat w Shimli

 

13 Responses to “Indie a czytanie”

  1. padma Says:

    A napiszesz, gdzie mieszkasz w Pendżabie? Śledzę Twoje indyjskie posty z ciekawością, pisz częściej, nie musi być elokwentnie i z przemyśleniami nawet;) Pisz po prostu, jak tam żyjesz, ciekawe to dla nas wszystkich jest bardzo! Pozdrawiam z coraz chłodniejszego Poznania!:)

  2. Przemysław Says:

    Łał, fantastyczny tekst!
    Zobaczywszy tytuł „Indie a czytanie” spodziewał się jakiejś opowieści o wspaniałych antykwariatach na każdym rogu i zaczytanych ludziach co 20 metrów. To pewnie przez tych wszystkich indyjskich autorów. Kto by się spodziewał.
    Najciekawszy był kawałek o pirackich książkach. To pewnie przez ten brak bibliotek. Zresztą, wszyscy mamy takie piraty, tylko nie beletrystykę, a np. „Techniques and Princeples of Language Teaching” :]
    Pozdrawiam i podpisuję się pod prośbą Padmy

  3. Przemysław Says:

    *Principles, rany… :]

  4. matylda_ab Says:

    Ja też wnioskuję, aby posty były częstsze. ;)) Indie zadziwiają, ale i zasmucają jednocześnie. Czytanie to luksus, na który nie każdego stać.

  5. Agnes Says:

    Do licha, nie miałam pojęcia, że tam tak jest.

  6. AskaG Says:

    dziwne z tymi ksiazkami pirackimi, nigdy takowych nie widzialam w Pakistanie. za to mnostwo jest starych wydan – w zwyklej ksiegarni mozna kupic timesa sprzed 3 lat, wilde wydanego w 1989r (nieczytany🙂 itp. a czy tez sa w Indiach akcje Oxford Press z autokarami-ksiagarniami objezdzajacymi kraj, czy stan?

  7. Lilithin Says:

    Padma, mieszkam w Chadigarh, stolicy Pujabu i Haryany… Postaram się pisać częściej🙂

    Przemysław, te antykwariaty być może w innych miastach, ja jednak mam dość ograniczone pole obserwacji. Zdarza mi się widzieć zaczytanych studentów w kawiarniach, ale nie za często…
    „Techniques and Princeples of Language Teaching” – czy autorem był Brown, a na okładce jest duże okno? Jeśli tak, to była to moja zmora na zajęciach z metodyki😉

    Matylda, obiecuje poprawę co do częstotliwości pisania🙂 To prawda, nie każdego stać na czytanie – brak pieniędzy na książki, ale też i na edukację, aby w ogóle móc czytać.

    Agnes, nie wiem jak sytuacja ma się w całych Indiach… Na pewno w Kerali jest lepiej.

    Aska, nie spotkałam się z takimi autobusami, ale kto wie, może gdzieś kursują?

  8. Anonim Says:

    Lilithin, mieszkam od ponad roku w Delhi i trochę to podobnie wygląda, chociaż jest kilka księgarni (plus internetowe). Biblioteki zagranicznych instytutów (innych nie znam) są pełne ( w sensie użytkowników), ale najbardziej popularne są wszelkiego rodzaju podręczniki i książki fachowe. Czytanie i posiadanie księgozbiorów w domach nie jest powszechne, nawet wśród zamożnych. Taka elitarna rozrywka🙂 Pozdrawiam! Asiaya

  9. Chihiro Says:

    Droga Lilithin, ja też po naszej wyprawie do Shimli poszukiwałam księgarni w Himachal Pradesh – z mizernym skutkiem, nie widziałam ani jednej! Zresztą wyczytałam, że HP nie ma ŻADNEJ własnej gazety, tzn. gazety wydawanej właśnie w tym stanie. Niektórzy czytają książki religijne, ale nie mam pojęcia, gdzie je kupują.
    W Delhi natomiast byłam na coniedzielnym bazarze książkowym, niektóre stoiska bardzo ciekawe, ale większość sprzedawców handluje podręcznikami i książkami dla dzieci, tudzież Danielle Steel, Agathą Christie czy Stephenem Kingiem – niemal wszystkie egzemplarze zniszczone do cna. Ale w księgarniach na eleganckim Khan Market (sklepów na bardzo małej powierzchni może z 50, w tym aż trzy księgarnie) obkupiłam się trochę – wybór, zwłaszcza w Bahri & Sons, doskonały. W Paharganj, przy moim hotelu, w księgarence, która ma napis „Your final destination for books” nie mieli nic z tego, czego szukałam i zostałam zrugana przez księgarza za to, że szukam „too specific books”. No tak, nie byłam zainteresowana bestsellerem tej okolicy, czyli „Eat, pray, love”…

    PS. Jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję za gościnę i wspaniałe spotkania. Ściskam!

  10. Przemysław Says:

    Lilithin: Nie, autorem moich Techniques and Principles jest Diane Larsen Freeman, a książce towarzyszą nudne filmiki wideo.

  11. Katarzyna Says:

    W małej wiejskiej szkółce w której zaczynałam swoją edukację też była biblioteka, która mieściła się w jednej zamykanej na klucz szafie. Kiedy chciałam coś wypożyczyć musiałam poprosić o to jedną z pracujących tam nauczycielek. W bibliotece były głównie lektury dla klas 1-4. Ale szperałam tam z ochotą. Z tej właśnie szafy wypożyczyłam Pyzę na polskich dróżkach, moją ulubioną lekturę z lat dziecinnych🙂

  12. Lilithin Says:

    Asiaya, witaj🙂 Sama podczytuję Twojego bloga, ale jakoś jeszcze się tam nie odzywałam, tym bardziej miło mi widzieć Twój komentarz. A propos bibliotek to wybrałam się ostatnio do biblioteki brytyjskiej. Środek tygodnia, godz 14, a ludzi było sporo. Faktycznie – większość to książki fachowe, tylko 3 regały oznaczone „fiction”. Ceny członkostwa raczej odstraszające, co mnie bardzo zszokowało.

    Chihiro, czyli raczej nie ma sensu specjalna wycieczka do Delhi na bazar książkowy? Twoje „too specific books” pewnie nie pokrywały się z gustem większości😉 Ja będąc w Radżastanie wchodziłam do każdej księgarni i zaglądałam na wszystkie stoiska z książkami. Po świetnej i polecanej przez Ciebie „May you be the mother of a hundred sons” kupionej w Shimli chciałam przywieźć równie interesującą lekturę z Udaipuru czy Jaisalmeru. Niestety, wszędzie to samo – Eat, Pray, Love lub Aravind Adiga lub kryminały. W jednym miejscu znalazłam używaną Lahiri, ale pan w księgarni twierdził, że to nowa książka, tylko długo leżała i chciał sprzedać w cenie z okładki, więc zrezygnowałam.
    Gościć Cię było czystą przyjemnością!

    Przemysław, czyli nudnych Techniques and Principles jest więcej😉

    Katarzyna, dobrze, że nauczycielki otwierały szafę i znalazłaś w niej coś interesującego🙂 Mimo, że biblioteka w „mojej szkole” jest większa niż szafa, to mam poważne wątpliwości, czy dzieci znalazłyby tam swoją Pyzę… Pozdrawiam serdecznie!

  13. asiaya Says:

    Lilithin, a ja dopiero niedawno odkryłam Twój blog. Pozdrawiam!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s