Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Butter Chicken in Ludhiana” – Pankaj Mishra Maj 10, 2012

„Butter Chicken in Ludhiana” mogę chyba zaliczyć do największych rozczarowań zeszłego roku. Przeczytałam tę książkę w zeszłym roku, ale jakoś nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek – tak wielki był mój zawód… Myślałam, że po upływie czasu moje emocje nieco się uspokoją i będę w stanie napisać bardziej wyważoną recenzję. Tak się jednak nie stało, więc proszę się przygotować na sporą dawkę jadu.

Mishra podróżuje po małych indyjskich miastach. Podróżuje i narzeka. Odnoszę wrażenie, że autor od samego początku nastawił się tak, aby pisać i widzieć same negatywy. Mnie osobiście wręcz rozśmieszyły jego narzekania na rozklekotany autobus – panie Mishra, to są Indie i doprawdy nie wiem, kto w swojej naiwności spodziewa się luksusów w lokalnym transporcie. Zagraniczni turyści, których znam, są bardziej odporni na warunki drogowe w Indiach, niż urodzony tu Pankaj Mishra, który chyba wyszedł ze swojego wygodnego domu pełnego służących i klimatyzacji i poczuł się zaskoczny wszechobecnym brudem, chaosem i hałasem. „Zepsuta droga, wałęsające się krowy, otwarty ściek, zrujnowane sklepy, ziemia pełna śmieci, napierający tłum, kurz – to były prawdziwe Indie, biedne, ohydne i zacofane […]”* Od wyedukowanego pisarza nie spodziewałabym się takich uogólnień. Indie są krajem tak różnorodnym, skomplikowanym, pełnym kontrastów, że definiowanie ich w jednym zdaniu jest rzeczą krzywdzącą, a jednocześnie – niemożliwą.

Mishra krytykuje dziki postęp ekonomiczny – wszechobecne samochody marki Suzuki Maruti, złote łańcuchy na szyjach świeżo upieczonych biznesmenów, przekombinowane domy postawione za niedawno zarobione pieniądze, wyrastające centra handlowe w Bangalore. Trudno autorowi zaakceptować powstawanie nowej klasy średniej, ciężko mu się pogodzić, z faktem, że pieniądze nie należą już tyko i wyłącznie do uprzywilejowanej klasy wyższej. Każdy może zarobić, zbudować dom, urządzić ogromne wesele. Być może nie każdy posiada wysublimowany gust i poczucie smaku, jakby sobie życzył tego Mishra i to wydaje się być największą bolączką pisarza. Książka została wydana w 1995 roku i ciekawe jak sobie teraz Mishra radzi z drastycznie zmienionym ekonomicznym krajobrazem Indii – kiedy po 17 latach centrów handlowych jest jeszcze więcej i klientów w nich nie brakuje, a klasa średnia jest siłą napędową narodu.

Malkontenctwo Mishry na tym jednak się nie kończy. Nie podoba mu się Shimla, stolica stanu Himachal Pradesh, która „z daleka, a zwłaszcza kiedy przyjeżdża się do niej od strony równin, przypomina rozpaczliwie biedne slumsy Ameryki Łacińskiej: odarta, bezładna mieszanina blachy i drewna na stromym zboczu” ** Moim zdaniem Shimla to jedno z najbardziej urokliwych indyjskich miast – z szeroką promenadą, kolonialnym zabudowaniem w pięknej himalajskiej scenerii. Żadne miejsce, które Mishra odwiedził, nie przypadło mu do gustu. Jaipur nie przypominał już egzotycznej fantazji pełnej bajkowej atmosfery, którą zapamiętał z wizyty w tym mieście jako mały chłopiec. Dziwne prawda? Sama nigdy bym nie wpadła na to, że nasze postrzeganie świata może zmienić się z biegiem lat. Udaipurowi z kolei dostaje się za to, że jest miastem głównie turystycznym, które poza sezonem, spieczone radżastańskim słońcem i gorącym wiatrem loo, pustoszeje i życie w nim zamiera. Mishra odwiedził więcej miast, każdemu postawił jakiś zarzut. Zastanawiam się, czy jest jakiekolwiek miejsce w Indiach, które by mu się spodobało…

Postawa Mishry świadczy o zupełnym braku elastyczności i wyrozumiałości, krytykowanie i naśmiewanie się z często kiczowatego gustu nowych bogaczy wydaje mi się raczej nie na miejscu. Być może poprzednie pokolenia nie miały sposobności kształcić się w zakresie architektury i dobierać idealnie współgrających z otoczeniem projektów. Być może wystawne wesele było pierwszym tego rodzaju w rodzinie, gdzie wcześniej rodzice nie byli w stanie zapewnić podstawowych potrzeb swoim dzieciom? Być może klasa średnia z lat 90-tych nie miała jeszcze wystarczającego obycia, aby usatysfakcjonować autora, ale czy to usprawiedliwia pełną wyższości postawę Mishry? Ludzie, o których autor pisze, w jakichś sposób odmienili swój los, ale ich awans społeczny zamiast z gratulacjami spotykał się z wyszydzeniem. Nie podobała mi się ta książka i kiedy dziś w księgarni widzę nazwisko autora, omijam je z grymasem. Nie mówię, że Indie są idealnym krajem pozbawionym problemów – daleka jestem od idealizowania tego kraju, ale też nie lubię przesady w drugą stronę, kiedy mówi się jedynie o negatywach, a do tego często bez żadnego uzasadnienia.

—–

* Mishra, Pankaj. Butter Chicken in Ludhiana. Penguin Books. Kolkata: 1995. s. 93. Tłum. L.

** Tamże, s. 24.

—–

Poniżej kilka migawek z Shimli, Jaipuru i Udaipuru (po kliknięciu zdjęcia się powiększą)

Shimla

Shimla

Jaipur

Jaipur

Jaipur

Udaipur

Udaipur

 

6 Responses to “„Butter Chicken in Ludhiana” – Pankaj Mishra”

  1. asiaya Says:

    Przeczytałam kilka stron i oddałam do biblioteki, chociaż nie wykluczam, że kiedyś wrócę:)) Wydaje mi się, że on ma spojrzenie takie bardzo z zewnątrz, z tą tylko różnicą, że zna hindi. Zauważyłam jednak, że z zachodnich turystów też się podśmiewał (ta para na początku, dziewczyna w szortach).
    Co do nowobogackich to chyba nie jest problem niewyrobienia estetycznego tylko tej nieznośnej chęci demonstrowania bogactwa i mi się to też nie podoba. Kiedyś znajoma mnie poprosiła o kilka porad co do urządzenia domu (kompletnie nie wiedziała, jak się do tego zabrać), a gdy spytałam, w jakim stylu chce, odpowiedziała: „Na Dynastię” :)))

    • Lilithin Says:

      Asiaya, a dlaczego sądzisz, że to perspektywa z zewnątrz? Złośliwość każe mi dopowiedzieć z zewnątrz mishrowego luksusowego domu posiadanego przez pokolenia, choć nie sprawdzałam tak dokładnie jego korzeni😉 W każdym razie nawet perspektywa z zewnątrz moim zdaniem nie usprawiedliwia krytykanctwa i malkontenctwa.
      Widzisz, zachodni turyści też mu się nie podobali. Dla mnie to kolejny punkt przeciwko autorowi. Nic, kompletnie nic mu się nie podoba. Wszystko jest wyśmiewane i krytykowane. Dlatego do tego pana nic mnie już nie przekona.
      Masz rację z tą chęcią pokazywania bogactwa. A znajoma z domem w stylu „Dynastii” – bezcenne! Rozumiem, że to była znajoma w Europie?

      • asiaya Says:

        Lilithin, ale mi się wydaje, że to tylko w naszym odczuciu byłaby złośliwość. Nie zauważyłam w Indiach, żeby bogactwo było czymś, czego by się trzeba było wstydzić. Wprost przeciwnie, mam wrażenie, że tym bardziej się takie osoby adoruje. Nie wiem, z jakiej rodziny pochodzi, ale słyszałam, że się wżenił w wyższe brytyjskie sfery ;)))
        Mi chodziło bardziej o spojrzenie obcokrajowca – tak, jakby go żadne uczucia nie łączyły z Indiami. Chociaż Indusi często sami są o wiele bardziej krytyczni w stosunku do swojej ojczyzny, niż na to pozwalają obcym.
        „Dynastia” to w PL😉

  2. Lilithin Says:

    Asiaya, też racja z tym bogactwem😉 O tak, obcy to właściwie nie ma prawa źle się tutaj odezwać o Indiach. Wszystko jest cacy! A jak się udała ta stylizacja na „Dynastię”?

  3. AskaG Says:

    ja z innej beczki: ale mi robisz smaka na Indie – Shimla, Shimla, mnie kusi, a o JAipurze nawet nie bede wspominac. super foty!!!!!!!!!!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s