Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Być kobietą w Indiach, część 2. Maj 26, 2012

Filed under: Indie,Przeczytane — Lilithin @ 11:13
Tags: ,

Choć Bumiller napisała świetną książkę i poruszyła wiele tematów, to jednak poza jednym lub może dwoma przypadkami głównie rozmawiała z przedstawicielkami klasy średniej. Krótki pobyt w indyjskiej wiosce był tylko jednym z wielu rozdziałów w książce. Losy wiejskich kobiet, pomocy domowych wciąż był dla mnie niewiadomą. Kim jest kobieta nosząca cement w wielkiej misie na głowie? Skąd się wzięła pani, która codziennie prasuje ubrania w budce za rogiem? Czy dziewczyna zabierająca śmieci sprzed drzwi jest już mężatką i ma dzieci? Debiut Dipiki Rai „Someone Else’s Garden” wypełnił tę lukę.

Jeśli ogólnie życie Hindusek nie jest łatwe, to nie wiem, co powiedzieć o życiu tych mieszkających w wioskach, gdzie dawnych zasad przestrzega się dużo surowiej i gdzie praktycznie niemożliwym jest złamać społeczne tabu i wyjść z tego cało. Co stało się z żoną Sharmy, która uciekła od męża? Na jej nieszczęście, została odnaleziona, przyweczona z powrotem do wioski, gdzie ją rozebrano, zgolono włosy, a 4 bracia męża ją zgwałcili i wysmarowali jej ciało odchodami. Główna bohaterka powieści, Mamta, słysząc tę historię nazywa żonę Sharmy (choć to tylko marginalny wątek, to, co znamienne, żona Sharmy jest zawsze żoną Sharmy, nigdy nie pada jej imię) biedactwem. Jej matka, Lata Bai kwituje: „Żadne tam biedactwo, dostała to, na co zasłużyła. Wyobraź sobie, co by to było, gdyby wszystkie żony zaczęły uciekać tylko dlatego, że są nieszczęśliwe.” * Kobiety muszą znosić wszelkie przeciwności z pokorą i bez słowa skargi. Ich poczucie obowiązku i niekwestionowana akceptacja zastanego stanu rzeczy nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Znajoma na kilka dni przed porodem stała w kuchni i wałkowała ciasto na chapati dla całej rodziny – przecież nie mogła powiedzieć, że jest zmęczona i chciałaby się położyć. Każdy ma swoje miejsce, a próba przekroczenia go wiąże się z surowymi konsekwencjami, nie tylko w przypadku kobiet: „Za każdym razem, kiedy ktoś chce się wyzwolić, przypomina mu się historię Kalu, niedotykalnego Sudry, który odważył się przynieść wodę z wiejskiej studni odległej tylko o milę, a nie z rzeki 4 mile dalej. Złamano każdą jego kość, a żonie odcięto nos. Taka powszechna sprawiedliwość jest najbardziej oddanym obrońcą tradycji i jakiekolwiek odejście od niej, nawet najmniejsze, jest niewyobrażalne.” ** Jest jednak przyczyna takiego stanu rzeczy, cierpienia i upokorzenia można wytłumaczyć. Kiedy do przychodni dla kobiet przywożą świeżą mężatkę, którą mąż i teściowa podpalili, a jej rodzina jest dumna, że po wyleczeniu córka chce wrócić z powrotem do męża, lekarka pyta, jak możliwe jest traktowanie kobiet z takim okrucieństwem, w kraju, w którym przyszło na świat tylu świętych, tylu duchowych przywódców, by usłyszeć odpowiedź od jednej z kobiet:

„- Wszystko to dzieje się, by wznieść nas na kolejny poziom duchowy. Tylko wtedy, kiedy życie staje niemożliwe do udźwignięcia, Bóg do nas przychodzi […]

– Więc sądzisz, że ci, którzy podpalają swoje żony robią im duchową przysługę?

– Nie… nie. To nie tak. Wszyscy musimy zachowywać się zgodnie z naszą karmą. Wraz z wielką niesprawiedliwością przychodzi przychodzi wielkie współczucie, zrozumienie, oświecenie.” ***

Panie sprzątaczki ze szkoły, w której pracowałam

Główną bohaterką powieści jest dwudziestoletnia Mamta, już niemal w wieku staropanieńskim. Tytułowy „cudzy ogród” to określenie dla dziewczyny, a zarówno dla wszystkich innych córek. Dlaczego rodzina miałaby karmić odpowiednio córkę, skoro jest ona cudzym ogrodem, po wyjściu za mąż będzie należeć do rodziny męża. Największe porcje zarezerwowane są dla chłopców, dziewczynki często muszą żywić się ochłapami. Kiedy w końcu Mamta zostaje wydana za dużo starszego mężczyznę, jej romantyczne mrzonki znikają błyskawicznie. Przemoc i okrucieństwo stają się jej codziennością i wbrew normom społecznym i zaklinaniem matki dziewczyna postanawia przerwać pasmo upokorzeń i opuścić męża. Stopniowo z nieśmiałej dziewczyny, która boi się kupić jedzenie na przystanku autobusowym, Mamta staje się prawdziwą self-made woman. Staje się pewną siebie, energiczną kobietą.

Zgrzytało mi trochę zakończenie, zbyt szczęśliwe, aby mogło zdarzyć się w realnym świecie. Jakoś jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że matka przebaczyła córce ucieczkę od męża, ale nieco mniej cukierkowatości lepiej by się przysłużyło książce, którą oczywiście gorąco polecam. Mimo, że jest to fikcja literacka, daje wgląd w pewne mechanizmy rządzące Indiami. Lektura otwiera oczy na życie kobiet, bez pomocy których niejeden dom nie mógłby się obejść, a które wciąż często traktuje się jak podludzi. W szkole, w której pracowałam, żadna nauczycielka nie rozmawiała ze sprzątaczkami, o ile nie było to polecenie starcia podłogi. Pochodząca z niskich kast obsługa jest praktycznie niewidzialna dla przeciętnego Hindusa. Ale to jeszcze pół biedy, bo już chyba lepiej być pozostawionym w spokoju niż trafić do domu np. pary lekarzy, którzy to wybrali się na wakacje do Tajlandii, a swoją 13 czy 14-letnią służącą zamknęli w pokoju zostawiając jej do jedzenie sól i mąkę (!). Magazyn Outlook jakiś czas temu pytał, czy indyjskie pomoce domowe to nowa forma niewolnictwa. W artykułach przytoczono wiele przykładów okrucieństwa, którym zostali poddani ludzie tacy, jak bohaterka „Someone Else’s Garden”. Na szczęście powstają organizacje mające na celu pomoc ofiarom przemocy i nie wszyscy ślepo poddają się losowi. Z cierpieniem nie zawsze przychodzi oświecenie i zrozumienie.

—–

* Rai, Dipika. Someone Else’s Garden. Harper Press. London: 2010. S. 68. Tłum. L.

** Tamże, s. 79.

*** Tamże, s. 247.

Kobieta na ulicy w Chandigarh

 

9 Responses to “Być kobietą w Indiach, część 2.”

  1. S. Says:

    Ciekawa tematyka. Intryguje mnie kultura innych krajów.

  2. Chihiro Says:

    Strasznie mnie ta powieść zasmuciła (choć podobnie jak Ty uważam, że koniec jest zanadto cukierkowy – ale tu wybaczam autorce), szczególnie, że mimo iż historia została wymyślona, oparta jest z pewnością na setkach podobnych opowieści. Myślę, że każda obeznana z życiem mieszkanka wsi indyjskiej (nie buddyjskiej, ale hindu albo muzułmańskiej) słyszała o takiej Mamcie czy żonie Sharmy. Pamiętam świetny film „Bawandar”, chyba nawet wspomniałam o nim przy mojej recenzji, albo z jakiejś innej okazji – prawdziwa historia Induski zgwałconej przez czterech mężczyzn, zarządzających społecznością, w dodatku na oczach męża. Kobieta dochodzi do swych praw do dziś, mimo że całe zajście miało miejsce w 1992 roku. Co pozytywne, mąż się od niej nie odwrócił, a wspiera ją – to musi być rzadkie w Indiach.

    Kwestia służby domowej jest dramatyczna w wielu krajach na świecie, w większości są to kraje muzułmańskie. Tutaj często się pisze o haniebnym traktowaniu pomocy domowej w krajach Zatoki Perskiej czy Libanie. Niestety także zamożni obywatele tych krajów, którzy mają domy w Londynie, sprowadzają służbę, którą traktują gorzej niż niewolnice. Na porządku dziennym są gwałty, zakazywanie jedzenia, wychodzenia poza dom, niepłacenie pensji miesiącami, praca ponad siły i tortury fizyczne (o psychicznych nie wspominając), takie jak przypalanie papierosami czy żelazkiem. Był nawet serial, zwracający uwagę na problem służby domowej w Londynie, pracującej o bogatych Arabów czy Indusów, pt. „I am Slave”. Parę miesięcy temu wstrząsnął mną film, który pokazywany był tu w mediach odnośnie traktowania pewnej etiopskiej służącej przez swych właścicieli w Libanie: http://www.youtube.com/watch?v=4kQ-G8QsxWs Wyobraź sobie, że nikt z przechodniów nie pomógł tej kobiecie!

  3. Lilithin Says:

    Chihiro, to rzeczywiście wydaje się rzadkie, że mąż ją wspiera. Przeczytałam zarys fabuły na imdb, straszne! No i ta niemoc systemu sprawiedliwości, winowajcy są z wyższej kasty i mają znajomości. Nie wiem, jak się film kończy (a z chęcią go obejrzę), ale niestety, po niedawnych wydarzeniach w Gurgaonie mnie to nie dziwi. Przykre, że taka niesprawiedliwość nie budzi zdziwienia. Jakiś czas temu, może miesiąc albo dwa, w Gurgaonie nastąpiła fala gwałtów. Dziennikarze Tehelki „w cywilu” rozmawiali z policją, która to w większości uważała, że ofiary gwałtu tak naprawdę chcą tego! Kobiety ubierają się wyzywająco, np noszą salwar kamiz ale bez dupatty, więc chcą zwrócić uwagę. Wg nich wiele zgłaszanych przypadków gwałtów jest fałszywych, bo prawdziwa ofiara boi się poniżenia, uwagi mediów i opinii pubicznej/ Nie mogłam wierzyć własnym oczom, że takie poglądy prezentowali policjanci w 21 wieku! Pisano o tym tutaj: http://www.tehelka.com/story_main52.asp?filename=Ne140412Coverstory.asp

    Film z Libanu jest straszny! Gorsza jeszcze znieczulica społeczeństwa… A o takich sprawach chyba jest głośniej gdzie indziej niż w krajach,w których mają one miejsce. Pomoc domowa, sprowadzona z Indii do USA złożyła pozew do sądu przeciwko swoim pracodawcom, gdzie jedno z nich, Neena Malhotra, pracowało w konsulacie! Sąd z Delhi nakazał służącej wycofać pozew i chcąc rozwiązać sprawę Delhi zaczął zasłaniać się immunitetem dyplomatycznym. Służąca się nie ugięła, sąd zalecił 1,5 mln dolarów odszkodowania, ale indyjska para opuściła kraj przed ogłoszeniem wyroku. Neena Malhotra podobno nadal pełni jakąś funkcję w jednym z ministerstw. Chihiro, a przecież takich historii jest dużo, dużo więcej i jak piszesz, również w innych krajach. Brakuje mi słów, aby opisać frustrację i zniesmaczenie, kiedy o tym myślę.

    • Chihiro Says:

      Oczywiście w przypadku krzywdy, jaka dzieje się osobom z niższych kast lub generalnie z niższych warstw społecznych, dużą rolę odgrywają znajomości, pieniądze i władza. Mnie wkurza, że tak bardzo np. Arabowie krytykują brytyjski system klasowy, nie widząc, że w ich krajach jest często dużo gorzej. Owszem, system klasowy istnieje, ale wszyscy są równi wobec prawa, mają te same obowiązki i przywileje, podczas gdy w wielu krajach arabskich są równi i równiejsi. Pracodawcy są często „właścicielami” służby domowej, oni decydują o tym, co im wolno, a co jest zakazane i dochodzi do tragedii. Podobnie jest w Indiach – „największej demokracji na świecie”, gdzie za łapówki można wszystko załatwić. To, o czym napisali dziennikarze „Tehelki” odzwierciedla nieco punkt widzenia policji z filmu „Bawandar”. Kiedyś Asiaya wstawiła u siebie na blogu klipy, w których młodzi, ubrani po zachodniemu, mężczyźni w Delhi ze śmiechem twierdzili, że jak dziewczyna ma na sobie t-shirt to aż się prosi o to, by ją napastować. Szlag mnie trafia, jak słyszę coś takiego! Albo widzę reklamy, takie jak ta: http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/qe/lg/oi8j/jl0pq23jaZJShh3e5X.jpg – zdjęcie zrobiłam pięć lat temu w Varanasi. Trudno uwierzyć, prawda? Nawet nie mogę sobie wyobrazić, jaki skandal wybuchłby w Europie, gdyby taki billboard powieszono…

      Sprawa z Malhotrą jest tak typowa, aż boli. I oczywiście znów wskazuje, że osoby u władzy wierzą święcie w swój immunitet. W Londynie parę lat temu głośno było o dramacie z księciem z Arabii Saudyjskiej w roli głównej. Otóż ów książę, który teraz odsiaduje min. 20-letni wyrok w więzieniu angielskim, wykorzystywał seksualnie swego służącego, ze zdjęć wynika, że czarnoskórego. Książę nie raz wyżywał się na służącym, pobił go strasznie w windzie jednego z najbardziej luksusowych hoteli w Londynie (co nagrały kamery), po czym kontynuował bicie w pokoju hotelowym, do tego stopnia, że służący zmarł. Mężczyznę znaleziono związanego i martwego w łóżku księcia. Książę przyznał się do bicia, ale nie morderstwa i był podobno przekonany, że immunitet książęcy zwolni go od odpowiedzialności. Sędzia wprost powiedział mu, że nikt w Wielkiej Brytanii nie stoi ponad prawem. W Arabii Saudyjskiej księcia czekałaby kara śmierci – homoseksualizm karany jest śmiercią tam, ponadto książę był pijany gdy pobił służącego i podobno często upijał się szampanem w londyńskich klubach. Ale będę cyniczna i śmiem twierdzić, że nic mu nie groziłoby w ojczyźnie, być może musiałby przeprosić publicznie swoich rodaków za nieobyczajne zachowanie, ale w końcu jest księciem, a rodzina królewska w Arabii Saudyjskiej to świętość. I też czuję frustrację i zniesmaczenie, że ta historia wcale nie jest taka wyjątkowa. Ilu takich służących cierpi w milczeniu?

      Aaa, wiesz, co jeszcze mnie frustruje? (wybacz moje rozpisanie się, ale jakoś ten temat mnie niezmiernie emocjonuje) Panie domu, które znęcają się nad swoimi służącymi, zamykają je w pokoju, biją, ze strachu, że ich mąż zgwałci dziewczyny albo że służące będą „prowokować” mężów tych pań domu. Często czytam o tym w relacjach służących, na youtube jest nawet fragment filmu o pomocy domowej z krajów afrykańskich i Filipin w Dubaju – i powtarza się motyw gwałtów lub prób gwałtu, za co karane są oczywiście służące, nigdy ich pracodawcy. Wyobraź sobie, jak musi działać społeczeństwo, w którym żony boją się, że jak tylko odwrócą się plecami, ich mężowie zgwałcą pomoce domowe? Ja nie potrafię sobie tego wybrazić, jak podli mogą być ludzie. I wiele tych osób uważa się za religijnych…

      • Lilithin Says:

        Chihiro, to taki temat, gdzie chyba krótko się nie da nic napisać. A ja jak najbardziej lubię takie dyskusje w komentarzach.
        Ta reklama! Na litość boską! Ale tutaj nikt nie zwraca przecież na takie rzeczy uwagi, a jakiś wpływ, choć nieświadomy, musi to mieć na ludzi, którzy angielski znają.
        Nie słyszałam o przypadku tego księcia, ale co on sobie wyobrażał? Że mu śmiertelne pobicie ujdzie na sucho bo jest księciem??? Trudno w to uwierzyć, a jednak. Też sądzę, że w Arabii Saudyjskiej nie poniósłby większych konsekwencji, może nawet zrzuciłby winę na kogoś innego albo po prostu przekupił świadków. I nawet nie uważam tego za cyniczne, a realistyczne myślenie.
        A swoją drogą sąd z Delhi straszliwie się ośmieszył zabraniając tej pomocy domowej szukać sprawiedliwości w USA. Coś jeszcze kojarzę, ale może błędnie, że najpierw w ogóle chciano sprawę pozamiatać pod dywan mówiąc, że to są różnice kulturowe.
        Karać służące za to, że zostały zgwałcone – nie mieści mi się to w głowie. Zawiniła najwidoczniej samą swoją obecnością. Jest, więc prowokuje? No i oczywiście nie przyjdzie tym kobietom do głowy, że coś jest nie tak z ich mężami… Zresztą jak się tutaj wprowadziłam, to „auntie” z dołu pytała się mojej sąsiadki z tego samego piętra, czy ona się nie boi o swojego męża „z tą białą, niezamężną dziewczyną za ścianą.” Obrzydliwe.
        A jeszcze odnośnie najniższych kast w Indiach, to owszem – wyższe są dla nich okrutne, ale oni sami dla siebie czasami nie lepsi. W stanie Maharashtra chłopi zgwałcili, zmusili do chodzenia nago, a następnie zamordowali 17-letnią dziewczynę i jej matkę z własnej społeczności, bo nastolatka chciała iść do szkoły. Zabito również jej braci. I ja nie wiem, jak skomentować te wszystkie przypadki.

  4. asiaya Says:

    Dorzucam następny film na ten temat: „Matrubhoomi, a nation without women”, o jedynej kobiecie w świecie, gdzie nikt nie chce mieć córki. Trochę fantasy, ale realia indyjskiej wioski dosyć dobrze oddane.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s