Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Londonistan” – Gautam Malkani Sierpień 20, 2012

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 00:12
Tags: , ,

Kiedy mieszkałam w Anglii, ostrzegano mnie przed zachodzeniem po zmroku w dwie dzielnice miasta, zamieszkiwane przez ciapatych. Ciapaty to negatywne określenie na mieszkańca Pakistanu, Indii czy Bangladeszu. Nie wiem dokładnie, na czym miało polegać owe niebezpieczeństwo, ale za pośrednictwem „Londonistanu” dostałam się na desi przedmieścia Londynu. Tłumacz od słowa desi utworzył polski przymiotki deszycki, który znaczy to samo, co ciapty, ale bez pejoratywnego zabarwienia. Deszycki i deszyta jednak bardzo mocno kojarzą mi się z szyickim i szyitą i jakoś nie przypadł mi gustu.

Okazuje się, że na desi przedmieściach biała kobieta raczej nie ma się czego bać. Hardjit, Ravi i Amit, grupka twardzieli wyznających sikhizm lub hinduizm oraz kujonowaty Jas, który do nich niespodziewanie dołączył, zdecydowanie preferowali desi dziewczyny, byle nie muzułmanki. Zajęciem zarobkowym czterech kumpli jest ściąganie simlocków z kradzionych telefonów, a w wolnych chwilach interesuje ich szybka jazda samochodami, przechwalanie się łóżkowymi zdobyczami i głośno wyrażana pogarda dla białych i zasymilowanych desi, których nazywają kokosiakami (brązowy na zewnątrz, biały w środku). Kiedy poznają Sanjaya, ich życie nabiera kolorów, a popisywanie się markowymi ciuchami i bywaniem w ekskluzywnych lokalach staje się dodatkowym hobby. Twardziele nie znoszą swoich rodziców, wyśmiewają towarzysko-religijne spotkania, na które znajome ich matek podjeżdżają luksusowymi samochodami, a sami robią dokładnie to samo, aby zrobić wrażenie na dziewczynach. Buntują się przeciwko rodzicom, między sobą narzekają, ale jak na dobrych synów rodem z indyjskiego filmu przystało, grzecznie kupują mamie podpaski i rzewnie płaczą, kiedy w rodzinnym domu wybucha awantura.

W gruncie rzeczy fabułę „Londonistanu” można streścić w maksymalnie 6 zdaniach. A fabuła ta, mocno przerysowana, czasami wręcz karykaturalna, czerpie garściami z Bollywoodu i indyjskich oper mydlanych oraz hollywoodzkich hitów. Wszystkie motywy wyśmiewane przez Jasa przewrotnie są wykorzystywane w książce. Jest zakazana miłość, konflikt między przyjaciółmi, rodzinne dramaty związane z małżeństwem z miłości, zapalony nauczyciel – idealista, kiczowate rozwiązanie akcji na szpitalnej sali, w trakcie którego Jas sam czuje się, jakby brał udział w bollywoodzkiej awanturze. Opis książki na tylnej okładce dał mi złudne wrażenie poważnej lektury o problemach tożsamościowych, konfliktach rasowych i wciąż żywych animozjach na linii Indie-Pakistan. Tymczasem otrzymałam opis bollywoodzkiego filmu z zaskakującym i nieco przekombinowanym zakończeniem, pod powierzchnią którego tak naprawdę nie kryje się zbyt wiele.

Bollywoodzkie filmy do krótkich nie należą i w myśl tej zasady „Londonistan” to tom o objętości ponad 400 stron. W pewnym momencie czułam już przesyt. Malkani nie pisze językiem literackim; podobno chwalono go za niezwykły słuch literacki, ale mnie potoczna mowa nasycona przekleństwami po prostu męczyła. Tak jak nie rozumiałam zachwytów nad Masłowską, tak i trudno zachwycić mi się stylem Malkaniego, choć trzeba przyznać, że bez specyficznego młodzieżowego bełkotu, szalona karuzela pełna filmowych odniesień zdecydowanie nie ruszyłaby z miejsca. Słowa Suketu Mehty o indyjskim przemyśle filmowym, doskonale opisują powieść Malkaniego:

„Podczas gdy kina wszystkich innych państw padły na kolana przed Hollywood, Indie przyjęły je na sposób indyjski: powitały je życzliwie, połknęły w całości, a następnie zwróciły. To, co trafiło do środka, zostało zmiksowane ze wszystkim, co istniało wcześniej i wyszedł z tego potwór z dziesięcioma głowami”.*

Do pewnego stopnia podobał mi się pomysł Malkaniego na stworzenie takiego potwora książkowego, bawiła mnie gra autora z czytelnikiem, ale spodziewałam się po tej książce dużo więcej. A przecież wiadomo, że w Bollywoodzie na poważną refleksję nie ma co liczyć.

—–

* Mehta, Suketu. Bombaj. Maximum City. Tłum. Marta Bregiel-Benedyk. Wydawnictwo Namas. Poznań: 2011. S. 413.

Advertisements
 

5 Responses to “„Londonistan” – Gautam Malkani”

  1. Chihiro Says:

    Kiedyś miałam ochotę przyczytać tę książkę, wypożyczyłam nawet z biblioteki, ale jakoś w międzyczasie ochota mi przeszła. Obawiałam się trochę nudy, takiego nic-się-nie-dziania. No i ten język! Potoczny, potoczysty, a pewnie nie czyta się lekko – ani w oryginale, ani po polsku. Ale autora widziałam kiedyś na spotkaniu z Tahmimą Anam, nawet mi go przedstawiła jako swojego dobrego kolegę. Sympatyczny chłopak, sprawiał wrażenie bardzo skromnego, ale nie bardzo miałam okazję z nim pogadać (no bo i o czym?).

    • Lilithin Says:

      Chihiro, jak na ilość wydarzeń książka jest zdecydowanie za długa, intuicja Cię nie zawiodła. To w połączeniu z językiem sprawiało, że momentami dłużyła mi się ta lektura.

  2. asiaya Says:

    Lilithin, WordPress mi się odblokował, alleluja! Ja język Masłowskiej bardzo lubię, gorzej z samą konstrukcją jej utworów.

    • Lilithin Says:

      Ciekawe, dlaczego nie mogłaś wchodzić na wordpressa. Wiem, że blox czasami „siada, ale doświadcza tego szersze grono odbiorców.

      • asiaya Says:

        Na 100% to była kwestia naszego cudnego Tata Photon. Wiem, bo sprawdziłam netbooka na innym łączu i wordpress miałam. Najważniejsze, że już działa 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s