Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Hańba” – J.M. Coetzee Grudzień 29, 2009

Filed under: Przeczytane,Wyzwania — Lilithin @ 15:34
Tags: , ,

Po pierwsze przepraszam za brak polskich liter, ale po formacie dysku po prostu ich nie mam. Powoli doprowadze moj system do pelnej uzywalnosci, ale chyba minie jeszcze kilka tygodni. Poki co, kilka slow o „Hanbie”.

Oczekiwania wobec tego poludniowoafrykanskiego byly duze. Istnialy tez pewne obawy, ze dwukrotny zdobywca Bookera (w tym jednego za „Hanbe”) i laureat Nagrody Nobla oraz szeregu innych odznaczen, bedzie tworzyl proze hermetyczna i niezrozumiala. Jak sie okazalo, obawy te byly calkiem nieuzasadnione. Nie wiem jak Coetzee tego dokonal, ale „Hanba” wlasciwie czytala sie sama.

Styl, jakim posluguje sie Coetzee jest niezwykle oszczedny, pozbawiony zbednych ozdobnikow. Nie jezyk jest tu najwazniejszy, ale warstwa fabularna. Historia profesora Davida Luriego, ktory wdaje sie w romans ze swoja studentka oraz pozniejsze wydarzenia rozgrywajace sie na farmie corki wykladowcy nie potrzebuja wielkich slow, barokowych zdan. Prostota stylu jeszcze bardziej wzmaga sile przekazu. Dlatego nie bede pisac, ze jest to ksiazka o wielu wymiarach hanby, o odkupieniu, o milosci, nie bede probowac nikogo przekonac, ze osadzajac akcje powiesc w RPA w erze post-apartheidu, Coetzee ukazje prawdziwe realia i problemy trawiace dawna kolonie. Wszystko to brzmi zbyt banalnie. „Hanbe” trzeba po prostu przeczytac. Doceni sie ja, albo i nie. Ja docenilam, ale pisanie o takiej powiesci przychodzi mi z trudem.

Jeszcze jedno. Wiem, ze niektorzy poczuli wielka niechec do glownego bohatera. Czytalam stwierdzenia, ze nie sposob go polubic. Traktuje kobiety przedmiotowo, jest cyniczny i nieczuly; dba tylko o siebie. Ja nie potepiam Luriego. Miejscami bylo mi go zal, w niektorych sytuacjach rozumialam jego postepowanie, w innych staralam sie je pojac. Nie znienawidzilam go, a kilka jego cynicznych uwag nawet sobie zaznaczylam:

„No to cudownie. Przykro mi, moje dziecko, po prostu nie potrafie sie tym zainteresowac. Twoja dzialalnosc, jej dzialalnosc jest godna podziwu, ale dla mnie dobroczyncy zwierzat sa troche jak jacys chrzescijanie. Wszyscy tacy radosni i pelni dobrych intencji, az po pewnym czasie czlowieka korci, zeby pojsc w swiat i odrobine sobie pogwalcic i popladrowac. Albo kopnac kota.” *

„Czy lubie zwierzeta? Jadam je, wiec widac je lubie, a przynajmniej niektore ich czesci.” **

—–

* J.M. Coetzee, Hanba, tlum. M. Klobukowski, wyd. Znak, Krakow 2009, s. 91-2.

** Tamze, s. 102.

 

„Trawa śpiewa” – Doris Lessing Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 00:03
Tags: , , ,

Trawa-spiewa

„Trawa śpiewa” to debiutancka powieść brytyjskiej laureatki Nagrody Nobla. Choć polski czytelnik ma okazję poznać tę powieść dopiero w tym roku, „Trawa śpiewa” zdobyła międzynarodowe uznanie już w roku 1950, kiedy została opublikowana po raz pierwszy.

Powieść rozpoczyna się tragicznym wydarzeniem – morderstwem Mary Turner. Sprawca, Moses, czarny służący, nie stawia oporu przy aresztowaniu, a śmiercią Mary, oprócz jej męża, nikt nie wydaje się przejmować. Gdy sąsiad Turnerów, Charlie Slatter, zobaczył martwą Mary, ‘jego twarz wykrzywiła nienawiść i pogarda, których należałoby się spodziewać raczej w chwili, gdy stał twarzą w twarz z mordercą. Jego brwi zmarszczyły się, wargi w pełnym złości grymasie odsłoniły na kilka sekund zęby.” [1] Czytając powieść, dowiadujemy się, dlaczego reakcja Slatter’a była taka, a nie inna oraz jaką osobą była Mary i jak doszło do nieszczęsnego finału.

Dzieciństwo Mary nie należało do szczęśliwych, ojciec nadużywał alkoholu, a matka była zgorzkniałą i wiecznie niezadowoloną kobietą, więc kiedy Mary wyprowadziła się z domu do większego miasta i zaczęła pracować, odrodziła się na nowo. Miała wielu przyjaciół, ceniła swoją niezależność „i nigdy, ani przez chwilę, nie bywała samotna, z wyjątkiem nocy i godzin snu.” [2] Pewnego dnia jednak przez przypadek usłyszała swoje koleżanki dziwiące się, że nie wyszła jeszcze za mąż. Stwierdzenie jednej z nich, że „ona [Mary] nie jest taka, to nie ten typ” [3] zdeterminowało jej dalsze losy i prześladowało ją jeszcze wiele lat później. Kiedy więc Dick oświadcza się kobiecie, ta wychodzi za niego i przeprowadza się na farmę.

W gruncie rzeczy w książce nie dzieje się wiele, nie ma żadnych nagłych zwrotów akcji. Doskonale za to jest nakreślony portret psychologiczny Mary i (choć w nieco mniejszym stopniu) jej męża, Dicka. Strona po stronie jesteśmy świadkami rozpadu ich kruchej więzi, widzimy jak początkową uprzejmość zastępuje całkowita obojętność i zgorzknienie. Dom, o który na początku Mary bardzo dbała, po kilku latach budzi odrazę w Charliem: „zasłony były podarte, szyba w oknie zbita i zastąpiona papierem; inna, pęknięta, też nie została wymieniona. Całe wnętrze było nieprawdopodobnie nędzne i zaniedbane” [4] stając się jednocześnie symbolem całkowitego rozpadu małżeństwa Turner’ów i rozpadu równowagi psychicznej Mary.

Powieść ukazuje również życie w Rodezji (obecnie Zimbabwe) w czasach apartheidu. Ślepa nienawiść i pogarda Mary dla czarnych, wśród których jest jedyna życzliwa jej osoba, do końca pozostaje dla mnie niezrozumiała. Brytyjczycy najbardziej obawiali się przyznać, że rdzenni mieszkańcy Rodezji to też ludzie. Istniały specjalne sklepy dla krajowców i Charlie był zszokowany widząc materiał z takiego sklepu w domu Turnerów. Przecież biali nie mogą upaść tak nisko, aby mieć cokolwiek wspólnego z czarnymi! Nagła chęć pomocy Slatter’a nie wynikała z jego sympatii do Dick’a czy Mary, ale ze swego rodzaju solidarności białych – „Charlie walczył o to, by kolejny nieudacznik nie powiększył szeregów białej biedoty, która u szanowanych białych obywateli wywoływała znacznie silniejszy szok (nie wzbudzając litości, a jedynie wzgardę i nienawiść za zdradę standardów życia białego człowieka) niż wszystkie te miliony czarnych stłoczonych w slumsach […]” [5]

Lektura na pewno nie należy do łatwych i przyjemnych. Nie pomoże się zrelaksować po ciężkim dniu, a raczej sprawi, że oprócz własnych problemów będziemy jeszcze przeżywać te z kart powieści. Jest to gorzka i pesymistyczna opowieść, ale jednocześnie doskonałe studium ludzkiej psychiki. „Trawa śpiewa” to powieść, która porusza do głebi i tkwi w czytelniku niczym drzazga, której trudno się pozbyć.

———————-

[1] Doris Lessing, „Trawa śpiewa”, tłum. Joanna Puchalska, wyd. Świat Książki, 2008, s. 18.

[2] Tamże, s. 43.

[3] Tamże, s. 46.

[4] Tamże, s. 201.

[5] Tamże, s. 209.

 

„Kamienie przodków” – Aminatta Forna Maj 23, 2009

kamienie_przodkow

Aminatta Forna była dziennikarką dla telewizji BBC, jej artykuły pojawiały się też w The Economist, The Observer czy The Vanity Fair, Forna pomogła również zbudować szkołę w rodzinnej wiosce Rogbonko w Sierra Leone, a w 2002 roku nakręciła serię filmów dokumentalnych Africa Unmasked. Zainspirowana wydarzeniami przedstawionymi w filmie, uraczyła nas piękną powieścią Kamienie przodków.

Mieszkająca w Londynie Abie dostaje list „z kraju, który – jak się wydawało – zniknął z powierzchni ziemi, cofnął się do wcześniejszego okresu, kiedy na starych mapach zakreślano wielkie, niezapełnione przestrzenie, a kartografowie umieszczali tam ryciny mitycznych stworzeń i niezliczonych bogactw” * z krótką informacją, że plantacja kawy w Rofathane należy do niej. Abie wyjeżdża i spotyka na miejscu swoje cztery ciotki, córki czterech z jedenastu żon dziadka. Kobiety snują opowieści o swoim życiu i Abie poznaje część historii swojej rodziny i ojczystego kraju.

Forna stworzyła bardzo wiarydodne i charakterystyczne postacie. Asana, Mariama, Hawa i Serah opowiadają o rzeczach ważnych (takich jak między innymi: kwestia wierności swojej religii, odwaga przeprowadzenia wyborów, niemożność funkcjonowania w obcym kraju) poprzez pryzmat własnych, codziennych doświadczeń. Dzięki temu czytelnik czuje się niejako częścią rodziny Kholifa, smuci się, raduje i niejednokrotnie wzrusza wraz z głównymi bohaterkami. Nawet pozornie błahe wydarzenia są opowiedziane w tak piękny i sugestywny sposób, że niemal można poczuć palące słońce na skórze czy fakturę i kształt tytułowych kamieni.

„Kamienie przodków” to historia pełna bólu, zawiedzionych nadziei, ogarniętego chaosem kraju. Paradoksalnie jednak, płynie z niej spora dawka optymizmu – cztery ciotki Abie mimo wszystkich niepowodzeń, jakie je spotkały, przetrwały. I wciąż są pełne energii. Asana, Mariama, Hawa i Serah udowodniły, że wola przetrwania i chęć odmienienia własnego losu to najwiękksze siły pchające człowieka do przodu.

——

* Aminatta Forna, „Kamienie przodków”, tłum. Ewa Horodyska, wyd. WAB, 2008, s.13.