Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„The Worlds of Lois Lowry” – Lois Lowry Marzec 7, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:02
Tags: , ,

„The Worlds of Lois Lowry” to zestaw trzech niedługich powieści dla młodzieży osadzonych w nieokreślonej przyszłości, w świecie rządzącym się innymi prawami niż ten, który znamy.

Na trylogię składają się: „The Giver” (jako jedyny wydany w Polsce pt. „Dawca”), „Gathering Blue” i „The Messenger”. Każda z książek przedstawia inną społeczność w dość sugestywny sposób. Pierwszy tom przyprawił mnie o nieprzyjemne dreszcze, kiedy czytałam o świecie, w którym nie ma kolorów i w którym słowa takie jak ‚miłość’ i ‚kochać’ są uważane za tak przestarzałe i nieprecyzyjne, że nikt ich już nie używa. „The Giver” prezentuje wizję społeczeństwa, którego pozbawiono historii, wspomnień, literatury, a wszystko to w imię wyższego dobra – aby ludzie nie znali cierpienia. Przeszłość wraz z całym okrucieństwem wojen i przemocy, ale i wspomnień miłości i ciepła rodzinnego jest znana tylko jednej osobie w społeczności, którą to rolę wkrótce przejmie pewien chłopiec… Tom drugi, „Gathering Blue”, pozornie nie wiąże się w żaden sposób z pierwszym i wydaje się, że jest osadzony w zupełnie innym świecie. Lowry dokonuje ciekawego zabiegu, bo ukazuje świat przyszłości po pewnej katastrofie (wyczuwanej intuicyjnie przez czytelnika), w którym zamiast ogromnego postępu technologicznego nastąpił całkowity regres i ludzie żyją jak przed tysiącami lat. Ostatni tom, „The Messenger”, ukazuje utopijną, jak mogłoby się wydawać, społeczność, do której każdy może dołączyć i gdzie wszyscy sobie pomagają przyczyniając się do ogólnego szczęścia. Jak to jednak bywa z utopiami, nie są one możliwe na dłuższą metę…

Trylogię Lowry czyta się bardzo dobrze, akcja książek wciąga. Niestety, nie na długie godziny. Żaden z tomów nie był chyba dłuższy niż 200 stron, ale historie przedstawione w powieściach sprytnie się przenikały i uzupełniały tworząc zgrabną całość. Przedstawienie trzech różnych wizji życia w postapokaliptycznej przyszłości było miłą odmianą po kilku lekturach skupiających się na owej wizji tylko z punktu widzenia postępu technologiczngo. Książki pozostawiają jednak pewien niedosyt i kilka nieścisłości w fabule, ale myślę, że nastoletni czytelnik będzie nimi zachwycony. Starszemu po prostu się spodobają.

.

 

„Dom skorpiona” – Nancy Farmer Styczeń 23, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 13:25
Tags: ,

Czy ktoś jeszcze pamięta owcę Dolly, pierwsze na świecie zwierzę sklonowane przez naukowców? W 1996 roku grupa pracowników szkockiego Instytutu Roslin powołała Dolly na świat. Obecnie zwierzę stanowi wypchany eksponat w Royal Museum of Scotland. Od tamtej pory klonowanie stało się jednym z najbardziej kontrowersyjnych odkryć nauki.

A gdyby tak sklonować człowieka? A gdyby tak być klonem? Jak wyglądałby świat, w którym moglibyśmy tworzyć swoje kopie? Jak klon postrzegałby taki świat? Takie pytania i wiele innych stawia Nancy Farmer w swojej antyutopijnej powieści  „Dom Skorpiona”. Książka jest wprawdzie przeznaczona dla młodszych czytelników, ale to już kolejny przykład (pierwszy tu) na to, że literatura dla młodzieży niekoniecznie wiąże się z banalnymi problemami. Wręcz przeciwnie, ma zdolność poruszania istotniejszych problemów niż niejedna książka dla dorosłych.

Pas lądu między Stanami Zjednoczonymi, a dawnym Meksykiem (obecnie Aztlán) to Opium – miejsce stworzone przez Matteo Alacrána, zwanego El Patrón. El Patrón. Przy uprawie opium pracują nielegalni emigranci próbujący przedostać się z  Aztlánu do Stanów i na odwrót. Zgodnie z umowami międzynarodowymi, El  Patrón wszczepia schwytanym emigrantom chipy, na skutek czego ludzie stają się bezmyślnymi maszynami, tzw. eejits. Pracują, dopóki nie usłyszą, że mogą przestać. Jeśli ktoś nie poleci im napić się wody, umierają z pragnienia. Na posiadłość Alacránów trafia Matt, pozornie zwykły chłopiec. Kiedy jednak okazuje się, że jest on klonem, staje się obiektem drwin i upokorzeń. Nikt nawet nie chce znajdować się w jego pobliżu, jest traktowany gorzej niż jakiekolwiek inne stworzenie w Opium. Matt jednak nie jest zwykłym klonem, a kopią samego El Patrón. Dzięki temu jego status na posiadłości Alacránów nieco się zmienia, ale wcale nie znaczy to, że chłopiec jest tam bezpieczny. Wkrótce okazuje się, do czego tak naprawdę ok. 140-letni El Patrón potrzebuje swoich klonów.

„Dom Skorpiona” trudno odłożyć choć na chwilę. Wydarzenia niesamowicie wciągają, a bohaterowie są bardzo wyraziści. Przemiana Matta, od początkowej miłości do El Patrón, przez niedowierzanie w jego okrucieństwo, aż po uświadomienie sobie konieczności zmian w Opium, ukazana została bardzo naturalnie i wiarygodnie. Wizja świata ukazana przez Farmer przyprawia o ciarki na plecach i każe zastanowić się nad odpowiedzialnością człowieka nad jego eksperymentami i odkryciami. Ciekawie została ukazana też rola wielkich korporacji w tworzeniu polityki. Zarówno Aztlán jak i Stany Zjednoczone godzą się na sytuację w Opium, bo zwalnia to ich z radzenia sobie z problemem emigrantów.

 

„The Sky Inside” – Clare B. Dunkle Grudzień 8, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 16:18
Tags: ,

Czytałam sztandarowe dystopie, takie jak „1984” Orwell’a czy „Nowy wspaniały świat” Huxley’a. Sugestywne wizje społeczeństwa przyszłości dość silnie oddziaływały na moją wyobraźnię. Nie inaczej było z „The Sky Inside”, choć spodziewałam się mniejszej siły rażenia, biorąc pod uwagę fakt, że jest to książka przeznaczona dla młodszych czytelników.

Głównym bohaterem powieści jest Martin, żyjący z rodziną na przedmieściach, które ze względu na rzekome trujące gazy zostały przykryte kopułą. Mieszkańcy HM1 nigdy nie widzieli nieba, chmur gnanych wiatrem, nie czuli promieni słonecznych na własnej skórze. Ptaki są dla nich niewyobrażalnym pomysłem. Dzieci są modyfikowane genetycznie i powstają na linii produkcyjnej; małżeństwa po wypełnieniu odpowiednich formularzy mogą się ubiegać o nowego członka rodziny. Nie znaczy to jednak, że młodzi mieszkańcy nie mają własnego zdania. Wszczepione geny zaopatrzyły ich w pewien charakterystyczny zestaw cech, który łatwo może obrócić się przeciwko ich pomysłodawcom.

Na czele świata ukazanyego przez Dunkle stoi prezydent sprawujący „demokratyczne” rządy. Prezydent jest tak wspaniały, że nie trzeba przez wiele lat wybierać nowego. Każdego ranka obywatele korzystają z prawa do wyboru i decydują o wszelakich sprawach, np. jakiego koloru powinny być zasłony. Nie trzeba chyba dodawać, że nieobecność przy głosowaniu jest wysoce niewskazana. Innym zadaniem mieszkańców HM1 jest wspieranie gospodarki i stymulowanie ciągłego wzrostu gospodarczego. A jak dokonać tego inaczej, jeśli nie przez zakupy? Mieszkańcy przedmieść, oddający się zakupom i oglądaniu telewizji. Amerykański sen w bardzo krzywym zwierciadle, a jednocześnie bardzo niepokojąca wizja.

Ciekawym elementem jest też obraz szkoły, w której od uczniów absolutnie nie wymaga się  samodzielnego myślenia, a od nauczycieli – jakiejkolwiek inicjatywy. Nauczyciele odczytują lektury z ekranu komputera lub wyznaczają czas na zrobienie konkretnych ćwiczeń. Nic nie pobudza naturalnej ciekawości dzieci, a jeśli chcą się one czegoś dowiedzieć, najlepiej jest nie pytać, a nadstawiać uszu w ukryciu i nadziei, że ktoś przez przypadek powie coś istotnego. Czy to naprawdę fatalistyczna wizja przyszłości?

Zwykło się mówić, że Orwell’a już mieliśmy, a Huxley dopiero przed nami. Po lekturze „The Sky Inside” skłonna jestem stwierdzić, że to raczej wizja konsumpcjonistycznego społeczeństwa stworzona przez Dunkle wydaje się bardziej prawdopodobna. Jedna z najlepszych książek dla młodzieży, jaką czytałam. Fragment można przeczytać tutaj.

 

„Władca much” – William Golding Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:20
Tags: , ,

władca much

Dziecko i dzieciństwo to powszechnie rozpoznawany symbol niewinności, czystości. Dziewicza, nieskażona cywilizacją i niezamieszkana przez nikogo wyspa przywodzi na myśl raj (vide arturiański Avalon czy „Utopia” Thomasa More’a). William Golding we „Władcy much” wywrócił jednak te symbole do góry nogami i powstało niezwykłe, zapadające w pamięć dzieło.

Grupa brytyjskich chłopców zostaje ewakuowana z powodu zagrożenia wybuchem bomby atomowej, ale samolot się rozbija i dzieci trafiają na bezludną wyspę. Są zdane tylko na siebie i tworzą mini-państwo – wybierają przywódcę, dzielą się obowiązkami. Szybko jednak okazuje się, że coś, co mogłoby się wydawać świetną zabawą w rozbitków, zmienia się w koszmar. „Władcę much” przez pierwszych kilka rozdziałów czyta się jak powieść przygodową, ale niedługo po rozpoczęciu lektury wraz z każdą obróconą stroną rośnie napięcie, a czytelnik w niemym przerażeniu nie może oderwać się od lektury, by po przeczytaniu ostatniego zdania gorzko zaśmiać się nad ironicznym zakończeniem – chłopcy zostali zauważeni, bo spalili pół wyspy w polowaniu na swojego kolegę, a ratuje ich nikt inny jak oficer marynarki, który dziwi się, że brytyjscy chłopcy nie spisali się lepiej, a sam przed chwilą pewnie „zabawiał się” nie gorzej niż oni.

Golding pokazuje, że zło jest nieodłączną częścią natury człowieka. Cywilizacja pomaga człowiekowi ograniczyć jego pierwotne instynkty, ale z dala od niej przestajemy kontrolować samych siebie (pisał o tym również Conrad w „Jądrze ciemności”). Można się z tymi poglądami nie zgadzać, ale nie sposób przejść wobec nich obojętnie.

Dziecko i dzieciństwo to powszechnie rozpoznawany symbol niewinności, czystości. Dziewicza, nieskażona cywilizacją i niezamieszkana przez nikogo wyspa przywodzi na myśl raj (vide arturiański Avalon czy „Utopia” Thomasa More’a). William Golding we „Władcy much” wywrócił jednak te symbole do góry nogami i powstało niezwykłe, zapadające w pamięć dzieło.

Grupa brytyjskich chłopców zostaje ewakuowana z powodu zagrożenia wybuchem bomby atomowej, ale samolot się rozbija i dzieci trafiają na bezludną wyspę. Są zdane tylko na siebie i tworzą mini-państwo – wybierają przywódcę, dzielą się obowiązkami. Szybko jednak okazuje się, że coś, co mogłoby się wydawać świetną zabawą w rozbitków, zmienia się w koszmar. „Władcę much” przez pierwszych kilka rozdziałów czyta się jak powieść przygodową, ale niedługo po rozpoczęciu lektury wraz z każdą obróconą stroną rośnie napięcie, a czytelnik w niemym przerażeniu nie może oderwać się od lektury, by po przeczytaniu ostatniego zdania gorzko zaśmiać się nad ironicznym zakończeniem – chłopcy zostali zauważeni, bo spalili pół wyspy w polowaniu na swojego kolegę, a ratuje ich nikt inny jak oficer marynarki, który dziwi się, że brytyjscy chłopcy nie spisali się lepiej, a sam przed chwilą pewnie „zabawiał się” nie gorzej niż oni.

Golding pokazuje, że zło jest nieodłączną częścią natury człowieka. Cywilizacja pomaga człowiekowi ograniczyć jego pierwotne instynkty, ale z dala od niej przestajemy kontrolować samych siebie (pisał o tym również Conrad w „Jądrze ciemności”). Można się z tymi poglądami nie zgadzać, ale nie sposób przejść wobec nich obojętnie.

 

„Nowy wspaniały świat” – Aldous Huxley Maj 23, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 21:49
Tags: ,

Nowy-wspanialy-swiat_Aldous-Huxley,images_big,17,83-7319-796-6

Wyobraźmy sobie świat, w którym każdy wykonuje pracę, do jakiej został stworzony. Świat, w którym wszyscy (lub prawie wszyscy) są szczęśliwi, w którym wszelkie przyjemności zostają od razu zaspokajane. Świat, w którym ludzie w wieku 60 lat wyglądaja wciąż na 30. Pozornie brzmi pięknie, ale właśnie w tym świecie dzieci się nie rodzą, dzieci zostają wybutlowane. Butlacja dzieci to nic innego jak wielki, sprawny system masowej produkcji. To świat, w którym stajesz się Alfą, Betą, Gammą, Deltą lub Epsilonem nie mając na to żadnego wpływu i nie aspirując do niczego wyższego. Świat bez filozofii, literatury, sztuki. Świat ogarnięty seksem bez zobowiązań, tanią rozrywką i narkotykiem somą, zażywanym w chwili najmniejszego spadku nastroju. To „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya.

Jako antyutopia trochę przeraża i prowadzi do konkluzji, że żyjemy w podobnym świecie. Czy wszechobecny kult młodości, pięknej smukłej sylwetki i nierzadko słyszane negatywne komentarze na plaży na widok starszej pani w stroju kąpielowym tak bardzo różnią się od reakcji Leniny na widok Lindy: „Wzdrygnęła się […]. Taka tłusta. I ta twarz, zmięta, pomarszczona. Te obwisłe policzki w czarne plamy. Żyłki na nosie, przekrwione oczy […]. A pod brązową, workowatą tuniką te ogromne piersi, wydęty brzuch, biodra.” * Czy obce współczesnemu społeczeństwu jest natychmiastowe zaspokajanie swoich seksualnych pragnień, z kimkolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek? Czy sami nie spotkaliśmy ludzi bez wyższych aspiracji, dla których pełnią szczęścia jest nowy telewizor?

Nasz świat jest w pewnych aspektach podobny do tego z powieści. Jednak istnieje pewna zasadnicza różnica – my mamy WYBÓR. Możemy dążyć do czegoś wielkiego, możemy zmieniać swoje życie, zachwycać się sztuką i iść na romantyczny spacer we dwoje.

Tak, czytając książkę jako antyutopię możemy się wystraszyć, czy do tego właśnie zmierzamy, by potem jednak stwierdzić, że może jednak nie jest aż tak źle.

Jako powieść „Nowy wspaniały świat” już mnie tak nie zachwyca. Cóż, książka należy do klasyki, niesie za sobą przesłanie i chociaż dlatego warto ją przeczytać, ale jakoś trudno polubić jakiegokolwiek bohatera, nawet Dzikusa. Bernard, dość ciekawa postać, nie została, moim zdaniem, do końca rozbudowana, pogłębiona psychologicznie. Miłość Dzikusa do Leniny pozostaje dla mnie zagadką do dziś. Nagłe spotkanie z Mustafą Mondem i jego wynurzenia przesycone filozofią jakoś dziwnie odstają od reszty książki. W kilkunastu rozdziałach wydarzenia są raczej sucho relacjonowane, a tu niespodziewanie natykam się na ideologiczne rozważania i zaledwie na kilku stronach poznaję naturę systemu rządzącego i historię poprzedzającą jego powstanie.

Jakiegoś podsumowującego akapitu nie będzie, jako, że to nie recenzja, a raczej swodobne wrażenia po lekturze, którą chyba jest dość znana, toteż pozwolę sobie na bezpośrednie pytanie: jakie były wasze wrażenia z „Nowego wspaniałego świata”? Zastanawiam się, czy po prostu nie czepiam się za bardzo, ale czegoś mi tu brakowało.

* Aldous Huxley, „Nowy wspaniały świat”, tłum.Bogdan Baran, wyd. Muza, 2008, s. 113.