Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„W drodze” – Jack Kerouac Maj 23, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 20:43
Tags: ,

ontheroad

„Rozgoryczenie, wzajemnie obwinianie się, rady, moralność, smutek – wszystko to było za nim, a przed nim – obdarta i ekstatyczna radość samego istnienia.” *

„W drodze”, powieść Jacka Kerouaca, opisująca siedmioletnie przenoszenie się z jednego końca Stanów na drugi, napisana w trzy tygodnie w pisarskim transie, którego nieprzerywalność miały zapewnić narkotyki, na kilkudziesięciometrowej rolce papieru posklejanej taśmą (żeby autor nie wybił się z toku pisania podczas zmiany kartek w maszynie do pisania) nie tylko stała się sztandarowym dziełem bitników, ale w pewien sposób odmieniła moje życie. Może to nieco górnolotne, naiwne, a może trochę ryzykowne stwierdzenie, ale trudno, tak właśnie czuję.

Trudno mówić o fabule powieści – bohaterowie podróżują po kraju, zatrzymują się u znajomych, najmują się do różnych prac, by po jakimś czasie ponownie ruszyć w drogę, zawierają przypadkowe znajomości, uprawiają seks, piją i palą – nie ona jest najważniejsza. I choć jedni mogą uznać takie życie za niepoważne, niedojrzałe i nieodpowiedzialne, mnie ono w pewnym stopniu urzekło. I nawet nie sam fakt, że ten swobodny tryb życia wyrósł z buntu przeciwko hipokryzji konformistycznego społeczeństwa Ameryki lat 50-tych i jego zakłamania najbardziej do mnie przemawia, ale właśnie owa „ekstatyczna radość samego istnienia” widoczna na kartach powieści i podejście do ludzi głównego bohatera:

„[…] jedynymi ludźmi są dla mnie ci szaleni, ogarnięci szaleństwem życia, szaleństwem rozmowy, szaloną chęcią wybawienia, pragnący wszystkiego naraz w tym samym czasie, którzy nigdy nie ziewają, nie wypowiadają oklepanych frazesów, ale płoną, płoną, płoną […]” **

“[…] the only people for me are the mad ones, the ones who are mad to live, mad to talk, mad to be saved, desirous of everything at the same time, the ones who never yawn or say a commonplace thing, but burn, burn burn […]”**

Dzięki tym szaleńcom życie nabiera innego smaku, staje się przygodą. Bo ile można wytrzymać z wiecznie niezadowolonym, narzekającym na wszystko znudzonym i pozbawionym jakiejkolwiek chęci życia malkontentem? I choć na razie nie planuję wyruszyć w drogę ani buntować się przed czymkolwiek, to jak najbardziej chcę czuć dziką radość życia i dzielić ją z innymi ogarniętymi szałem życia ludźmi. Gorąco polecam. Najlepiej w oryginale, niestety, nie wierzę, aby nawet genialny tłumacz był w stanie oddać niesamowitą atmosferę tej książki.

—–

* Jack Kerouac, „On the Road”, Penguin Books 2000, s. 178 (tłum. L.).

** Tamże, s. 7.

„Rozgoryczenie, wzajemnie obwinianie się, rady, moralność, smutek – wszystko to było za nim, a przed nim – obdarta i ekstatyczna radość samego istnienia.” *

„W drodze”, powieść Jacka Kerouaca, opisująca siedmioletnie przenoszenie się z jednego końca Stanów na drugi, napisana w trzy tygodnie w pisarskim transie, którego nieprzerywalność miały zapewnić narkotyki, na kilkudziesięciometrowej rolce papieru posklejanej taśmą (żeby autor nie wybił się z toku pisania podczas zmiany kartek w maszynie do pisania) nie tylko stała się sztandarowym dziełem bitników, ale w pewien sposób odmieniła moje życie. Może to nieco górnolotne, naiwne, a może trochę ryzykowne stwierdzenie, ale trudno, tak właśnie czuję.

Trudno mówić o fabule powieści – bohaterowie podróżują po kraju, zatrzymują się u znajomych, najmują się do różnych prac, by po jakimś czasie ponownie ruszyć w drogę, zawierają przypadkowe znajomości, uprawiają seks, piją i palą – nie ona jest najważniejsza. I choć jedni mogą uznać takie życie za niepoważne, niedojrzałe i nieodpowiedzialne, mnie ono w pewnym stopniu urzekło. I nawet nie sam fakt, że ten swobodny tryb życia wyrósł z buntu przeciwko hipokryzji konformistycznego społeczeństwa Ameryki lat 50-tych i jego zakłamania najbardziej do mnie przemawia, ale właśnie owa „ekstatyczna radość samego istnienia” widoczna na kartach powieści i podejście do ludzi głównego bohatera:

„[…] jedynymi ludźmi są dla mnie ci szaleni, ogarnięci szaleństwem życia, szaleństwem rozmowy, szaloną chęcią wybawienia, pragnący wszystkiego naraz w tym samym czasie, którzy nigdy nie ziewają, nie wypowiadają oklepanych frazesów, ale płoną, płoną, płoną […]” **

“[…] the only people for me are the mad ones, the ones who are mad to live, mad to talk, mad to be saved, desirous of everything at the same time, the ones who never yawn or say a commonplace thing, but burn, burn burn […]”**

Dzięki tym szaleńcom życie nabiera innego smaku, staje się przygodą. Bo ile można wytrzymać z wiecznie niezadowolonym, narzekającym na wszystko znudzonym i pozbawionym jakiejkolwiek chęci życia malkontentem? I choć na razie nie planuję wyruszyć w drogę ani buntować się przed czymkolwiek, to jak najbardziej chcę czuć dziką radość życia i dzielić ją z innymi ogarniętymi szałem życia ludźmi. Gorąco polecam. Najlepiej w oryginale, niestety, nie wierzę, aby nawet genialny tłumacz był w stanie oddać niesamowitą atmosferę tej książki.

—–

* Jack Kerouac, „On the Road”, Penguin Books 2000, s. 178 (tłum. L.).

** Tamże, s. 7.