Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„The Secret Scripture” – Sebastian Barry Grudzień 20, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 18:47
Tags:

W szpitalach psychiatrycznych, w obłędzie, istnieje coś osobliwego, co fascynuje pisarzy i nie mniej intryguje czytelników. Stary, przeznaczony do rozbiórki szpital dla obłąkanych z pacjentami, którzy spędzili w nim większość życia i pamiętają jeszcze drugą wojnę światową, szpital z mroczną historią nadużyć, stojący gdzieś na rubieżach Irlandii, przeznaczony do rozbiórki mógłby się wydawać idealnym miejscem akcji dla powieści grozy. Sebastian Barry wychodzi jednak poza stereotypowe skojarzenia z tego typu miejscami, a efektem tego jest niezwykła, porywająca proza.

Roseanne McNulty jest najstarszą rezydentką szpitala w Roscommon, a być może nawet i najstarszą osobą w Irlandii. Powody skierowania jej do placówki są niejasne, dokumentacja gdzieś zagubiła się w zawierusze historii, a konieczne jest reewaluacja stanu pacjentki. Roseanne jednak niechętnie rozmawia z doktorem Grenem o sobie, swoją historię spisuje w ukryciu. Jej wspomnienia stanowią stanowią jeden z dwóch typów narracji w „The Secret Scripture”; dzieje życia kobiety przeplatają się z notatkami lekarza i tym, czego dowiedział się on o pacjentce z innych źródeł. Historie przenikają się, wydarzenia w dziwny sposób wykluczają się nawzajem lub widziane oczyma różnych ludzi, ukazują więcej niż jedną prawdę. Któremu narratorowi możemy ufać? Lekarzowi, który posiada jedynie strzępy zdarzeń, znane z relacji niekoniecznie przychylnych Roseanne świadków; lekarzowi, który sam boryka się z własnymi problemami? Roseanne, która już nawet nie pamięta, kiedy trafiła do szpitala, która sama przyznaje, że to, co pamięta, wcale może nie być realnym, a tylko takim jej się wydawać? Swoją drogą, stawia to czytelnika przed pewnymi pytaniami, każe zastanowić się nad tym, w jakim stopniu nasza pamięć zachowuje pewne wspomnienia, inne przekształca w takie, z którymi łatwiej sobie poradzić, a jeszcze inne zupełnie wypiera. A jeśli pamięć dokonuje takich kuglarskich sztuczek, to jak możemy być pewni, co jest prawdą, a co nie?

Barry pisze pięknym, miejscami nawet poetyckim językiem. Słowa Roseanne wydają się być delikatne i kruche, pełnego godności piękna i niezwykle nasycone emocjami.

„It was in the next street in a derelict cottage […] that he hanged himself.

Oh, oh, oh, oh, oh, oh, oh, oh, oh.

Do you know the grief of it? I hope not. The grief that does not age, that does not go away with time, like most griefs and human matters. That is the grief that is always there, swinging a little in a derelict house, my father, my father.

I cry out for him.” *

Miłość do ojca i tęsknota za nim w pewien sposób zdeterminowała wybory Roseanne, które, choć z zewnątrz wydawały się nieistotnymi epizodami, doprowadziły do zgubnego finału. Może gdyby Roseanne żyła w innych czasach, w innym kraju, jej życie potoczyłoby się inaczej. Irlandia jest jednak pełnowartościowym bohaterem powieści i jej tragiczne dzieje wpłynęły na losy kobiety. Barry’emu udało się pokazać, jak walka o władzę, niepokoje społeczne i uprzedzenia wpływają na zwykłych, szarych ludzi, którzy okazują się być tylko marionetkami w rękach historii. Ciekawe, ilu ludzi dzieli podobny do Roseanne życiorys, ilu doświadczyło w życiu tak wielkiej niesprawiedliwości i cierpienia. Ilu z nich odeszło w zapomnienie. Autor przyznał, że do napisania „The Secret Scripture” zainspirowała go rodzinna historia o dalekiej ciotce, która również została umieszczona w zakładzie dla psychicznie chorych za jakieś przewinienie źle widziane w oczach rosnącego w siłę w Irlandii Kościoła katolickiego. ** Podczas lektury przypomniał mi się film „Siostry magdalenki” i zaczęłam się zastanawiać, co jest w nas, kobietach, w naszej seksualności takiego strasznego, że instytucje kościelne podejmują tak drastyczne kroki, aby pozbyć się wyimaginowanego zagrożenia. I gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Jak to możliwe, żeby ktokolwiek posiadał władzę do uwięzienia niewinnej osoby?

„The Secret Scripture” to lektura poruszająca do głębi. Losy Roseanne wzruszają, a jej postawa ciepłej osoby, pogodzonej ze swoim losem i nie obwiniającej nikogo, może budzić podziw lub zdziwienie, ale na pewno nie pozostawi czytelnika obojętnym. Napisana pięknym językiem historia na tle burzliwych przemian w Irlandii nie pozwala odłożyć książki na półkę. Ja sama czytałam do 2 w nocy i nie mogę przestać myśleć o pięknej kobiecie, której odebrano wszystko, co kochała, a która, mimo tego, nie pogrążyła się w rozpaczy i postanowiła mierzyć wartość swego życia kilkoma dobrymi chwilami, a nie latami nieszczęść. I zwyciężyła.

—–

*Sebastian Barry, The Secret Scripture, Faber and Faber, Londyn 2008, s.86.

** http://www.guardian.co.uk/books/2008/apr/27/fiction.culture

—–

Na marginesie:

Nie mogę w to uwierzyć, po prostu nie mogę, że Booker powędrował do Adigi, a nie do Barry’ego. „Biały tygrys” podobał mi się, ale „The Secret Scripture” to zupenie inna liga. Podczas gdy książka Adigi po prostu się podoba, powieść Adigi wręcz zachwyca i zniewala. Ale może nie powinnam się dziwić, żyjemy przecież w czasach, w których przyznaje się Nobla za dobre chęci.

Reklamy