Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Nigdziebądź” – Neil Gaiman Wrzesień 21, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 20:35
Tags:

„Work. Home. The pub. Meeting girls. Living in the city. Life. Is that all there is?”

Średnio zaradny i mało asertywny safanduła Richard Mayhew przekonuje się na własnej skórze, że praca, dom, knajpy i dziewczyny to nie wszystko. Kiedy postanawia pomóc leżącej na chodniku dziewczynie, otwiera się dla niego zupełnie inny świat. Richard wstępuje do Londynu Pod (London Below) i tam nadal pomaga owej dziewczynie o nietypowym imieniu Drzwi, tym razem w odnalezieniu morderców jej rodziny. Towarzyszy im ekscentryczny Markiz de Carabas, z którego ust ironia ani sardoniczny humor nie schodzą ani na sekundę oraz tajemnicza Łowczyni. Bohaterowie wyruszają na typową dla literatury fantastycznej wędrówkę, w której nie tylko pokonują trudności fizyczne, ale też przekraczają samych siebie i własne słabości. Najwyraźniej widać to na przykładzie Richarda, choć mnie nieco irytowało jego ciągłe niedowierzanie.

„Nigdziebądź” to dodatkowy smaczek dla bywalców Londynu i fanów przejażdżek metrem. I tak np. stacja Earl’s Court jest dosłownie dworem hrabiego, a przebycie Knightsbridge to ponura wędrówka przez złowrogi most najeżony niebezpieczeństwami. Wraz z bohaterami powieści podróżujemy również po zamkniętych stacjach, na których czas się zatrzymał i wciąż wiszą tam plakaty z lat 30-tych. Muszę przyznać, że bardzo sugestywnie oddziałowuje to na wyobraźnię.

Książkę czytało się świetnie i to na pewno dopiero początek mojej przygody z Gaimanem.

Reklamy
 

„Mythago Wood” – Robert Holdstock Kwiecień 22, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 10:59
Tags: ,

„Mythago Wood”, powieść w Polsce znana jako „Las ożywionego mitu”, (co w moim przekonaniu nie jest zbyt trafnym tytułem) stanowi pierwszy z pięciu tomów cyklu Mythago. Oczywiście, na polski zostały przetłumaczone zaledwie dwie powieści.

Akcja rozgrywa się w Anglii, krótko po zakończeniu II wojny światowej. Mimo złych wspomnień i negatywnych wspomnień związanych z ogarniętym szaleństwem ojcem, pod wpływem entuzjastycznego listu od brata, Steven wraca do rodzinnego domu. Ku swemu zaskoczeniu odkrywa jednak, że Christian stopniowo pogrąża się w tej samej obsesji, która wcześniej zniszczyła ich ojca, który to chciał dogłębnie zbadać pobliski las Ryhope. Senior sporządzał szczegółowe mapy, prowadził dziennik, znikał z domu na kilkutygodniowe ekspedycje badawcze. Mamy więc szaleństwo, rodzinną tajemnicę, dziennik z powyrywanymi kartkami, stare listy. Atmosferę dodatkowo zagęszcza zaniedbany dom stojący z dala od innych, w bezpośrednim sąsiedztwie złowrogiego lasu. Wszystkie te elementy stanowią doskonały przepis na powieść grozy, a Holdstock doskonale je wykorzystuje tworząc jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Jednak pod złowieszczym nastrojem kryje się znacznie więcej niż na pierwszy rzut oka można by przypuszczać. Nie bez powodu wszak „Mythago Wood” zostało nagrodzone World Fantasy Award.

Ryhope to tak naprawdę prastara puszcza, którą zamieszkują mythagos (jeśli się nie mylę, w polskim tłumaczeniu określane jako mitotwory). Mythago, czyli myth imago, to wyobrażenie mitycznej postaci, które przybiera realną formę. Mythago to dość płynny, zmieniający się w zależności od czasów, obraz tworzony przez naszą kolektywną nieświadomość. W ten sposób w lesie Ryhope można spotkać króla Artura czy Robin Hooda. Holdstock za pomocą jungowskich teorii wprowadza czytelnika w mroczny i złowieszczy świat podświadomości, zaprasza w podróż przez kolektywną pamięć ludzkości a także w podróż w głąb ludzkiej psychiki.

„Mythago Wood” to książka niezwykle bogata i wielopłaszczyznowa, a do tego wciąga od pierwszej strony i naprawdę trudno się od niej oderwać. Trudno oddać jej atmosferę, ale jeśli szukacie klimatycznej powieści do poczytania w ponure wieczory, za którą jednak kryje się coś więcej niż tylko kilka chwil grozy, to gorąco polecam. Dla mnie to poważny kandydat do książki roku.

 

„The Worlds of Lois Lowry” – Lois Lowry Marzec 7, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:02
Tags: , ,

„The Worlds of Lois Lowry” to zestaw trzech niedługich powieści dla młodzieży osadzonych w nieokreślonej przyszłości, w świecie rządzącym się innymi prawami niż ten, który znamy.

Na trylogię składają się: „The Giver” (jako jedyny wydany w Polsce pt. „Dawca”), „Gathering Blue” i „The Messenger”. Każda z książek przedstawia inną społeczność w dość sugestywny sposób. Pierwszy tom przyprawił mnie o nieprzyjemne dreszcze, kiedy czytałam o świecie, w którym nie ma kolorów i w którym słowa takie jak ‚miłość’ i ‚kochać’ są uważane za tak przestarzałe i nieprecyzyjne, że nikt ich już nie używa. „The Giver” prezentuje wizję społeczeństwa, którego pozbawiono historii, wspomnień, literatury, a wszystko to w imię wyższego dobra – aby ludzie nie znali cierpienia. Przeszłość wraz z całym okrucieństwem wojen i przemocy, ale i wspomnień miłości i ciepła rodzinnego jest znana tylko jednej osobie w społeczności, którą to rolę wkrótce przejmie pewien chłopiec… Tom drugi, „Gathering Blue”, pozornie nie wiąże się w żaden sposób z pierwszym i wydaje się, że jest osadzony w zupełnie innym świecie. Lowry dokonuje ciekawego zabiegu, bo ukazuje świat przyszłości po pewnej katastrofie (wyczuwanej intuicyjnie przez czytelnika), w którym zamiast ogromnego postępu technologicznego nastąpił całkowity regres i ludzie żyją jak przed tysiącami lat. Ostatni tom, „The Messenger”, ukazuje utopijną, jak mogłoby się wydawać, społeczność, do której każdy może dołączyć i gdzie wszyscy sobie pomagają przyczyniając się do ogólnego szczęścia. Jak to jednak bywa z utopiami, nie są one możliwe na dłuższą metę…

Trylogię Lowry czyta się bardzo dobrze, akcja książek wciąga. Niestety, nie na długie godziny. Żaden z tomów nie był chyba dłuższy niż 200 stron, ale historie przedstawione w powieściach sprytnie się przenikały i uzupełniały tworząc zgrabną całość. Przedstawienie trzech różnych wizji życia w postapokaliptycznej przyszłości było miłą odmianą po kilku lekturach skupiających się na owej wizji tylko z punktu widzenia postępu technologiczngo. Książki pozostawiają jednak pewien niedosyt i kilka nieścisłości w fabule, ale myślę, że nastoletni czytelnik będzie nimi zachwycony. Starszemu po prostu się spodobają.

.

 

„The Water of Possibility” – Hiromi Goto Styczeń 9, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:29
Tags: ,

Ostatnimi czasy, w związku ze studiami, zdarzyło mi się czytać dość sporo literatury młodzieżowej.  W większości przypadków nie odczuwałam nawet, że nie jestem docelową grupą czytelniczą danej lektury. Książki były mądre, ciekawe i wciągały niemal od pierwszej strony. Trochę inaczej ma się sprawa z “The Water of Possibility” autorstwa Kanadyjki japońskiego pochodzenia, Hiromi Goto.

Podczas lektury czułam, że niestety jestem już za stara na takie historie. Wydaje mi się, że “The Water of Possibility” to książka dla dzieci poniżej 12 roku życia. Zwierzęce postaci z japońskiego folkloru mówiące ludzkim głosem to zdecydowanie element kojarzący mi się z bajkami czytanymi dzieciom na dobranoc.

Główna bohaterka powieści, Sayuri, po przeprowadzce na wieś znajduje w piwnicy przejście do innego świata, w którym gubi się jej brat. To właśnie tam dziewczynka dojrzewa, uczy się samodzielności i radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

” ‘Kimi’ – pomyślała, przyciskając ręce do klatki piersiowej. ‘Kimi! Nie mogę tego dłużej znieść.’ Sayuri trzęsła się, rozpaczliwie próbując zdusić łkanie, bo wiedziała, że gdyby zaczęła płakać, nie mogłaby przestać. […] Przełknęła ślinę. Pokręciła głową. Żadnego płakania. Musiała znaleźć tykwę. Wrócić do Echo. Znaleźć wodę. Znaleźć drogę powrotną. To były rzeczy, które musiała zrobić.” *

Z egoistycznej i skupionej na sobie dziewczynki, Sayuri zmienia się w małą bohaterkę – odważną i dbającą o przyjaciół. Autorce bardzo dobrze i wiarygodnie udało się ukazać ową przemianę. Gdybym miała dziecko i czytała mu po angielsku, “The Water of Possibility” świetnie nadawałoby się do tego celu. Dla własnej przyjemności wolę jednak nieco inne lektury.

——

* Hiromi Goto, The Water of Possibility, Coteau Books, Niagara Falls 2002, tłum. L.

 

„Kaitangata Twitch” – Margaret Mahy Listopad 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 21:28
Tags: ,

Pamiętam, że jako dojrzewający podlotek bardzo interesowałam się interpretacją snów. Jeden z moich znajomych miał wielki sennik w skórzanej oprawie, z którego często korzystaliśmy. Czasami, nie mogąc się z nim spotkać, dzwoniłam, aby odczytał znaczenie danego snu. Z wiekim zainteresowanie tym tematem gdzieś umknęło, a teraz rzadko pamiętam, co mi się śniło.

Takiego problemu nie ma Meredith, główna bohaterka niewielkiej powieści nowozelandzkiej autorki, Margaret Mahy, pt. „Kaitangata Twitch”. Meredith doskonale pamięta swoje sny, a żeby tego było mało, często budzi się w miejsach innych niż swoje łóżko na skutek lunatykowania. Jej sny są nieodłącznie związane z wyspą, na której bohaterka mieszka wraz ze swoją rodziną oraz zagrożeniem, które spływa na piękną, dziką przyrodę za sprawą żądnego pieniędzy przedsiębiorcy. Kaitangata jest spowita aurą tajemniczości i obecnością dawnych, maoryskich mieszkańców. Zagadkowe zniknięcie dziewczynki sprzed ponad 50 lat dodatkowo buduje grozę.

Powieść skierowana do młodych czytelników niewątpliwie jest wartościową pozycją. Styl Mahy nie razi zbytnią prostotą, jak to czasami zdarza się autorom książek skierowanych do młodszych nastolatków, a istotne sprawy, jak ekologia i konieczność zachowania naturalnego środowiska, podane są w atrakcyjnej formie otoczonego aurą niesamowitości thrillera. Dzięki temu niejednemu młodemu czytelnikowi mogą się otworzyć oczy na pewne rzeczy. Szkoda tylko, że w Polsce nie planuje się wydania tej książki.

 

„Nocny patrol” – Sergiej Łukjanienko Listopad 10, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 16:07
Tags:

nocny patrolNa fali ostatniego czytania literatury fantasy, postanowiłam iść za ciosem i w końcu przeczytać książkę, którą od dawna chciałam poznać. Mowa o „Nocnym patrolu” rosyjskiego autora, Sergieja Łukjanienki.

Pozornie, Łukjanienko nie mówi o niczym nowym. Walka dobra ze złem, wykorzystywanie innych do osiągnięcia tak zwanego wyższego celu, miłość, przeznaczenie, wampiry, czarownicy – wydawać by się mogło, że to znane już wszystkim motywy, ale autorowi jakoś udało się uniknąć wtórności.

Umiejscowienie akcji w Moskwie daje całej historii jakiś taki swojski posmak, a zmagania sił Światła i Ciemności, które wciąż depczą sobie po piętach, dbając o równowagę i próbując zasilić swoje szeregi nowymi członkami, śledzi się z wypiekami na twarzy. Główny bohater, Anton Gorodecki, jest chyba największym plusem „Nocnego patrolu”. Nie jest on wszechmocnym herosem ani nieomylnym, kryształowym i idealnym wojownikiem w walce o sprawiedliwość. Anton ma swoje słabości i chwile zwątpienia, a smutki topi w kieliszku:

„Muszę sobie posiedzieć nad kieliszkiem […]. Dobrze się upić w samotności, zasnąć pod stołem, obudzić się z bólem głowy. Wtedy od razu będzie lżej.”

Bohater dzięki temu staje się po prostu ludzki, bliższy sercu i duszy słowiańskiej. Do mnie to przemawia. Nie lubię nieskazitelnych postaci o nieposzlakowanej opinii (o czym pisałam tutaj), więc po następny tom serii Łukjanienki na pewno sięgnę.

 

„Ostatnie życzenie” – Andrzej Sapkowski Listopad 8, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 19:14
Tags:

ostatnie zyczenieAndrzeja Sapkowskiego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Określany mianem króla polskiej fantastyki pisarz przede wszystkim znany jest z cyklu opowieści o Wiedźminie. Czy zaszczytne miano, które mu przyznano, jest zasłużone, czy nie – nie mnie oceniać. Przyczyna bardzo prozaiczna – nie mam porównania z innymi autorami. Cykl o Wiedźminie czytałam dobrych kilka lat temu i pamiętam, że mi się podobało, a teraz postanowiłam odświeżyć sobie tę lekturę.

„Ostatnie życzenie” to cykl opowiadań, z których część ukazała się także w „Fantastyce”. Świetnych opowiadań, należałoby tu uściślić. W świecie stworzonym przez Sapkowskiego pojawiają się elementy baśniowe, ale do bajki mu jeszcze daleko. Rycerze nadużwają swojej władzy, władcy są przekupni, a księżniczki żądne krwi. I wśród nich Wiedźmin, który nie chce dokonywać wielkich wyborów ani mieszać się w sprawy ludzi, żyjący według zasad nieistniejącego kodeksu. Zresztą baśniowe elementy ukazane są z przewrotnym okrucieństwem – królewna otruta przez macochę okazuje się być nie niewinną Śnieżką, a mściwą Dzierzbą, a Nivellen, który przypomina Bestię z „Pięknej i Bestii” wcale nie odzyskuje ludzkiego oblicza, lecz szczodrymi podarkami zdobywa swoje towarzyszki.

Sapkowski ma niezwykle lekkie pióro i operuje nim nadzwyczaj sprawnie. Po raz kolejny czytałam jego opowiadania z niekłamaną przyjemnością. Teraz pozostaje sięgnąć po kolejny tom, „Miecz przeznaczenia”.