Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„First Among Sequels” – Jasper Fforde Sierpień 25, 2012

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:44
Tags: , ,

– Hmm – powiedziałam, kiedy stanęliśmy przy wejściu do Booktastic! i wpatrywaliśmy się w regały mocno wypełnione płytami CD, DVD, grami i urządzeniami komputerowymi i specjalistycznymi magazynami. Jestem , że kiedy ostatnio tu byłam, widziałam książkę. Przepraszam?

Sprzedawca się zatrzymał i patrzył na nas nieco pustym wzrokiem.

– Czy są może jakieś książki?

– Jakieś co?

– Książki, no wiesz, mniej więcej takiej wielkości i pełne słów ułożonych w określonym porządku, aby dać efekt realności?

– Chodzi o DVD?

– Nie, mam na myśli książki. Są trochę staromodne.

– Ach tak! Mówisz o kasetach video.

– Nie, mówię o książkach.

– W takim razie musisz porozmawiać z kierownikiem.

(Jasper Fforde. First Among Sequels. Hodder and Stoughton. London: 2007. S.262, tłum. L.)

„First Among Sequels” to już piąty tom przygód Thursday Next. Świat Fforde’a, gdzie detektywi literaccy ratują Jane Eyre z rąk niegodziwca, a przenoszenie się ze świata realnego do świata fikcji nie stanowi dla Thursday większego problemu, w którym bohaterowie książek żyją też własnym życiem i czasami wybierają się na urlop, zachwyca mnie nieprzerwanie od kilku lat. Piąta część należy zdecydowanie do najbardziej pesymistycznych.

Minęło 14 lat od wydarzeń z „Something Rotten” i spektakularna działalność Thursday, jak i wszystkich OpSpeców, zostaje zawieszona i bohaterka zakłada firmę sprzedającą dywany. Podłogowy biznes jest tylko przykrywką, a wypady Thursday do Książkowego Świata są nieoficjalną częścią jej zawodowej aktywności. Anglia boryka się z nadwyżką głupoty, rząd nieudolnie próbuje się jej pozbyć, a w świcie fikcji ogromnym problemem jest spadek czytelnictwa. Pewne książki zawsze będą czytane, ale mniej znane klasyki i inne tytuły leżą odłogiem na półkach, w wyniku czego istnieje poważna obawa, że postaci z mniej znanych tytułów zaczną przemieszczać się do tych, które jeszcze ludzie czytają.

Thursday musi wyszkolić i ocenić nowe rekrutki, które okazują się być fikcyjnymi wersjami jej samej. Na podstawie jej widowiskowego uratowania Jane Eyre powstało kilka książek ociekających przemocą i seksem tworzących fałszywy obraz dzielnej agentki, w pierwszym tomie Thursday bije się z Jane Eyre o Rochestera, pani Fairfax okazuje się być zabójcą ninja, a Berthę porywają kosmici. Nic dziwnego więc, że w jednej z części powołano do Thursday w płóciennych spodniach, z dzierganą torebką przewieszoną przez ramię, która oddaje się medytacji i żyje w zgodzie z naturą i własnym ja. Szkolić tak różne dwie kadetki nie jest łatwo, zwłaszcza kiedy jedna z nich nie uznaje autorytetów.

Jednym z nowych pomysłów Fforde’a jest przegląd książek, które to, zupełnie jak auta, zużywają się proporcjonalnie do tego, ile razy zostały przeczytane. Każda książka kwalifikuje się do naprawy co 30 lat lub jeśli została przeczytana milion razy. „Władca pierścieni” jest w warsztacie niemal cały czas, ze względu na dużą popularność. Prawdziwe niebezpieczeństwo stanowi jednak nadwyżka głupoty. Społeczeństwu już nie wystarczają ogłupiające programy na realiy TV o wiele mówiących tytułach: Najzabawniejsze wypadki piłą mechaniczną, Samarytańska zamiana wątroby, Sprzedaj swoją babcię, Komu wyłączymy maszynę podtrzymującą przy życiu? Rząd postanowił poświęcić klasyki literatury angielskiej, aby pozbyć się problemu. Czy Thursday uda się uratować literacki świat?

„First Among Sequels” nadal bawi niezwykłymi pomysłami autora i dowcipnymi odwołaniami do literatury, stanowi świetną satyrę na świat politycznych gierek i układów, ale momentami, zmierza z czysto literackiej  fikcji ku opisowi naszej rzeczywistości. Kiedy rozmawiałam z koleżanką o idiotycznych programach z powieści, usłyszałam, że i teraz powstają programy, w których kobiety walczą między sobą o… pakiet operacji plastycznych. Tego typu rozrywka nigdy mnie nie interesowała, ale  też się nie spodziewałam, że idea reality show zabrnęła tak daleko. Księgarnie póki co jednak nie znikają, więc jakaś nadzieja jeszcze istnieje. A mnie cieszy bardzo, że powstały jeszcze 2 kolejne tomy przygód Thursday.

Jasper Fforde na czytatniku:

Porwanie Jane E.

Skok w dobrą książkę

The Well of Lost Plots

Something Rotten

 

„Something Rotten” – Jasper Fforde Sierpień 13, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:26
Tags: , ,

sth rotten

„Gdyby prawdziwy świat był książką, nigdy nie znalazłby wydawcy. Zbyt długi, szczegółowy aż do punktu, w którym traci się zdolność skupienia uwagi i ostatecznie bez żadnego konkretnego rozwiązania.” *

Który bohater literacki mógłby wypowiedzieć te słowa?

a) Werter

b) Hamlet

c) Antygona

Jeśli Waszym wyborem była odpowiedź b, czyli Hamlet, to gratuluję znakomitej znajomości osobowości książkowych bohaterów. Jasper Fforde, mistrz literackich odniesień i absurdalnych pomysłów powraca w przedostatnim tomie przygód Thursday Next i wprowadza Hamleta do świata rzeczywistego, bo w słynnej sztuce nie dzieje się dobrze. Sam Hamlet też nie jest w najlepszej formie. Postanawia zostać człowiekiem czynu, co nie cieszy Thursday, która sprawuje nad nim opiekę. Thursday ma masę innych problemów – musi odzyskać pracę, schwytać uciekiniera ze świata fikcji, zapobiec końcu świata, przywrócić eradykowanego męża do swojego życia. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze konieczność znalezienia odpowiedniej opieki dla syna, o wdzięcznym imieniu Friday, przemyt duńskich książek do Walii, a to i tak nie koniec.

Tak jak i w poprzednich tomach, Fforde dał popis swej niezwykłej wyobraźni i siły twórczej. Najbardziej przypadł mi do gustu wątek z Hamletem, który uważam za jeden z najzabawniejszych ze wszystkich czterech tomów, które do tej pory przeczytałam. Ogólnie jednak „Something Rotten” nie zachwycił mnie aż tak, jak poprzednie tomy. Pierwszy tom, „Porwanie Jane E.” był jak łyk świeżej wody na pustyni, wprost zachłysnęłam się prozą Fforde’a. Drugi, „Skok w dobrą książkę”, to właściwie był skok na głęboką wodę niesamowitych pomysłów autora i pianie z zachwytu nad dalszą eksploracją pomysłu wchodzenia do książek. Trzecia część, „The Well of Lost Plots”, dziejącą się w całości w świecie fikcji, oczarowała mnie od początku do końca. W czwartej części wracamy do Anglii i niby dalej jest zabawnie, odniesienia do literatury i popkultury wyskakują z każdej strony, ale zachwyt już nie ten. Nie wiem, czy to przez to, że akcja dzieje się w świecie rzeczywistym, czy przez to, że czwarty tom to, jakby na to nie patrzeć, już czwarty tom. Pozostaje za jakiś czas sięgnąć po ostatnią część i przekonać się, czy Fforde jeszcze czymś zaskoczy. W każdym razie, „Something Rotten” to wciąż świetna lektura i godna polecenia, może już nie na szóstkę, ale pięć z minusem.

—–

Jasper Fforde na czytatniku:

Porwanie Jane E.

Skok w dobrą książkę

The Well of Lost Plots

—–

* Jasper Fforde, „Something Rotten”, Hodder and Stoughton, Londyn 2004, s. 75 (tłum. L).

 

„Skok w dobrą książkę” – Jasper Fforde Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:54
Tags: , , ,

skoks w doba ksiazke

„Skok w dobrą książkę” to drugi tom przygód detektywa literackiego, Thursday Next. Po uratowaniu Jane Eyre i zmianie zakończenia na takie, jakie znamy dziś, Thursday staje się sławna. OpSpece chcą to wykorzystać w celu polepszenia swego wizerunku, więc wysyłają agentkę na różne wywiady, spotkania i rozmowy.

Thursday ma jednak inne problemy – ktoś próbuje ją zabić za pomocą niezwykłych zbiegów okoliczności, a Goliath w spółce z ChronoStrażą eradykuje (ześlizguje w czasie) jej męża, Landena, który od teraz istnieje tylko w jej wspomnieniach. Co więcej, Thurs jest w ciąży i nie wie, czy to dziecko Landena, czy osiłka Milesa. Aby odzyskać męża, musi uwolnić Jack’a Schitt’a z „Kruka”. Ale jak to zrobić bez Portalu Prozy wuja Mycrofta? Jakby tego było mało, Thurs musi stawić się do sądu na własny proces, a z adwokatem rozmawia tylko w przypisach. Na proces przybywa spóźniona i w drzwiach mija się z Józefem K.

Istne szaleństwo, prawda? A to zaledwie czubek góry lodowej. Mogłoby się wydawać, że po „Porwaniu Jane E.” trudno będzie Fforde’owi wymyślić coś nowego, równie zabawnego i zaskakującego. Zadanie to zostało jednak wykonane z istną wirtuozerią i  „Skok w dobrą książkę” to naprawdę… skok w dobrą książkę.

Oprócz świata, w którym żyje Thursday (gdzie m.in. „Kardenio” został odnaleziony, neandertalczycy zostali przwróceni do życia, a w Fort Knox przechowywane są nacenniejsze dzieła literatury), Fforde część akcji umieścił w… świecie fikcji. Jurisfikcja znajduje się w Wielkiej Bibliotece, w której znajdują się wszystkie książki, nawet te nienapisane. Zadaniem tej organizacji jest troska o literaturę – ochrona przed gramasożytami, które zjadają słowa, Bowdlerystami, którzy chcą zlikwodować wszelkie obsceniczne i rubaszne sceny z książkowych kart, a także znajdowanie bezpiecznych przejść między książkami, co jest bardzo niebezpieczne… Ambrose Bierce [1] „zapuścił się – samotnie! – w […] krótkie opowiadanie Poego […]. Szukał tylnego wejścia do poezji Poego. Wiemy, że można przejść z Pana Jakmutam do Czarnego kota przez chwiejny czasownik w trzecim akapicie […]. Nigdy więcej nie usłyszeliśmy o nim. Poszło za nim dwóch kolegów. Jeden się udusił, a drugo, no cóż, biedny Ahab całkiem zwariował. Po powrocie ciągle myślał, że goni go biały wieloryb. Podejrzewamy, że Ambrose został zamurowany z baryłką amontillado albo spłonął żywcem, albo stało mu się coś równie strasznego.” [2]

W powieści aż skrzy się od humoru, nie sposób pozbyć się chichotu czytając niektóre fragmenty.

„– Jesteś kotem z Cheshire, prawda? – zapytałam.

– Byłem kotem z Cheshire – powiedział, spoważniawszy nieco. – Ale przesunęli granice administracyjne i formalnie jestem teraz Kotem z Autonomicznej Gminy Warrington, co już nie brzmi tak samo.” [3]

Oprócz Kota z Cheshire czy też Autonomicznej Gminy Warrington, Thursday spotyka jeszcze inne książkowe postaci, które poza odegraniem swojej roli w powieści, żyją własnymi sprawami i mają swoje zmartwienia. Odyseusz zostaje oskarżony o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu cyklopa Polifema, Heathfcliff robi nieoczekiwaną karierę w Hollywood pod pseudonimem Buck Stallion [z ang. ogier, przyp. L.] a panna Havisham z „Wielkich nadziei” prowadząca ciągłe wojny z Królową Kier z „Alicji w Krainie Czarów” zostaje nauczycielką Thursday, czyta „National Geographic”, słucha walkmana Sony, chodzi w adidasach i prowadzi Bugatti z raczej niewielką troską o przepisy drogowe.

W Norland z „Rozważnej i romantycznej”, Marianna prosi Next o drobną przysługę:

„- Proszę, wybacz mi moją impertynencję, ale czy mogłabyś przynieść mi coś, kiedy wpadniesz tu następnym razem? […] Mintolasy. Po prostu uwielbiam mintolasy. Oczywiście wiesz, co to jest? Podobne do dropsów, tylko miętowe. I gdyby nie sprawiło ci to kłopotu, dwie pary nylonowych rajstop i kilka baterii paluszków, na przykład z tuzin […]. Eleonora nienawidzi, kiedy proszę obcych o przysługę, ale przypadkiem wiem, że żywi nieodparty pociąg do nutelli – i jeszcze odrobinę prawdziwej kawy dla mamy.” [4]

Przy „Skoku w dobrą książkę” dobra zabawa jest gwarantowana. Fforde nadal bawi się aluzjami literackimi, udowadniając swoimi niesamowitymi pomysłami nieograniczoną siłę wyobraźni. Mnogość wątków, humor, zwroty akcji i obrazowy język (wystarczy wyobrazić sobie XIX wieczną starą pannę w podartej i wypłowiałej sukni ślubnej prowadzącą w szaleńczym tempie Bugatti lub walczącą na wyprzedaży o zestaw książek niejakiej Daphne Farquitt) stanowią o niewątpliwej wartości tej książki. Doskonała rozrywka dla moli książkowych.

—-

[1] Ambrose Bierce – amerykański dziennikarz i pisarz, zaliczany obecnie do prekursorów literatury grozy, przyp. L.

[2] Jasper Fforde, „Skok w dobrą książkę”, tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak 2005, s. 195.

[3] Tamże, s. 190.

[4] Tamże, s. 293.

 

„The Well of Lost Plots” – Jasper Fforde

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:24
Tags: , , ,

well of lost plots

„Studnia Zagubionych Wątków to miejsce, gdzie łączymy wyobraźnię pisarza z bohaterami i wątkami tak, aby miało to sens w umyśle czytelnika. Jakby nie było, czytanie jest prawdopodobnie bardziej twórczym i fantazyjnym procesem niż pisanie; kiedy czytelnik stwarza w swojej głowie jakieś uczucie lub wyobraża sobie kolory na niebie podczas zachodu słońca albo zapach ciepłego, letniego wiatru na twarzy, powinien siebie chwalić tak samo jak pisarza, a być może nawet bardziej.” [1]

Piękny ukłon w stronę czytelnika, prawda? Do tej pory jakoś nie postrzegałam swojego przebiegania wzorkiem literek jako czynności bardziej twórczej niż samo pisanie. U Jasper’a Fforde’a wszystko jest jednak możliwe. W trzecim tomie przygód Thursday Next, „The Well of Lost Plots”, akcja nie toczy się w świecie rzeczywistym, lecz w Jurysfikcji. Thursday w ramach Programu Wymiany Postaci literackich znajduje się w powieści „Caversham Heights”, ukrywając się przed zagrażającą jej Goliath Corporation. W międzyczasie panna Havisham, która była „trochę jak surowy rodzic, twój najgorszy nauczyciel i świeżo mianowany dyktator z Ameryki Północnej w jednym” [2] stara się przygotować Thurs do egzaminu na pełnoprawnego pracownika Jurysfikcji.

W porównaniu z poprzednimi tomami, „The Well of Lost Plots” jest zaskakująco spokojna. Goliath wprawdzie został w Anglii, więc życie Thurs nie jest bezpośrednio zagrożone, ale jej pamięć o eradykowanym mężu, Landenie, już nie przedstawia się tak różowo. Wprawdzie giną agenci Jurysfikcji, Thurs dokarmia Minotaura i ucieka przed gramasożytami, ale tak naprawdę w największym niebezpieczeństwie są wspomnienia Thursday.

Jasper Fforde ponownie bawi się z czytelnikiem wodząc go za nos i nawiązując do innych dzieł literackich czy nawet dziecięcych rymowanek. Jak się nie śmiać, czytając, że Humpty Dumpty strajkuje domagając się takich sam praw jak postacie literackie, a bohaterowie „Wichrowych Wzgórz” muszą uczestniczyć w spotkaniach Radzenia Sobie z Gniewem. Co więcej, antagonizmy z „Wichrowych Wzgórz” są tak silne, że „grupa zwolenników Cath próbowała porwać Madame Bovary […], aby zmusić Radę do zrezygnowania z Heathcliffa” [3]. Kiedy podczas spotkania Jurysfikcji wychodzi na jaw, że ukradziono znaki przestankowe z ostatniego rozdziału „Ulissesa”, Fforde puszcza do nas oko, bo w końcu nikt tego nie zauważył, jako że większość czytelników nie dochodzi tak daleko. Poza tym, „czytelnicy postrzegają brak interpunkcji nie jako błąd na miarę kataklizmu, ale oznakę wielkiego geniuszu” [4]. W książka aż roi się od podobnych ironicznych i groteskowych przykładów. Zabawna, erudycyjna i intertekstualna proza Fforde’a bawi, zadziwia i budzi podziw. Można tylko żałować, że nie jest dostępna szerszemu gronu czytelników.

——

[1] Jasper Fforde, „The Well of Lost Plots”, Hodder, Londyn 2003, s. 50 (tłum. L.)

[2] Tamże, s. 67.

[3] Tamże, s. 131.

[4] Tamże, s. 109.

 

„Porwanie Jane E.” – Jasper Fforde

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 00:14
Tags: , , , ,

porwanie jane e.

„W dwadzieścia sekund od porwania Jane pierwsza czytelniczka zauważyła z niepokojem, że coś dziwnego dzieje się w okoliczy strony sto siódmej jej luksusowego, oprawnego w skórę wydania. Trzydzieści minut później wszystkie linie telefoniczne w Bibliotece Muzeum Anglii były zajęte. Dwie godziny później telefony wydziałów DL-u [Detektywów Literackich – przyp. L] w całym kraju były oblężone przez zatroskanych czytelników. Cztery godziny później przewodniczący Federacji Sióstr Bronte spotkał się z premierem. Przed kolacją osobisty sekretarz premiera wezwał szefa OpSpeców.” [1]

Tak świat zareagował na porwanie Jane Eyre przez najniegodziwszego z niegodziwych, Acherona Hadesa. Na ratunek ukochanej heroinie rusza Thursday Next, Detyktyw Literacki. Po nieudanej próbie schwytania Acherona Thursday jest bardzo zdeterminowana, zwłaszcza, że złoczyńca ukradł rękopis „Martina Chuzzlewita” Dickensa oraz porwał jej wujka wynalazcę i ciotkę. Oprócz nadprzyrodzonych zdolności przestępcy sprawę dodatkowo utrudnia powszechne przekonanie, że DL-owcy powinni tylko siedzieć za biurkiem, szef, który najbardziej obawia się, że przez działania Thursday budżet zostanie przekroczony i będzie musiał się grubo tłumaczyć, Jack Schitt z korporacji Goliath oraz… dziury w czasoprzestrzeni. Thursday jest weteranką trwającej już od 132 lat wojny krymskiej i nic nie stanie na jej drodze. Poza tym łączą ją wyjątkowe stosunki z Rochesterem…

Fforde osadził akcję w aleternatynym świecie. I niewątpliwie fascynującym. Jest rok 1985, nic nie zapowiada końca konfliktu między Republiką Anglii a Rosją. Postaci w tajemniczy sposób przenoszą się ze świata fikcji do realnego, a Detektywi Literaccy „ścigają fałszerzy, pokątnych handlarzy i zbyt swodobne interpretacje dramatyczne” [2], a także „piracke kopie Doktora Faustusa ze szczęśliwym zakończeniem” [3]. To świat, w którym do drzwi nie pukają świadkowie Jehowy, a baconiści usiłujący przekonać ludzi, że sztuki, których autorstwo przypisuje się Szekspirowi, wyszły spod pióra Francisa Bacona. W telewizji można obejrzeć relację z zamieszek między surrealistami a impresjonitami i usłyszeć wypowiedź renesansisty:

„Ludzie mówią, że tylko my, renesansiści, robimy zamieszanie, ale widziałem tu dziś chłopaków od baroku, refaelitów, romantyków i manierystów. To masowy pokaz jedności artystów klasycznych przeciwko tym niepoważnym dupkom chroniącym się za bezpiecznym słowem postęp”. [4]

Ludzie tak kochają poezję, że zmieniają swoje nazwiska na nazwiska ulubionych poetów, w efekcie czego „w londyńskiej książce telefonicznej figurowało około czterech tysięcy Miltonów, dwa tysiące Williamów Blake’ów, tysiąc lub coś koło tego Samuelów Coleridge’ów, pięciuset Percy Shelleyów, tyluż Wordsworthów i Keatsów oraz garstka Drydenów” [5]

Ale to nie wszystko! Oprócz tych bardziej oczywistych aluzji literackich, są też bardziej subtelne – dodo Thursday nazywa się Pickwick, ciało zamordowanego fikcjonariusza odnajduje się w pubie Kruk przy Morgue Road, a rafaelici otaczają pub N’est pas une pipe. I jak tu nie pokochać takiej książki!

Bawiłam się przednio czytając „Porwanie Jane E.”. Fforde stworzył wspaniały, zaskajująco bogaty świat pełen aluzji i dwuznaczności, których odkrywanie jest nie lada przyjemnością dla każdego miłośnika literatury. Autor dał niezwykły popis siły swojej wyobraźni. Nie sposób opisać wszystkich jego pomysłów z „Porwania Jane E.”, a przecież jest ich jeszcze więcej – „Porwanie…” to pierwszy z pięciu tomów przygód Thursday Next. Wielka szkoda, że w Polsce ukazały się tylko dwa z nich. Dla władających językiem angielskim nie stanowi to jednak żadnego problemu, zawsze można przeczytać w oryginale. Jestem Ffordem absolutnie zauroczona i aż się boję, co będzie w kolejnych tomach, bo podobno im dalej, tym zabawniej i ciekawiej. Polecam gorąco! Humor, zagadka kryminalna, odrobina podróży w czasie i przestrzeni i zabawa anglosaskim dorobkiem kulturalnym daje mieszankę iście wybuchową, której nigdy nie ma się dosyć.

——-

[1] Jasper Fforde, „Porwanie Jane E.”, tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak 2005, s. 294.

[2] Tamże, s. 136.

[3] Tamże, s. 137.

[4] Tamże, s. 123.

[5] Tamże, s. 109.