Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Autobiografia Alicji B. Toklas” – Gertruda Stein Maj 24, 2009

autobiografia

Kim była Gertruda Stein? To właśnie ona wymyśliła określenie „stracone pokolenie” w odniesieniu do Hemingwaya i jego rówieśników naznaczonych piętnem pierwszej wojny światowej. Była Amerykanką, ale mieszkała w Paryżu, gdzie stała się wielką entuzjastką kubizmu, wspierała malarzy i pisarzy tworząc coś na kształt artystycznego salonu. Ponadto napisała ponad 30 książek eksperymentując z językiem i formą, rezygnując z interpunkcji i powtarzając jedno zdanie wiele razy usiłując uchwycić kubizm w literaturze.

Jednak modernistyczne eksperymenty Gertrudy Stein odeszły w zapomnienie i dziś czyta się jej najbardziej konwencjonalną książkę, napisaną w ciągu sześciu tygodni, „Autobiografię Alicji B. Toklas”. Tytułowa bohaterka to wieloletnia partnerka Stein, ale przewrotnie, nie jest ona główną postacią. Na pierwszy plan wysuwa się sama Stein i jej pisarstwo oraz cała masa plotek związanych z artystami międzywojennego Paryża. „Autobiografia Alicji B. Toklas” wywołała furorę, samej autorce niewątpliwie przysparzając popularności, ale również powodując niemałe zamieszanie. Hemingway się śmiertelnie obraził. Można go w pewnym sensie zrozumieć, bo chyba mało który pisarz byłby zadowolony słysząc o sobie takie słowa:

„I to jest cały Hemingway. Wygląda na nowoczesnego a trąci zapachem muzeów. Ale co by to była za książka ta o prawdziwym Hemie, książka którą zresztą on sam powinien napisać ale której niestety nigdy nie napisze. Ostatecznie to on sam kiedyś mruknął pod nosem, trzeba pamiętać o karierze o karierze.”*

Cóż, nie wiem, czy owa książka „o prawdziwym Hemie” powstała w końcu czy nie, ale jako zwykły, szary czytelnik muszę przyznać, że zdecydowanie bardziej podobały mi się jego paryskie wspomnienia niż Gertrudy Stein. Wprawdzie „Autobiografia Alicji B. Toklas” obfituje w soczyste plotki i anegdoty, ale jest ich tyle, że nie sposób zapamiętać chociaż połowy. Mnie najbardziej w pamięć zapadło stwierdzenie Picassa, że

„jak się kocha kobietę, to daje jej się pieniądze. A kiedy chce się porzucić kobietę trzeba poczekać aż uzbiera się dla niej wystarczającą ilość pieniędzy.”**

Sam styl i język nie przypadł mi za bardzo do gustu. Brzmi to wszystko, jakby było relacjonowane na wdechu przez bardzo spieszącą się osobę. Dość dowolne stosowanie znaków przestankowych tez robi swoje, a przeskakiwanie z tematu na temat sprawia wrażenie, że może struktura książki jest nie do końca przemyślana. A jeśli taki był cel autorki, to niestety, szczególnie mnie nie zachwycił. Trzeba jednak przyznać, że „Autobiografia Alicji B. Toklas” jest doskonałym źródłem ciekawostek o przedstawicielach awangardy artystycznej Paryża lat dwudziestych i niejako oddaje atmosferę tamtych lat.

——-

*Gertruda Stein, „Autobiografia Alicji B. Toklas”, tłum. Mira Michałowska, wyd. Alfa 1994, s. 268.

** Tamże, s. 44.

 

„Ruchome święto” – Ernest Hemingway

ruchome swiet

Są takie książki, które wręcz połyka się jednym tchem. Nie zawsze są to kryminały, thrillery lub książki sensacyjne, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji i teorii spiskowych. Czasami można się całkowicie zatopić i pozwolić się pochłonąć spokojnej lekturze o powoli płynącej narracji. Właśnie tak pochłonęłam „Ruchome święto” Hemingwaya. Czytałam zachłannie, jakby książka lada moment miała rozsypać się w proch, a to przecież proza, która swoją magię roztacza stopniowo i którą trzeba smakować, delektować się nią. Kiedy więc już chciwie pochłonęłam „Ruchome święto” niczym nieopierzony 16-latek swoją pierwszą butelkę wina, przyjęłam dojrzalsze podejście i za drugim razem rozkoszowałam się niesamowitym bukietem wspomnień pisarza.

„Ruchome święto” to niezwykły zbiór paryskich reminiscencji Hemingwaya, których bohaterami stają się takie postaci jak Francis Scott Fitzgerald, Ford Madox Ford, Ezra Pound czy Gertruda Stein, o której pisarz nie zawsze wypowiada się pochlebnie, ale która mimo to wzbudza sympatię. W „Ruchomym święcie” nie brakuje też księgarni Shakespeare and Company wraz z Sylvią Beach czy historii o powstaniu określenia „stracone pokolenie”.

Spomiędzy anegdot i plotek o przyjaciołach i znajomych, Hemingway daje się poznać jako bardzo zdyscyplinowany pisarz, któremu do tworzenia był potrzebny notatnik, ołówek, stolik w kawiarni i… trochę szczęścia. Okazuje się, precyzyjny, lapidarny styl Noblisty rozwinął się nie tylko dzięki jego dziennikarskim doświadczeniom, ale również poprzez podporządkowanie procesu pisania naczelnej zasadzie stworzenia „prawdziwego zdania” i… oglądanie obrazów Cezanne’a.

Jeśli dodać do tego jeszcze delikatnie nakreśloną atmosferę Paryża lat dwudziestych i łagodne echo miłości do pierwszej żony, Hadley, to mamy doprawdy wyjątkową książkę, którą można się rozkoszować jeszcze na długo po skończeniu lektury.

 

„Paryż Montparnasse. Rozkwit sztuki nowoczesnej 1910-1940” – Valerie Bougault

montparnasse

Tak jak pod koniec XIX wieku centrum bohemy artystycznej była dzielnica Montmartre, tak na początku kolejnego stulecia malarze zaczęli się przenosić na Montparnasse. „[Montmartre] stopniowo tracił swój prowincjonalny klimat i nabierał cech prowincjonalnego miasta. Turystyka i coraz potężniejsza mafia niszczyły beztroską atmosferę, która niegdyś zauroczyła Renoira i Toulouse-Lautreca.” *

Na Montparnassie pracowali Picasso, Braque, Modigliani, Man Ray, Foujita i wiele innych legendarnych postaci. Autorka nie skupia się jedynie na malarzach i całkiem interesująco wspomina o Hemingwayu, Gertrudzie Stein, Sylvii Beach czy Giacomettim. Momentami można poczuć atmosferę szalonych lat 20-tych. W pracowni Marii Wassiliew, którą ta przekształciła w tanią stołówkę dla artystów, Picasso tańczył przy akompaniamencie gitary udając ruchy torreadorów, „Maria Wassiliew z wielkim talentem tańczyła kozaka, a Zadkine inicjował ‘Wielbłądzie tango’.” ** Dodatkowym atutem są nie tylko kolorowe reprodukcje obrazów, ale także czarno-białe zdjęcia ukazujące artystów przy pracy, w kawiarniach czy w przebraniu na dzikich balach.

Wprawdzie sprawa z cytatmi i przypisami ma się nieco lepiej, niż w przypadku książki … , ale nie wiedzieć czemu, przypisy zostały potraktowane wybiórczo. Może autor stwierdził, że każdy zna dzieła Hemingwaya i że nie ma potrzeby zaznaczać, że taki czy inny cytat pochodzi z „Ruchomego święta”. Wiara godna podziwu. Jeśli już wspomniałam o „Ruchomym święcie” to też nie za bardzo widzę zasadność tytułowania w ten sposób jednego rozdziału nie nawiązując w żaden sposób do oryginalego autora.

Lektura ogólnie przyjemna i ciekawa, zaspokoja także wrażenia estetyczne (pod warunkiem, że ktoś lubi sztukę nowoczesną). Polecam zwłaszcza pasjonatom sztuki, dla osoby niezainteresowanej tematem książka będzie się wydawać zbiorem nazwisk, dat i miejsc.

——

* Valerie Bougault, „Paryż Montparnasse. Rozkwit sztuki nowoczesnej 1910-1940”, tłum. Ewa Gorządek, wyd. Arkady, 2004, s. 14.

** Tamże, s. 103.

 

„Wielki Gatsby” – Francis Scott Fitzgerald Maj 23, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 22:18
Tags: , , ,

wielki gatsby

Tytułowy bohater, Gatsby, to bardzo tajemniczy człowiek. Krążą o nim różne pogłoski, podobno zabił człowieka, mogł być szpiegiem, prawdopodobnie zajmuje się przemytem. Mieszka we wspaniałej posiadłości będącej „prawdziwą imitacją normandzkiego ratusza, z wieżą, której nowiutkie mury ledwie przykrywał rzadki zarost bluszczu; do tego marmurowy basen i ponad czterdzieści akrów trawników, drzew i kwiatów” * i co tydzień wydaje pełne przepychu przyjęcia, na które przybywa śmietanka towarzyska Nowego Jorku i okolic.

Wraz z rozwojem wydarzeń, prowadzeni zręcznie przez Nicka Carrawaya, odkrywamy, co napędza Gatsby’ego. Niespełniona miłość. Gatsby, chcąc udowodnić, że jest godzien Daisy, zdobywa majątek we wzruszającej naiwności wierząc, że Daisy go kocha.

Błędem jest jednak postrzeganie „Wielkiego Gatsby’ego” tylko jako amerykańskiej historii miłosnej z pięknymi kobietami, zdradą i intrygą. To także doskonale przedstawione realia szalonych lat dwudziestych, obraz społeczeństwa zatracającego się w przyjemnościach i zabawie. Na przyjęciach „dziewczęta, łasząc się jak kotki, tuliły głowy do męskich piersi; udawając dla zabawy omdlenie, rzucały się tyłem w męskie ramiona, a nawet prosto w tłum, pewne, że ktoś je tam uchroni przed upadkiem […]” **. Nierzadkim widokiem były też kobiety bijące się z mężami lub mężowie zdradzający swe żony na ich oczach.

Powieść pokazuje jak z biegiem lat zmieniły się ideały stojące za amerykańskim snem a także odziera Amerykę z mitu o równości i braku systemu klasowego. Niewielka objętościowo niesie zaskakująco dużo znaczeń.

* Francis Scott Fitzgerald, “Wielki Gatsby”, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, wyd. Rebis, 2004, s. 11.

** Tamże, s 56.