Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Dziewczyny z Hex Hall” – Rachel Hawkins Wrzesień 4, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 09:55
Tags:

Przyznam szczerze, że gdy zobaczyłam okładkę tej książki, załamałam ręce i spodziewałam się najgorszego. Przypomniałam sobie jednak jakże odpowiednie w tej sytuacji angielskie powiedzenie don’t judge a book by its cover, czyli dokładnie nie osądzaj książki po okładce, i zasiadłam do lektury.

Jak zasiadłam, tak przepadłam. Nie było tak źle, jak się spodziewałam. Opowieść skupia się na Sophie Mercer, która po kilkunastu przeprowadzkach i zmianach szkół trafia do Hekate Hall, zwanego przez uczennice Hex Hall, czyli szkoły dla czarodziejek, elfów, zmiennokształtnych oraz jednego wampira, a właściwie wampirzycy, która jest jednocześnie współlokatorką Sophie. Dziewczyna musi się przystosować do nowych warunków, a nie jest to łatwe, jako że wychowywała się w rodzinie niemagicznej. Nie ułatwia tego niezwykle przystojny Archer ani morderstwa kilku uczennic.

Nie jest to literatura wysokich lotów, nie sądzę też, aby nauczyła czegokolwiek młodych czytelników, ale czyta się błyskawicznie. Zadurzenie w Archerze i opisy jego pięknej sylwetki działały mi wprawdzie nieco na nerwy, ale miłość nie jest głównym wątkiem powieści. I bardzo dobrze. Tło wydarzeń jest z pewnością bogatsze niż w „Zmierzchu”, co również przemawia na korzyść książki. Podobał mi się też nieco zadurzony w sobie Lord Byron jako wampir wykładający literaturę, choć można było nieco rozwinąć jego wątek. Tylko która nastolatka miałaby wtedy ochotę na tę powieść? Ogólnie – przyjemne, choć nie wolne od wad czytadło. Nie byłby to mój pierwszy (ani nawet drugi) wybór wśród książek dla nastolatek, ale też nie rwałabym włosów z głowy, gdyby bliska mi nastolatka sama wybrała „Dziewczyny z Hex Hall”.

Książkę sprezentowało mi Wydawnictwo Otwarte, a więcej na jej temat można znaleźć tutaj. Jeśli ktoś ma ochotę zdobyć egzemplarz książki dla siebie (zostanie on wysłany przez wydawnictwo), zapraszam do udziału w konkursie. Warunkiem wzięcia udziału w losowaniu jest wymienienie przynajmniej dwóch znanych czarodziejek z literatury. Czas do środy, 8.09, do godz. 10. Losowanie odbędzie się tego samego dnia.

Reklamy
 

„The Worlds of Lois Lowry” – Lois Lowry Marzec 7, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:02
Tags: , ,

„The Worlds of Lois Lowry” to zestaw trzech niedługich powieści dla młodzieży osadzonych w nieokreślonej przyszłości, w świecie rządzącym się innymi prawami niż ten, który znamy.

Na trylogię składają się: „The Giver” (jako jedyny wydany w Polsce pt. „Dawca”), „Gathering Blue” i „The Messenger”. Każda z książek przedstawia inną społeczność w dość sugestywny sposób. Pierwszy tom przyprawił mnie o nieprzyjemne dreszcze, kiedy czytałam o świecie, w którym nie ma kolorów i w którym słowa takie jak ‚miłość’ i ‚kochać’ są uważane za tak przestarzałe i nieprecyzyjne, że nikt ich już nie używa. „The Giver” prezentuje wizję społeczeństwa, którego pozbawiono historii, wspomnień, literatury, a wszystko to w imię wyższego dobra – aby ludzie nie znali cierpienia. Przeszłość wraz z całym okrucieństwem wojen i przemocy, ale i wspomnień miłości i ciepła rodzinnego jest znana tylko jednej osobie w społeczności, którą to rolę wkrótce przejmie pewien chłopiec… Tom drugi, „Gathering Blue”, pozornie nie wiąże się w żaden sposób z pierwszym i wydaje się, że jest osadzony w zupełnie innym świecie. Lowry dokonuje ciekawego zabiegu, bo ukazuje świat przyszłości po pewnej katastrofie (wyczuwanej intuicyjnie przez czytelnika), w którym zamiast ogromnego postępu technologicznego nastąpił całkowity regres i ludzie żyją jak przed tysiącami lat. Ostatni tom, „The Messenger”, ukazuje utopijną, jak mogłoby się wydawać, społeczność, do której każdy może dołączyć i gdzie wszyscy sobie pomagają przyczyniając się do ogólnego szczęścia. Jak to jednak bywa z utopiami, nie są one możliwe na dłuższą metę…

Trylogię Lowry czyta się bardzo dobrze, akcja książek wciąga. Niestety, nie na długie godziny. Żaden z tomów nie był chyba dłuższy niż 200 stron, ale historie przedstawione w powieściach sprytnie się przenikały i uzupełniały tworząc zgrabną całość. Przedstawienie trzech różnych wizji życia w postapokaliptycznej przyszłości było miłą odmianą po kilku lekturach skupiających się na owej wizji tylko z punktu widzenia postępu technologiczngo. Książki pozostawiają jednak pewien niedosyt i kilka nieścisłości w fabule, ale myślę, że nastoletni czytelnik będzie nimi zachwycony. Starszemu po prostu się spodobają.

.

 

„Dom skorpiona” – Nancy Farmer Styczeń 23, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 13:25
Tags: ,

Czy ktoś jeszcze pamięta owcę Dolly, pierwsze na świecie zwierzę sklonowane przez naukowców? W 1996 roku grupa pracowników szkockiego Instytutu Roslin powołała Dolly na świat. Obecnie zwierzę stanowi wypchany eksponat w Royal Museum of Scotland. Od tamtej pory klonowanie stało się jednym z najbardziej kontrowersyjnych odkryć nauki.

A gdyby tak sklonować człowieka? A gdyby tak być klonem? Jak wyglądałby świat, w którym moglibyśmy tworzyć swoje kopie? Jak klon postrzegałby taki świat? Takie pytania i wiele innych stawia Nancy Farmer w swojej antyutopijnej powieści  „Dom Skorpiona”. Książka jest wprawdzie przeznaczona dla młodszych czytelników, ale to już kolejny przykład (pierwszy tu) na to, że literatura dla młodzieży niekoniecznie wiąże się z banalnymi problemami. Wręcz przeciwnie, ma zdolność poruszania istotniejszych problemów niż niejedna książka dla dorosłych.

Pas lądu między Stanami Zjednoczonymi, a dawnym Meksykiem (obecnie Aztlán) to Opium – miejsce stworzone przez Matteo Alacrána, zwanego El Patrón. El Patrón. Przy uprawie opium pracują nielegalni emigranci próbujący przedostać się z  Aztlánu do Stanów i na odwrót. Zgodnie z umowami międzynarodowymi, El  Patrón wszczepia schwytanym emigrantom chipy, na skutek czego ludzie stają się bezmyślnymi maszynami, tzw. eejits. Pracują, dopóki nie usłyszą, że mogą przestać. Jeśli ktoś nie poleci im napić się wody, umierają z pragnienia. Na posiadłość Alacránów trafia Matt, pozornie zwykły chłopiec. Kiedy jednak okazuje się, że jest on klonem, staje się obiektem drwin i upokorzeń. Nikt nawet nie chce znajdować się w jego pobliżu, jest traktowany gorzej niż jakiekolwiek inne stworzenie w Opium. Matt jednak nie jest zwykłym klonem, a kopią samego El Patrón. Dzięki temu jego status na posiadłości Alacránów nieco się zmienia, ale wcale nie znaczy to, że chłopiec jest tam bezpieczny. Wkrótce okazuje się, do czego tak naprawdę ok. 140-letni El Patrón potrzebuje swoich klonów.

„Dom Skorpiona” trudno odłożyć choć na chwilę. Wydarzenia niesamowicie wciągają, a bohaterowie są bardzo wyraziści. Przemiana Matta, od początkowej miłości do El Patrón, przez niedowierzanie w jego okrucieństwo, aż po uświadomienie sobie konieczności zmian w Opium, ukazana została bardzo naturalnie i wiarygodnie. Wizja świata ukazana przez Farmer przyprawia o ciarki na plecach i każe zastanowić się nad odpowiedzialnością człowieka nad jego eksperymentami i odkryciami. Ciekawie została ukazana też rola wielkich korporacji w tworzeniu polityki. Zarówno Aztlán jak i Stany Zjednoczone godzą się na sytuację w Opium, bo zwalnia to ich z radzenia sobie z problemem emigrantów.

 

„The Water of Possibility” – Hiromi Goto Styczeń 9, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 12:29
Tags: ,

Ostatnimi czasy, w związku ze studiami, zdarzyło mi się czytać dość sporo literatury młodzieżowej.  W większości przypadków nie odczuwałam nawet, że nie jestem docelową grupą czytelniczą danej lektury. Książki były mądre, ciekawe i wciągały niemal od pierwszej strony. Trochę inaczej ma się sprawa z “The Water of Possibility” autorstwa Kanadyjki japońskiego pochodzenia, Hiromi Goto.

Podczas lektury czułam, że niestety jestem już za stara na takie historie. Wydaje mi się, że “The Water of Possibility” to książka dla dzieci poniżej 12 roku życia. Zwierzęce postaci z japońskiego folkloru mówiące ludzkim głosem to zdecydowanie element kojarzący mi się z bajkami czytanymi dzieciom na dobranoc.

Główna bohaterka powieści, Sayuri, po przeprowadzce na wieś znajduje w piwnicy przejście do innego świata, w którym gubi się jej brat. To właśnie tam dziewczynka dojrzewa, uczy się samodzielności i radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

” ‘Kimi’ – pomyślała, przyciskając ręce do klatki piersiowej. ‘Kimi! Nie mogę tego dłużej znieść.’ Sayuri trzęsła się, rozpaczliwie próbując zdusić łkanie, bo wiedziała, że gdyby zaczęła płakać, nie mogłaby przestać. […] Przełknęła ślinę. Pokręciła głową. Żadnego płakania. Musiała znaleźć tykwę. Wrócić do Echo. Znaleźć wodę. Znaleźć drogę powrotną. To były rzeczy, które musiała zrobić.” *

Z egoistycznej i skupionej na sobie dziewczynki, Sayuri zmienia się w małą bohaterkę – odważną i dbającą o przyjaciół. Autorce bardzo dobrze i wiarygodnie udało się ukazać ową przemianę. Gdybym miała dziecko i czytała mu po angielsku, “The Water of Possibility” świetnie nadawałoby się do tego celu. Dla własnej przyjemności wolę jednak nieco inne lektury.

——

* Hiromi Goto, The Water of Possibility, Coteau Books, Niagara Falls 2002, tłum. L.

 

„The Sky Inside” – Clare B. Dunkle Grudzień 8, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 16:18
Tags: ,

Czytałam sztandarowe dystopie, takie jak „1984” Orwell’a czy „Nowy wspaniały świat” Huxley’a. Sugestywne wizje społeczeństwa przyszłości dość silnie oddziaływały na moją wyobraźnię. Nie inaczej było z „The Sky Inside”, choć spodziewałam się mniejszej siły rażenia, biorąc pod uwagę fakt, że jest to książka przeznaczona dla młodszych czytelników.

Głównym bohaterem powieści jest Martin, żyjący z rodziną na przedmieściach, które ze względu na rzekome trujące gazy zostały przykryte kopułą. Mieszkańcy HM1 nigdy nie widzieli nieba, chmur gnanych wiatrem, nie czuli promieni słonecznych na własnej skórze. Ptaki są dla nich niewyobrażalnym pomysłem. Dzieci są modyfikowane genetycznie i powstają na linii produkcyjnej; małżeństwa po wypełnieniu odpowiednich formularzy mogą się ubiegać o nowego członka rodziny. Nie znaczy to jednak, że młodzi mieszkańcy nie mają własnego zdania. Wszczepione geny zaopatrzyły ich w pewien charakterystyczny zestaw cech, który łatwo może obrócić się przeciwko ich pomysłodawcom.

Na czele świata ukazanyego przez Dunkle stoi prezydent sprawujący „demokratyczne” rządy. Prezydent jest tak wspaniały, że nie trzeba przez wiele lat wybierać nowego. Każdego ranka obywatele korzystają z prawa do wyboru i decydują o wszelakich sprawach, np. jakiego koloru powinny być zasłony. Nie trzeba chyba dodawać, że nieobecność przy głosowaniu jest wysoce niewskazana. Innym zadaniem mieszkańców HM1 jest wspieranie gospodarki i stymulowanie ciągłego wzrostu gospodarczego. A jak dokonać tego inaczej, jeśli nie przez zakupy? Mieszkańcy przedmieść, oddający się zakupom i oglądaniu telewizji. Amerykański sen w bardzo krzywym zwierciadle, a jednocześnie bardzo niepokojąca wizja.

Ciekawym elementem jest też obraz szkoły, w której od uczniów absolutnie nie wymaga się  samodzielnego myślenia, a od nauczycieli – jakiejkolwiek inicjatywy. Nauczyciele odczytują lektury z ekranu komputera lub wyznaczają czas na zrobienie konkretnych ćwiczeń. Nic nie pobudza naturalnej ciekawości dzieci, a jeśli chcą się one czegoś dowiedzieć, najlepiej jest nie pytać, a nadstawiać uszu w ukryciu i nadziei, że ktoś przez przypadek powie coś istotnego. Czy to naprawdę fatalistyczna wizja przyszłości?

Zwykło się mówić, że Orwell’a już mieliśmy, a Huxley dopiero przed nami. Po lekturze „The Sky Inside” skłonna jestem stwierdzić, że to raczej wizja konsumpcjonistycznego społeczeństwa stworzona przez Dunkle wydaje się bardziej prawdopodobna. Jedna z najlepszych książek dla młodzieży, jaką czytałam. Fragment można przeczytać tutaj.

 

„Kaitangata Twitch” – Margaret Mahy Listopad 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 21:28
Tags: ,

Pamiętam, że jako dojrzewający podlotek bardzo interesowałam się interpretacją snów. Jeden z moich znajomych miał wielki sennik w skórzanej oprawie, z którego często korzystaliśmy. Czasami, nie mogąc się z nim spotkać, dzwoniłam, aby odczytał znaczenie danego snu. Z wiekim zainteresowanie tym tematem gdzieś umknęło, a teraz rzadko pamiętam, co mi się śniło.

Takiego problemu nie ma Meredith, główna bohaterka niewielkiej powieści nowozelandzkiej autorki, Margaret Mahy, pt. „Kaitangata Twitch”. Meredith doskonale pamięta swoje sny, a żeby tego było mało, często budzi się w miejsach innych niż swoje łóżko na skutek lunatykowania. Jej sny są nieodłącznie związane z wyspą, na której bohaterka mieszka wraz ze swoją rodziną oraz zagrożeniem, które spływa na piękną, dziką przyrodę za sprawą żądnego pieniędzy przedsiębiorcy. Kaitangata jest spowita aurą tajemniczości i obecnością dawnych, maoryskich mieszkańców. Zagadkowe zniknięcie dziewczynki sprzed ponad 50 lat dodatkowo buduje grozę.

Powieść skierowana do młodych czytelników niewątpliwie jest wartościową pozycją. Styl Mahy nie razi zbytnią prostotą, jak to czasami zdarza się autorom książek skierowanych do młodszych nastolatków, a istotne sprawy, jak ekologia i konieczność zachowania naturalnego środowiska, podane są w atrakcyjnej formie otoczonego aurą niesamowitości thrillera. Dzięki temu niejednemu młodemu czytelnikowi mogą się otworzyć oczy na pewne rzeczy. Szkoda tylko, że w Polsce nie planuje się wydania tej książki.

 

„Alyzon Whitestarr” – Isobelle Carmody Listopad 1, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 14:07
Tags: ,

alyzon whitestarrDawno nie czytałam żadnej książki dla młodzieży (pomijając moje nieszczęsne spotkanie z „Księżycem w nowiu”) i chyba już zapomniałam, jaką frajdą może być taka lektura. Dający się lubić bohaterowie, szczęśliwe zakończenia, przejrzysty styl i język sprawiają, że 500 stron można przeczytać niemal niepostrzeżenie.

Tytułowa bohaterka powieści, Alyzon, po doznanym urazie czaszki zaczyna cierpieć na niezwykłą wrażliwość zmysłów. Ma niezwykle wyostrzony słuch, kolory wydają się jej bardziej intensywne, ale najdziwniejsze jest to, że potrafi wyczuć zapachy ludzi z najbliższego otoczenia. Jedni pachną przyjemnie, jak morska bryza, a inni mają w sobie coś zgniłego, zepsutego. Nowa umiejętność okazuje się niezwykle cenna, bo rodzinie Alyzon zagraża pewne niebezpieczeństwo…

Samą rodzinę Whitestarrów można określić mianem nietuzinkowej – ojciec, grający w zespole rockowym, niezywkle przystojny i czarujący idealista o wielkim sercu i matka malarka, nieco odrealniona, żyjąca we własnym świecie, malująca obrazy po nocach. Wszyscy się jednak kochają, wspierają, jak tylko potrafią i pomijając problemy finansowe i kłopoty z jedną z sióstr, Serenity, stanowią niemal idylliczny obraz rodziny.

Fabuła jest dość interesująca. Tajemnicza choroba, którą tylko Alyzon może wyczuć i śledztwo przeprowadzane przez główną bohaterkę i jej przyjaciół trzyma w napięciu. Miejscami książka dotyka jednak ważniejszych spraw. Przyjaciółmi Alyzon jest m.in. poruszający się na wózku Raoul, cierpiąca na schizofrenię Sandy czy opóźniony w rozwoju Davey. Nikt nie jest traktowany z pobłażaniem czy pogardą. W ten sposób książka uczy wrażliwości i tolerancji. Najważniejsze chyba w „Alyzon Whitestarr” jest jednak pytanie o to, jak żyć w dzisiejszym, gnającym wciąż do przodu świecie , jak żyć ze świadomością wielkiej niesprawiedliwości, co zrobić, aby uczynić świat lepszym miejscem?

Powieść bardziej spodoba się dziewczętom, niż chłopcom i choć nie jest wolna od wad – bohaterowie są jednoznacznie dobrzy lub źli, a język miejscami zbyt prosty – które wszak dla młodego czytelnika mogą wcale nimi nie być, to gorąco polecam. Alyzon to wartościowa dziewczyna, a wartości, które przekazuje lektura – ponadczasowe.

zawijasKilka cytatów:

„Prawość. Pomyślałam sobie, że to piękne słowo, ale ludzie już nie używają go zbyt często.” [1]

„Mój tata mówi, że musimy żyć według własnych standardów i wierzeń, bez względu na to, co robią inni ludzie temu światu lub nawet nam, bo inaczej żylibyśmy według ich standardów.” [2]

„Próbować tam, gdzie jest mało nadziei, jest pięknym rodzajem głupoty.” [3]

„Możesz tylko kroczyć naprzód i być najlepszą osobą, jaką potrafisz.” [4]

„Dlaczego ludziom zawsze się wydaje, że złe, mroczne rzeczy są prawdziwsze i ważniejsze niż te, które nas podnoszą na duchu i dają poczucie, że warto żyć?” [5]

[1] Isobelle Carmody, „Alyzon Whitestarr”, Random House, New York 2005, s. 177, tłum. L.

[2] Tamże, s. 184.

[3] Tamże, s. 185.

[4] Tamże, s. 199.

[5] Tamże, s. 403.