Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Jazz” – Toni Morrison Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:50
Tags: , , , ,

toni morrison

Toni Morrison to chyba jedna z mniej znanych Noblistek, a na pewno godna większej uwagi. Nagrodę Nobla otrzymała w 1992 roku, jako pierwsza Afro-Amerykanka, a wcześniej jeszcze zdobyła Pulitzera za „Umiłowaną”.

„Umiłowana”, „Jazz” i „Raj” to powieści składające się na trylogię opowiadającą o historii czarnych Amerykanów. Dowiedziałam się o tym jednak trochę za późno i czytanie zaczęłam od środka, czyli od „Jazzu”.

Powieść otwiera pogrzeb młodej Dorcas, zamordowanej przez Joego, swojego starszego kochanka, na który zjawia się zdradzana żona i zakłóca uroczystości próbując pociąć twarz zmarłej nożem. Może brzmi to trochę zbyt tragicznie, a może trochę jak scenariusz kiepskiej telenoweli, ale historia prowadzona zręcznymi rękami Toni Morrison bardzo szybko okazuje się być prozą na światową skalę.

Właściwa akcja toczy się w Harlemie lat dwudziestych ubiegłego wieku, ale nie brakuje też retrospekcji, które przenoszą nas do Stanów Zjednoczonych z dziewiętnastego wieku, pokazując stopniowe zakończenie ery niewolnictwa oraz skutki tych zmian – masowy napływ ludzi do Harlemu, odcinających się od swojej przeszłości. Główni bohaterowie „Jazzu”, Violet, Joe i Dorcas, zostali opuszczeni przez swoje matki i wychowywani przez ciotki, babcie lub adopcyjnych rodziców dręczeni są poczuciem braku przynależności. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że w angielskim na określenie ojczyzny istnieją dwa słowa – zarówno ‘fatherland’ jak i ‘motherland’, to brak matek w życiu bohaterów nabiera dodatkowego, symbolicznego znaczenia. Niewolnicy, przywiezieni siłą do Ameryki, zostali brutalnie pozbawieni swoich korzeni i ojczyzny i te wydarzenia i wspomnienia wciąż nękają dalsze pokolenia.

„Jazz” to na pewno nie jest powieść lekka i przyjemna. Trudne tematy, fragmentaryczna narracja, wydarzenia opowiadane z różnych perspektyw i mnogość wątków wymagają uważnego czytania, ale to w końcu proza najwyższego formatu. Teraz nie pozostaje nic innego, jak poznać pozostałe części trylogii.

Reklamy
 

„Ja, Tituba, czarownica z Salem” – Maryse Conde Maj 23, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 20:58
Tags: , ,

tituba

Czy można sobie wyobrazić świat, w którym grzechem jest oglądanie tańczącego mężczyzny, w którym wszelka fantazja jest tłumiona, a marzenia postrzegane są jako niepotrzebne twory ludzkiej imaginacji? Świat, w którym mała dziewczynka wyznaje z przestrachem swoje przewinienie: „Zdjęłam czepek i pozwoliłam, by słońce głaskało moje włosy,” [1] a mąż na pytanie żony o usytuowanie pokoi w nowym domu odpowiada, że jedynym dobrze usytuowanym pokojem jest trumna, „w której mroku kiedyś każdy z nas spocznie.” [2]

Do takiego właśnie świata trafia tytułowa bohaterka powieści Maryse Conde „Ja, Tituba, czarownica z Salem.” To miasteczko Salem w drugiej połowie XVII wieku, z czasów niesławnych procesów o czary, w trakcie których wszelka logika i racjonalny osąd na podstawie dowodów zanikł na rzecz fantastycznych zeznań kilku nastolatek, w efekcie czego 19 osób powieszono, a wiele innych osadzono w więzieniu. Autorka nie skupia się jednak na samych procesach, a na niepozornej historii niewolnicy z Barbadosu. Poznajemy jej życie przed przybyciem do Salem, a także dowiadujemy się, co stało się z nią po niesprawiedliwych oskarżeniach. Historia ta jest ze wszech miar tragiczna, wręcz okrutna, pełna uprzedzeń, nienawiści i nietolerancji.

Uderzająca jest wrodzona dobroć Tituby, jej naiwność i pragnienie miłości, którego nie są w stanie przesłonić nawet ostrzeżenia matki i nauczycielki Tituby, Man Yai, a które w końcu doprowadza ją do zimnej Ameryki przysparzając tylko więcej cierpienia. Tituba widząc jak smutne życie wiodą dwie dziewczynki, Betsey i Abigail, którym „nigdy nie śpiewano kołysanek, nie opowiadano bajek” i których wyobraźni „nie wypełniano magicznymi i dobroczynnymi przygodami,” [3] postanowiła urozmaicić ich dzieciństwo opowieściami z ojczystego Barbadosu. Naiwnie wierząc, że mała Betsey nie zdradzi nikomu, co razem robią, wciąż jej pomagała, nawet wtedy, kiedy już pojawiły się pierwsze niebezpieczne oskarżenia.

Conde porusza wiele tematów, nie tylko tych związanych z procesami o czary. Ukazuje również hipokryzję ludzi – dopóki Tituba pomagała swoimi zdolnościami wyleczyć żonę Parrisa, wszystko było w porządku, nikt nie miał jej czarów za złe, niektórzy nawet ją prosili o pomoc. Kiedy jednak nastał czas procesów, wszystko się zmieniło. Jesteśmy też świadkami prześladowań Żydów. To nie przypadek, że właściwie jedyna w pełni pozytywna biała postać to owdowiały Żyd z garbem i kulawą nogą. Jego zewnętrzna brzydotę rekompensuje szlachetność i miłość do rodziny i zmarłej żony, a jego bliskość z Tituba jest wręcz wzruszająca. Inną kwestią poruszaną przez autorkę jest podejście samych czarnych do niewolnictwa. Dumna i pewna siebie Tituba jest skontrastowana ze swoim wybrankiem, Johnem Indienem, którego mottem staje się stwierdzenie, że „dla niewolnika ważne jest tylko to, żeby przeżyć.” [4] Lecz czy możemy go potępiać? Zginąć w walce o swoje ideały i wierzenia czy żyć w kłamstwie? Z drugiej strony – co to za życie? Może gdyby było więcej odważnych i gotowych do walki ludzi powstanie na Barbadosie by się udało?

Powieść stawia jeszcze wiele pytań, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Poprzez poruszaną tematykę nietolerancji i zestawione dwa podejścia do życia – konformistyczne i nonkonformistyczne – jest wciąż aktualna, mimo osadzenia akcji w XVII wieku na odległym Barbadosie i w Ameryce. Bo czy współczesne społeczeństwo wolne jest od prześladowań, uprzedzeń, rasizmu? Czy ludzie nie robią rzeczy wbrew sobie, aby przeżyć, lub bardziej prozaicznie, aby dostać awans lub polepszyć swoją sytuację życiową? Uproszczeniem byłoby stwierdzić, ze przez 400 lat nie zmieniło się zbyt wiele, ale chyba nie aż tyle, jakby się mogło pierwotnie wydawać. Warto przeczytać tę książkę choćby z tego powodu.

——–

[1] Maryse Conde, „Ja, Tituba, czarownica z Salem”, tłum.Krystyna Arustowicz, wyd. W.A.B, 2007, s. 69.

[2] Tamże, s. 94.

[3] Tamże, s. 67.

[4] Tamże, s. 45.