Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„First Among Sequels” – Jasper Fforde Sierpień 25, 2012

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:44
Tags: , ,

– Hmm – powiedziałam, kiedy stanęliśmy przy wejściu do Booktastic! i wpatrywaliśmy się w regały mocno wypełnione płytami CD, DVD, grami i urządzeniami komputerowymi i specjalistycznymi magazynami. Jestem , że kiedy ostatnio tu byłam, widziałam książkę. Przepraszam?

Sprzedawca się zatrzymał i patrzył na nas nieco pustym wzrokiem.

– Czy są może jakieś książki?

– Jakieś co?

– Książki, no wiesz, mniej więcej takiej wielkości i pełne słów ułożonych w określonym porządku, aby dać efekt realności?

– Chodzi o DVD?

– Nie, mam na myśli książki. Są trochę staromodne.

– Ach tak! Mówisz o kasetach video.

– Nie, mówię o książkach.

– W takim razie musisz porozmawiać z kierownikiem.

(Jasper Fforde. First Among Sequels. Hodder and Stoughton. London: 2007. S.262, tłum. L.)

„First Among Sequels” to już piąty tom przygód Thursday Next. Świat Fforde’a, gdzie detektywi literaccy ratują Jane Eyre z rąk niegodziwca, a przenoszenie się ze świata realnego do świata fikcji nie stanowi dla Thursday większego problemu, w którym bohaterowie książek żyją też własnym życiem i czasami wybierają się na urlop, zachwyca mnie nieprzerwanie od kilku lat. Piąta część należy zdecydowanie do najbardziej pesymistycznych.

Minęło 14 lat od wydarzeń z „Something Rotten” i spektakularna działalność Thursday, jak i wszystkich OpSpeców, zostaje zawieszona i bohaterka zakłada firmę sprzedającą dywany. Podłogowy biznes jest tylko przykrywką, a wypady Thursday do Książkowego Świata są nieoficjalną częścią jej zawodowej aktywności. Anglia boryka się z nadwyżką głupoty, rząd nieudolnie próbuje się jej pozbyć, a w świcie fikcji ogromnym problemem jest spadek czytelnictwa. Pewne książki zawsze będą czytane, ale mniej znane klasyki i inne tytuły leżą odłogiem na półkach, w wyniku czego istnieje poważna obawa, że postaci z mniej znanych tytułów zaczną przemieszczać się do tych, które jeszcze ludzie czytają.

Thursday musi wyszkolić i ocenić nowe rekrutki, które okazują się być fikcyjnymi wersjami jej samej. Na podstawie jej widowiskowego uratowania Jane Eyre powstało kilka książek ociekających przemocą i seksem tworzących fałszywy obraz dzielnej agentki, w pierwszym tomie Thursday bije się z Jane Eyre o Rochestera, pani Fairfax okazuje się być zabójcą ninja, a Berthę porywają kosmici. Nic dziwnego więc, że w jednej z części powołano do Thursday w płóciennych spodniach, z dzierganą torebką przewieszoną przez ramię, która oddaje się medytacji i żyje w zgodzie z naturą i własnym ja. Szkolić tak różne dwie kadetki nie jest łatwo, zwłaszcza kiedy jedna z nich nie uznaje autorytetów.

Jednym z nowych pomysłów Fforde’a jest przegląd książek, które to, zupełnie jak auta, zużywają się proporcjonalnie do tego, ile razy zostały przeczytane. Każda książka kwalifikuje się do naprawy co 30 lat lub jeśli została przeczytana milion razy. „Władca pierścieni” jest w warsztacie niemal cały czas, ze względu na dużą popularność. Prawdziwe niebezpieczeństwo stanowi jednak nadwyżka głupoty. Społeczeństwu już nie wystarczają ogłupiające programy na realiy TV o wiele mówiących tytułach: Najzabawniejsze wypadki piłą mechaniczną, Samarytańska zamiana wątroby, Sprzedaj swoją babcię, Komu wyłączymy maszynę podtrzymującą przy życiu? Rząd postanowił poświęcić klasyki literatury angielskiej, aby pozbyć się problemu. Czy Thursday uda się uratować literacki świat?

„First Among Sequels” nadal bawi niezwykłymi pomysłami autora i dowcipnymi odwołaniami do literatury, stanowi świetną satyrę na świat politycznych gierek i układów, ale momentami, zmierza z czysto literackiej  fikcji ku opisowi naszej rzeczywistości. Kiedy rozmawiałam z koleżanką o idiotycznych programach z powieści, usłyszałam, że i teraz powstają programy, w których kobiety walczą między sobą o… pakiet operacji plastycznych. Tego typu rozrywka nigdy mnie nie interesowała, ale  też się nie spodziewałam, że idea reality show zabrnęła tak daleko. Księgarnie póki co jednak nie znikają, więc jakaś nadzieja jeszcze istnieje. A mnie cieszy bardzo, że powstały jeszcze 2 kolejne tomy przygód Thursday.

Jasper Fforde na czytatniku:

Porwanie Jane E.

Skok w dobrą książkę

The Well of Lost Plots

Something Rotten

 

Empatia w dawnym i nie tak dawnym Iranie Marzec 3, 2012

Za pomocą dwóch książek odwiedziłam Iran. Persję siedemnastowieczną z pełnym przepychu Isfahanem i Iran bardziej współczesny, gdzie po Rewolucji Islamskiej kobiety potajemnie czytały zakazane dzieła zepsutej zachodniej literatury w Teheranie.

Nie jestem wielką fanką książek historycznych, ale „Krew kwiatów” zainteresowała mnie już dawno. Piękna okładka polskiego wydania, kobieta walcząca o godność, baśniowość, zmysłowość – wszystko to brzmiało bardzo obiecująco. Liczyłam na powieść w stylu Giny B. Nahai, którą czytałam 6-7 lat temu (swoją drogą ciekawe, czy teraz lektura jej powieści też by zrobiła na mnie takie wrażenie).

Baśniowość kończyła się na wplecionych w narrację perskich bajkach, bo w codziennym życiu głównej bohaterki, której imienia, co znamiennie, nie poznajemy przez całą powieść – na próżno byłoby jej szukać. Dziewczyna spędza dzieciństwo w irańskiej wiosce przy boku kochających rodziców. Niestety, ojciec umiera, dziewczyna nie ma szans na zamążpójście bez posagu, a 2 samotne kobiety nie mają szans na przeżycie, więc wybierają się do rodziny po pomoc. W bogatym domu spełniają funkcję popychadeł i służących. Dziewczyna ma jednak rzadki dar do projektowania i tkania dywanów. Jej wuj wielokrotnie żałuje, że nie jest chłopcem, bo wtedy mógłby nauczyć ją fachu i przekazać warsztat, w którym powstają dywany dla samego szacha.

Zdecydowanie do gustu przypadła mi główna bohaterka, która próbuje walczyć o własne miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie kobieta bez ojca, męża lub brata jest po prostu nikim. Gorący temperament i ambicja nie zawsze pomagają jej w podejmowaniu dobrych decyzji, ale determinacja i chęć zmiany swojego życia sprawia, że dziewczyna uczy się na błędach.

Anita Amirrezvani oddała głos perskiej kobiecie z siedemnastego wieku wypełniając tym samym lukę, w której kobiety prawa głosu nie miały. Imię bohaterki pozostaje nieznane – jej los to los setek tysięcy innych kobiet tamtych czasów – całkowicie zależnych od mężczyzn i bez szans na spełnienie własnych planów i ambicji i traktowanych często jako towar, który może przynieść zysk rodzinie. Amirrezvani przywołuje do życia silną osobowość, która walczy z zastanym porządkiem i choćby dlatego „Krwi kwiatów” należy się uwaga.

Po historycznej wycieczce, na której bohaterowie tkali dywany, nadszedł czas na bardziej współczesną lekturę, gdzie z postrzępionych kawałków nowej postrewolucyjnej rzeczywistości bohaterka (tak, znowu jest to kobiety) próbuje na nowo utkać swoje życie.

„Czytając Lolitę w Teheranie” to wspomnienia wykładającej literaturę angielską na uniwersytecie Azar Nafisi. Wspomnienia przeplatane są  ze swobodnymi refleksjami na temat książek omawianych na cotygodniowych potajemnych spotkaniach z wybrana grupą studentek. Czytało się to wyśmienicie!

Nafisi opisuje Iran przedrewolucyjny, w którym kobiety miały praktycznie takie same prawa i możliwości, jak w krajach zachodnich oraz rozczarowanie rewolucją, która zamiast przynieść więcej wolności, sprawiła, że kraj cofnął się do zwyczajów obowiązujących 3 pokolenia wstecz. „Wiek uprawniający do ślubu został obniżony do 9 lat – 8,5 lat księżycowych, jak nam powiedziano; cudzołóstwo i prostytucja miały teraz być karane ukamieniowaniem; wartość kobiety, zgodnie z prawem, była równa połowie wartości mężczyzny […] W latach młodzieńczych widziałam, jak dwie kobiety zostały członkami rady ministrów. Po rewolucji, te same kobiety skazano na śmierć za grzech wojowania z Bogiem i szerzenia prostytucji.”* W życiu codziennym surowe prawa stawały się przyczyną upokorzeń – przed wejściem do budynku uniwersytetu sprawdzono nie tylko jakiekolwiek ślady makijażu na twarzy, ale też na przykład kolor skarpetek…

W książce Nafisi ogromną rolę spełnia literatura. Dzieła z zachodniego kanonu stopniowo stają się niepożądanymi na uniwersytecie, a księgarnie z książkami po angielsku znikają z mapy Teheranu. Tym samym czytanie Nabokova, Jamesa czy Austen i ciągnące się potem dyskusje pozwalają się oderwać od islamskiej rzeczywistości, odetchnąć innym powietrzem, poczuć namiastkę wolności. W czasie bombardowania miasta książki stają się dla Nafisi azylem, autorka nie poddaje się panice czy strachowi, a całkowicie zatapia się w lekturze.

Dla Nafisi empatia jest najważniejszą rolą powieści. Jej zdaniem sensem czytania jest nie czytanie o znanych nam rzeczach, które sprawiają, że czujemy się dobrze i bezpiecznie, a poznawanie nowych miejsc, ludzi i rzeczy, których nie znamy. Czytamy z ciekawości i jak tylko zagłębimy się w nowy, nieznany świat powieści, zaczynamy odczuwać empatię. Całkowicie zgadzam się z funkcją poznawczą literatury, która pozwala wyjść nam z wygodnych czterech ścian i poznać inne światy, inne tradycje i kultury. Nie do końca jestem przekonana, czy empatia jest tak bardzo istotna w każdej powieści, ale zarówno w przypadku Amirrezvani i Nafisi spełniała ona dużą rolę. Czytając o losach ambitnej dziewczyny z siedemnastego wieku czy grupie kobiet z dwudziestowiecznego Teheranu nie sposób było nie odczuwać ich frustracji, rozczarowań i małych radości, kiedy w jakikolwiek sposób udało im się buntować przeciwko istniejącej rzeczywistości pełnej restrykcyjnych zasad.

—–

* Azar Nafisi, Reading Lolita in Tehran. Harper Perennial. London: 2008, s. 261. Tłum: L.

 

Indie a czytanie Grudzień 3, 2011

Filed under: Indie — Lilithin @ 11:59
Tags:

Targ książek na jarmarku z okazji Diwali

Jak wygląda czytelnictwo w kraju, w którym jedna czwarta społeczeństwa jest niepiśmienna? Punjab, w którym mieszkam doskonale wpisuje się w średnią krajową ze swoimi 76% ludzi potrafiących czytać i pisać. Dużo gorzej jest w Biharze, gdzie podział między piśmiennymi a niepiśmiennymi to niemal pół na pół. Sytuacja najlepiej przedstawia się w Kerali – ponad 90% ludzi potrafi tam czytać i pisać. W dwóch skrajnie odmiennych stanach jeszcze nie byłam (a do Biharu nawet się nie wybieram), dlatego też swoje obserwacje opieram jedynie na Chandigarh oraz kilku turystycznych miejscowościach w Himachal Pradesh.

Uliczny sprzedawca pirackich książek

W Chandigarh działają dwie większe (bo nie mogę napisać: „duże”, wtedy pewnie część osób wyobraziłaby sobie bojkotowany ostatnio Empik, a są one mniejsze niż najmniejszy z Empików) księgarnie z literaturą w języku angielskim oraz jedna dość spora z literaturą w językach hindi i punjabi. W kilku punktach miasta można dodatkowo znaleźć niemal mikroskopijne księgarnie, a właściwie kioski. Ich głównym towarem są jednak artykuły papiernicze i prasa, więc półki z literaturą nie kuszą wielkim wyborem. Zwłaszcza jeśli po głębszym przyjrzeniu okazuje się, że większość to poradniki… Antykwariatu nigdzie nie widziałam, ale spotkałam się z rozłożonymi na kocu pirackimi książkami. Z daleka niczym nie różnią od tych księgarnianych, ale po otwarciu okładki ukazuje się kiepskiej jakości ksero na (bardzo) szarym papierze. Średnia cena takiego ‚wydania’ to 150 rupii (ok 10 zł) czyli często mniej niż połowa kwoty, jaką trzeba zapłacić za prawdziwą książkę. W mieście działają dwie biblioteki (płatne) oraz Biblioteka Brytyjska.

Indyjskie książki dla młodzieży

Biorąc pod uwagę, że Chandigarh jest stolicą dwóch indyjskich stanów i że mieszka tu milion ludzi, to sytuacja nie wygląda za ciekawie. Ilość księgarni odzwierciedla popyt na książki. W Polsce narzekania na brak zainteresowania literaturą nie mają końca, ale jednak w mieście z 250 tys. mieszkańców działa 5 księgarni oraz kilkanaście miejskich bibliotek. Obawiam się, że gdyby przeprowadzono badania w Indiach, okazałoby się, że śladowy odsetek społeczeństwa przeczytał jakąkolwiek książkę w ubiegłym roku. Znikoma ilość bibliotek oraz fakt, że nie są one darmowe dodatkowo ogranicza możliwość czytania najbiedniejszym.

Szkoła, w której pracuję jest szkołą prywatną, jak większość szkół w Indiach. Edukacja publiczna nie cieszy się wielkim szacunkiem i nikt, kogo stać na pokaźne  wpisowe i miesięczne czesne nie posyła swojej pociechy do szkoły publicznej. Nauczyciele oprawadzający potencjalnych klientów (bo tak to trzeba niestety nazwać, edukacja jest tutaj biznesem) z dumą prezentują bibliotekę i czytelnię. W bibliotece jest 6 regałów z książkami. Zdecydowana większość to podręczniki, relatywnie dużo jest wszelkiego rodzaju wydań encyklopedycznych, najmniej książek, które mogłyby sprawić radość dzieciom i wpoić w nie nawyk czytania. Pamiętam, że w mojej szkole działała niewielka biblioteka, ale zawsze mogłam znaleźć coś ciekawego – czy to przygody Pana Samochodzika, czy Siesicką lub Musierowicz. Trudno mi sobie wyobrazić podobną sytuację tutaj. W Indiach dużo bardziej ceni się podążanie w kierunku nauk ścisłych – zawody lekarza czy inżyniera są bardzo cenione, rodzice wywołują presję na dzieciach, aby właśnie w tym kierunku się kształciły. Kierunki humanistyczne i artystyczne to te, na które idą osoby z gorszymi wynikami z egzaminów. Zdaję sobie sprawę, że to bardzo duże uogólnienie i z pewnością nie wszędzie tak jest, ale ubogie zaopatrzenie bibliotecznych półek mówi samo za siebie.

Tybetańska księgarnia w Dharamsala

Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w typowo turystycznych miejscach. Turyści chętnie czytają książki o miejscach, które odwiedzają i właściciele kawiarni i hoteli często kuszą nie tylko zachodnimi wypiekami i dobrą kawą, ale również półkami z książkami, które można czytać w wygodnych fotelach. Nawet najmniejsze kawiarenki mają do zaoferowania niewielkie zbiory, wśród których nie może zabraknąć przewodnika Lonely Planet. Owszem, miło jest zjeść ciasto marchewkowe i wypić earl greya bez cukru, ale działania te są skierowane na zagranicznego turystę, który w danym miejscu ma dać zarobić właścicielowi. Brakuje mi jakiegoś szerzej zakrojonego programu mającego na celu promowanie czytelnictwa. Indie jednak chyba najpierw muszą uporać się z jednym z najwyższych (jeśli nie najwyższym) na świecie odsetek analfabetyzmu, a dopiero potem zająć się propagowaniem literatury.

Antykwariat w Shimli

 

„Czytelniczka znakomita” – Alan Bennett Sierpień 26, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 19:43
Tags:

Jeszcze niedawno myślałam o całkowitym odwyku. We wrześniu czeka mnie trzecia przeprowadzka w ciągu 12 miesięcy, a książki na przemian wożę to z domu rodzinnego do tymczasowej studenckiej siedziby, a to z Wrocławia do domu. Niektóre pokonują taką trasę kilka razy, bo nie mogę się zdecydować na czytanie albo trudno mi się z jakąś rozstawać. Cały mój plan jednak spalił na panewce, kiedy weszłam do księgarni i znalazłam tam „Czytelniczkę znakomitą”, na którą miałam ochotę już od dawna.

I cóż mogę powiedzieć? Przyjemna, niedługa opowiastka na jeden wieczór o rodzącej się pasji czytelniczej u Elżbiety II. Udawanie grypy, aby zostać w łóżku z książką czy zaniedbywanie obowiązków na rzecz czytania jest chyba znane każdemu miłośnikowi literatury. Ja sama powinnam siedzieć właśnie nad pracą magisterską. Bennett podaje to w sposób przyjemny i miejscami całkiem urocz, choć takie przedstawienie angielskiej królowej wydaje mi się cokolwiek nieprawdopodobne. Najbardziej w tej książce podobało mi się… wydanie. Idealny format, twarda oprawa, grube kartki, porządne szycie. Ogólnie, przyjemna rozrywka na nudny wieczór, ale jak to bywa z przyjemnymi rozrywkami – niewiele z nich wynika i niewiele się z nich wynosi.

Cytat, który zwrócił moją uwagę:

„Czytać to wycofać się z aktywnego życia, stać się niedostępnym dla innych […] Byłoby to łatwiej przełknąć, gdyby czytanie było zajęciem ze swej istoty mniej… samolubnym.” *

Może i w akcie samego czytania jest coś samolubnego i odcinanie się od świata, ale rozmowa o książkach, czy to na żywo, czy za pośrednictwem komputera, jest już tego kompletną odwrotnością.

—–

*Alan Bennett, Czytelniczka znakomita. Tłum. Ewa Rajewska. Poznań: Media Rodzina, 2009. S.42.

 

„Something Rotten” – Jasper Fforde Sierpień 13, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:26
Tags: , ,

sth rotten

„Gdyby prawdziwy świat był książką, nigdy nie znalazłby wydawcy. Zbyt długi, szczegółowy aż do punktu, w którym traci się zdolność skupienia uwagi i ostatecznie bez żadnego konkretnego rozwiązania.” *

Który bohater literacki mógłby wypowiedzieć te słowa?

a) Werter

b) Hamlet

c) Antygona

Jeśli Waszym wyborem była odpowiedź b, czyli Hamlet, to gratuluję znakomitej znajomości osobowości książkowych bohaterów. Jasper Fforde, mistrz literackich odniesień i absurdalnych pomysłów powraca w przedostatnim tomie przygód Thursday Next i wprowadza Hamleta do świata rzeczywistego, bo w słynnej sztuce nie dzieje się dobrze. Sam Hamlet też nie jest w najlepszej formie. Postanawia zostać człowiekiem czynu, co nie cieszy Thursday, która sprawuje nad nim opiekę. Thursday ma masę innych problemów – musi odzyskać pracę, schwytać uciekiniera ze świata fikcji, zapobiec końcu świata, przywrócić eradykowanego męża do swojego życia. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze konieczność znalezienia odpowiedniej opieki dla syna, o wdzięcznym imieniu Friday, przemyt duńskich książek do Walii, a to i tak nie koniec.

Tak jak i w poprzednich tomach, Fforde dał popis swej niezwykłej wyobraźni i siły twórczej. Najbardziej przypadł mi do gustu wątek z Hamletem, który uważam za jeden z najzabawniejszych ze wszystkich czterech tomów, które do tej pory przeczytałam. Ogólnie jednak „Something Rotten” nie zachwycił mnie aż tak, jak poprzednie tomy. Pierwszy tom, „Porwanie Jane E.” był jak łyk świeżej wody na pustyni, wprost zachłysnęłam się prozą Fforde’a. Drugi, „Skok w dobrą książkę”, to właściwie był skok na głęboką wodę niesamowitych pomysłów autora i pianie z zachwytu nad dalszą eksploracją pomysłu wchodzenia do książek. Trzecia część, „The Well of Lost Plots”, dziejącą się w całości w świecie fikcji, oczarowała mnie od początku do końca. W czwartej części wracamy do Anglii i niby dalej jest zabawnie, odniesienia do literatury i popkultury wyskakują z każdej strony, ale zachwyt już nie ten. Nie wiem, czy to przez to, że akcja dzieje się w świecie rzeczywistym, czy przez to, że czwarty tom to, jakby na to nie patrzeć, już czwarty tom. Pozostaje za jakiś czas sięgnąć po ostatnią część i przekonać się, czy Fforde jeszcze czymś zaskoczy. W każdym razie, „Something Rotten” to wciąż świetna lektura i godna polecenia, może już nie na szóstkę, ale pięć z minusem.

—–

Jasper Fforde na czytatniku:

Porwanie Jane E.

Skok w dobrą książkę

The Well of Lost Plots

—–

* Jasper Fforde, „Something Rotten”, Hodder and Stoughton, Londyn 2004, s. 75 (tłum. L).

 

„Skok w dobrą książkę” – Jasper Fforde Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:54
Tags: , , ,

skoks w doba ksiazke

„Skok w dobrą książkę” to drugi tom przygód detektywa literackiego, Thursday Next. Po uratowaniu Jane Eyre i zmianie zakończenia na takie, jakie znamy dziś, Thursday staje się sławna. OpSpece chcą to wykorzystać w celu polepszenia swego wizerunku, więc wysyłają agentkę na różne wywiady, spotkania i rozmowy.

Thursday ma jednak inne problemy – ktoś próbuje ją zabić za pomocą niezwykłych zbiegów okoliczności, a Goliath w spółce z ChronoStrażą eradykuje (ześlizguje w czasie) jej męża, Landena, który od teraz istnieje tylko w jej wspomnieniach. Co więcej, Thurs jest w ciąży i nie wie, czy to dziecko Landena, czy osiłka Milesa. Aby odzyskać męża, musi uwolnić Jack’a Schitt’a z „Kruka”. Ale jak to zrobić bez Portalu Prozy wuja Mycrofta? Jakby tego było mało, Thurs musi stawić się do sądu na własny proces, a z adwokatem rozmawia tylko w przypisach. Na proces przybywa spóźniona i w drzwiach mija się z Józefem K.

Istne szaleństwo, prawda? A to zaledwie czubek góry lodowej. Mogłoby się wydawać, że po „Porwaniu Jane E.” trudno będzie Fforde’owi wymyślić coś nowego, równie zabawnego i zaskakującego. Zadanie to zostało jednak wykonane z istną wirtuozerią i  „Skok w dobrą książkę” to naprawdę… skok w dobrą książkę.

Oprócz świata, w którym żyje Thursday (gdzie m.in. „Kardenio” został odnaleziony, neandertalczycy zostali przwróceni do życia, a w Fort Knox przechowywane są nacenniejsze dzieła literatury), Fforde część akcji umieścił w… świecie fikcji. Jurisfikcja znajduje się w Wielkiej Bibliotece, w której znajdują się wszystkie książki, nawet te nienapisane. Zadaniem tej organizacji jest troska o literaturę – ochrona przed gramasożytami, które zjadają słowa, Bowdlerystami, którzy chcą zlikwodować wszelkie obsceniczne i rubaszne sceny z książkowych kart, a także znajdowanie bezpiecznych przejść między książkami, co jest bardzo niebezpieczne… Ambrose Bierce [1] „zapuścił się – samotnie! – w […] krótkie opowiadanie Poego […]. Szukał tylnego wejścia do poezji Poego. Wiemy, że można przejść z Pana Jakmutam do Czarnego kota przez chwiejny czasownik w trzecim akapicie […]. Nigdy więcej nie usłyszeliśmy o nim. Poszło za nim dwóch kolegów. Jeden się udusił, a drugo, no cóż, biedny Ahab całkiem zwariował. Po powrocie ciągle myślał, że goni go biały wieloryb. Podejrzewamy, że Ambrose został zamurowany z baryłką amontillado albo spłonął żywcem, albo stało mu się coś równie strasznego.” [2]

W powieści aż skrzy się od humoru, nie sposób pozbyć się chichotu czytając niektóre fragmenty.

„– Jesteś kotem z Cheshire, prawda? – zapytałam.

– Byłem kotem z Cheshire – powiedział, spoważniawszy nieco. – Ale przesunęli granice administracyjne i formalnie jestem teraz Kotem z Autonomicznej Gminy Warrington, co już nie brzmi tak samo.” [3]

Oprócz Kota z Cheshire czy też Autonomicznej Gminy Warrington, Thursday spotyka jeszcze inne książkowe postaci, które poza odegraniem swojej roli w powieści, żyją własnymi sprawami i mają swoje zmartwienia. Odyseusz zostaje oskarżony o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu cyklopa Polifema, Heathfcliff robi nieoczekiwaną karierę w Hollywood pod pseudonimem Buck Stallion [z ang. ogier, przyp. L.] a panna Havisham z „Wielkich nadziei” prowadząca ciągłe wojny z Królową Kier z „Alicji w Krainie Czarów” zostaje nauczycielką Thursday, czyta „National Geographic”, słucha walkmana Sony, chodzi w adidasach i prowadzi Bugatti z raczej niewielką troską o przepisy drogowe.

W Norland z „Rozważnej i romantycznej”, Marianna prosi Next o drobną przysługę:

„- Proszę, wybacz mi moją impertynencję, ale czy mogłabyś przynieść mi coś, kiedy wpadniesz tu następnym razem? […] Mintolasy. Po prostu uwielbiam mintolasy. Oczywiście wiesz, co to jest? Podobne do dropsów, tylko miętowe. I gdyby nie sprawiło ci to kłopotu, dwie pary nylonowych rajstop i kilka baterii paluszków, na przykład z tuzin […]. Eleonora nienawidzi, kiedy proszę obcych o przysługę, ale przypadkiem wiem, że żywi nieodparty pociąg do nutelli – i jeszcze odrobinę prawdziwej kawy dla mamy.” [4]

Przy „Skoku w dobrą książkę” dobra zabawa jest gwarantowana. Fforde nadal bawi się aluzjami literackimi, udowadniając swoimi niesamowitymi pomysłami nieograniczoną siłę wyobraźni. Mnogość wątków, humor, zwroty akcji i obrazowy język (wystarczy wyobrazić sobie XIX wieczną starą pannę w podartej i wypłowiałej sukni ślubnej prowadzącą w szaleńczym tempie Bugatti lub walczącą na wyprzedaży o zestaw książek niejakiej Daphne Farquitt) stanowią o niewątpliwej wartości tej książki. Doskonała rozrywka dla moli książkowych.

—-

[1] Ambrose Bierce – amerykański dziennikarz i pisarz, zaliczany obecnie do prekursorów literatury grozy, przyp. L.

[2] Jasper Fforde, „Skok w dobrą książkę”, tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak 2005, s. 195.

[3] Tamże, s. 190.

[4] Tamże, s. 293.

 

„The Well of Lost Plots” – Jasper Fforde

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 15:24
Tags: , , ,

well of lost plots

„Studnia Zagubionych Wątków to miejsce, gdzie łączymy wyobraźnię pisarza z bohaterami i wątkami tak, aby miało to sens w umyśle czytelnika. Jakby nie było, czytanie jest prawdopodobnie bardziej twórczym i fantazyjnym procesem niż pisanie; kiedy czytelnik stwarza w swojej głowie jakieś uczucie lub wyobraża sobie kolory na niebie podczas zachodu słońca albo zapach ciepłego, letniego wiatru na twarzy, powinien siebie chwalić tak samo jak pisarza, a być może nawet bardziej.” [1]

Piękny ukłon w stronę czytelnika, prawda? Do tej pory jakoś nie postrzegałam swojego przebiegania wzorkiem literek jako czynności bardziej twórczej niż samo pisanie. U Jasper’a Fforde’a wszystko jest jednak możliwe. W trzecim tomie przygód Thursday Next, „The Well of Lost Plots”, akcja nie toczy się w świecie rzeczywistym, lecz w Jurysfikcji. Thursday w ramach Programu Wymiany Postaci literackich znajduje się w powieści „Caversham Heights”, ukrywając się przed zagrażającą jej Goliath Corporation. W międzyczasie panna Havisham, która była „trochę jak surowy rodzic, twój najgorszy nauczyciel i świeżo mianowany dyktator z Ameryki Północnej w jednym” [2] stara się przygotować Thurs do egzaminu na pełnoprawnego pracownika Jurysfikcji.

W porównaniu z poprzednimi tomami, „The Well of Lost Plots” jest zaskakująco spokojna. Goliath wprawdzie został w Anglii, więc życie Thurs nie jest bezpośrednio zagrożone, ale jej pamięć o eradykowanym mężu, Landenie, już nie przedstawia się tak różowo. Wprawdzie giną agenci Jurysfikcji, Thurs dokarmia Minotaura i ucieka przed gramasożytami, ale tak naprawdę w największym niebezpieczeństwie są wspomnienia Thursday.

Jasper Fforde ponownie bawi się z czytelnikiem wodząc go za nos i nawiązując do innych dzieł literackich czy nawet dziecięcych rymowanek. Jak się nie śmiać, czytając, że Humpty Dumpty strajkuje domagając się takich sam praw jak postacie literackie, a bohaterowie „Wichrowych Wzgórz” muszą uczestniczyć w spotkaniach Radzenia Sobie z Gniewem. Co więcej, antagonizmy z „Wichrowych Wzgórz” są tak silne, że „grupa zwolenników Cath próbowała porwać Madame Bovary […], aby zmusić Radę do zrezygnowania z Heathcliffa” [3]. Kiedy podczas spotkania Jurysfikcji wychodzi na jaw, że ukradziono znaki przestankowe z ostatniego rozdziału „Ulissesa”, Fforde puszcza do nas oko, bo w końcu nikt tego nie zauważył, jako że większość czytelników nie dochodzi tak daleko. Poza tym, „czytelnicy postrzegają brak interpunkcji nie jako błąd na miarę kataklizmu, ale oznakę wielkiego geniuszu” [4]. W książka aż roi się od podobnych ironicznych i groteskowych przykładów. Zabawna, erudycyjna i intertekstualna proza Fforde’a bawi, zadziwia i budzi podziw. Można tylko żałować, że nie jest dostępna szerszemu gronu czytelników.

——

[1] Jasper Fforde, „The Well of Lost Plots”, Hodder, Londyn 2003, s. 50 (tłum. L.)

[2] Tamże, s. 67.

[3] Tamże, s. 131.

[4] Tamże, s. 109.