Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Anima vilis” – Krztsztof T. Dąbrowski Czerwiec 22, 2010

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 17:10
Tags:

Wracam po kolejnej przerwie do blogowego świata. Gips ściągnięty to i wygodniej się czyta, i wygodniej się pisze i ogólnie komfort codziennego życia ulega znacznej poprawie.

Znacznej poprawie uległ także mój stosunek do opowiadań, których do niedawna nie byłam wielką fanką. W dobrym opowiadaniu krótka forma nie przeszkadza ani nie wzbudzać niedosytu fabularnego, a dzięki swej lapidarności pozwala na łatwe oderwanie się i powrót do innych obowiązków. I takie właśnie są opowiadania Krzysztofa T. Dąbrowskiego zawarte w tomie „Anima vilis”.

Co mi się podobało w „Anima vilis”? Po pierwsze, powiązanie kilku opowiadań tymi samymi bohaterami. Choć każde z nich skupia się na innym motywie, to połączenie ich znanymi już postaciami nadaje całości głębszego sensu i udowadnia, jak przemyślana jest struktura i fabuła każdego z opowiadań. Poza tym, Dąbrowski sięga do różnych konwencji. I tak mamy tu słowiańskie legendy, krwiożerczego Mikołaja, a także elementy science fiction czy opowiadanie osadzone nawet gdzieś na pustyni USA. Wędrówka dusz i reinkarnacja to powtarzające się motywy. Najbardziej przypadło mi do gustu ostatnie opowiadanie, „Losu dopełnienie”, najbardziej złożone i dziejące się w kilku ramach czasowych, których połączenie jest doprawdy zaskakujące.

Warto również wspomnieć o stylizacji językowej, o którą zadbał autor. Inaczej mówi młodzież, inaczej dziecko, a jeszcze inaczej bezzębna starucha. Taka dbałość o warstwę językowe zdecydowanie zasługuje na uwagę. Polecam, lektura idealna dla amatorów powieści grozy i horrorów.

Reklamy
 

„Black Venus” – Angela Carter Wrzesień 12, 2009

Filed under: Przeczytane,Wyzwania — Lilithin @ 23:18
Tags: , ,

black venus

„Black Venus” to ostatni zbiór opowiadań wydanych przed śmiercią Angeli Carter, na szczęście zaledwie drugi przeze mnie przeczytany. Carter, która swą świetną „The Bloody Chamber” przekonała mnie do krótkich form literackich i tym razem nie zawiodła.

„Black Venus” koncentruje się na postaciach znanych z historii czy to z literatury, w większości na kobietach, dając im możliwość opowiedzenia swej wersji zdarzeń lub zaprezentowaniu ich wpływu na życie innych, jak np. w opowiadaniu „The Cabinet of Edgar Allan Poe”, w którym autorka skupia się na matce aktorce amerykańskiego poety i wielkiej sile oddziaływania teatru i poczucia odrealnienia na dalsze życie Edgara Allana Poe.

„Weźcie pod uwagę teatralną iluzję, ze szczególnym odniesieniem do podatnego na wpływy dziecka, które było wystawiane na jej działanie w wieku, kiedy wszystko wydaje się być nieprawdziwe.” *

Carter opowiada też o zalotach Puka ze „Snu nocy letniej”, morderstwie Lizzie Borden, znanej z angielskiej rymowanki (Lizzie Borden took an axe and gave her mother forty whacks.And when she saw what she had done, she gave her father forty-one), czy zdobytym fortelem pocałunku żony Tamburlaine’a i architekta („The Kiss”). Najbardziej do gustu przypadły mi trzy opowiadania – wspomniany już „The Cabinet of Edgar Allan Poe”, „Peter and the Wolf” oraz tytułowa „Czarna Wenus”. „Peter and the Wolf” eksploruje znane już z wcześniejszych opowiadań przypadki wilczych dzieci, połączone z elementami baśniowymi i świeżo rozbudzoną seksualnością.

„Czarna Wenus” wprawiła mnie w niemy zachwyt. Carter mistrzowsko opisała dekadencką atmosferę panującą w domu Baudelaire’a i niejasny związek, jaki łączył francuskiego symbolistę ze swoją muzą, Jeanne Duval, która „była jak fortepian w kraju, gdzie wszystkim odcięto dłonie.”* Pierwsze dwa akapity opowiadania, oddające melancholijną atmosferę Paryża pogrążonego w jesieni sprawiają, że i czytelnikowi udziela się ten przeszywający serce smutek. Genialny opis.

Świetny zbiór opowiadań. Odkrywanie umieszczonych w nich literackich aluzji sprawi przyjemność każdemu bibliofilowi. Język, jak chyba zawsze u Carter – niezwykle bogaty, sugestywny, a opisy – przywołujące całą paletę emocji. Drobna sugestia dla potencjalnych czytelników – warto zostawić sobie tytułowe opowiadanie na sam koniec, a nie zaczynać od niego, gdyż pozostałe historie nie do końca utrzymują tak wysoką poprzeczkę.

—–

*Angela Carter, „Black Venus”, Vintage, Londyn 1996 (tłum. L.)

—–

zawijas

„Sad; so sad, those smoky-rose, smoky-mauve evenings of late autumn, sad enough to pierce the heart. The sun departs the sky in winding sheets of gaudy cloud; anguish enters the city, a sense of the bitterest regret, a nostalgia for things we never knew, anguish of the turn of the year, the time of impotent yearning, the inconsolable season. In America, they call it ‚the Fall’ , bringing to mind the Fall of Man, as if the fatal drama of the primal fruit-theft must recur again and again, with cyclic regularity, at the same time of every year that schoolboys set out to rob orchards, invoking, in the most everyday image, any child, every child, who, offered the choice between virtue and knowledge, will always choose knowledge, always the hard way. Although she does not know the meaning of the word, ‚regret’, the woman sighs, without any precise reason.

Soft twists of mist invade the alleys, rise up from the slow river like exhalations of an exhausted spirit, seep in through the cracks in the window frames so that the contours of their high, lonely apartment waver and melt. On these evenings, you see everything as though your eyes are going to lapse to tears.”

zawijas

P.S. Myślę, że warto tu wspomnieć o tym, że polskie wydanie “Czarnej Wenus” to coś innego niż wydanie angielskie. Polska „Czarna Wenus” to zbiór wybranych opowiadań Carter (w moim mniemaniu w dość słabym tłumaczeniu) ze wszystkich czterech tomów wydanych w Anglii. Czyli: polski czytelnik traci ok. 20 opowiadań, w tym „The Cabinet of Edgar Allan Poe” oraz „The Kiss”.

 

„The Bloody Chamber” – Angela Carter Sierpień 10, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 23:32
Tags: , , ,

bloody chamber

Jak już kiedyś wspominałam, opowiadania nie należą do szczególnie lubianego przeze mnie gatunku literackiego (chyba, że natrafię na coś naprawdę dobrego, jak np. Joyce Carol Oates) Bardzo lubię za to baśnie. Kiedy przez przypadek przeczytałam „The Company of Wolves” („Towarzystwo wilków) Angeli Carter, wiedziałam, że mimo krótkiej formy, jej opowiadania przypadną mi do gustu.

Carter podjęła się zadania napisania baśni na nowo, dając głos kobiecym bohaterkom tychże. Tytułowa „The Bloody Chamber” („Krwawa komnata”) to inna wersja Sinobrodego, są też dwie wariacje na temat Pięknej i Bestii, Kot w butach, opowieść oparta na legendach o wampirach oraz trzy odsłony Czerwonego kapturka, z czego jedna czerpie jeszcze z „Po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla. Kobiety w opowiadaniach to z pewnością nie bezbronne istotki, zdane na pomoc mężczyzn. Przeciwnie, to silne i aktywne heroiny, które podążając za własnymi, często zwierzęcymi instynktami poznają swoją prawdziwe ja. Kobiety biorąc kontrolę nad własną seksualnością przechodzą swego rodzaju akt nowych narodzin.

Język Carter jest niezwykle bogaty, a opisy sugestywne. Czytaniu wciąż towarzyszy dreszcz grozy i poczucie zagrożenia, a niepowtarzalne zakończenia znanych baśni jeszcze te uczucia pogłębiają. Miejsce akcji to często odizolowane od świata miasteczka lub wioski na prowincji z surowymi warunkami do życia. Kontrast między cywilizacją a wrogą i niebezpieczną naturą (lasem) to powtarzający się motyw u Carter, a każde opowiadanie to istna kopalnia znaczeń i symboli.

Czytając „The Bloody Chamber” nie mogłam się nadziwić nad doskonałością formy, baśnie Carter są idealnie wyważone, jedno zdanie mniej lub więcej i efekt nie byłby już ten sam. Intertekstualność, elementy gotyku, baśniowa atmosfera, łamanie konwencji oraz ciemne zakamarki kobiecej seksualności stanowią o niezwykłości tego niewielkiego tomu. Ja jestem zachwycona.

 

„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” – Joyce Carol Oates Czerwiec 19, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 13:30
Tags: , ,

oatesCałkiem niedawno narzekałam na opowiadania, że za krótkie, że niepełne, że zbyt szybko się kończą, a właśnie przeczytałam kolejne. „Szalone noce! Ostatni chwile wielkich mistrzów” Joyce Carol Oates to zbiór pięciu opowiadań, których bohaterami Oates uczyniła klasyków amerykańskiej literatury – Edgara Allan Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa i Ernesta Hemingwaya.

Już po przeczytaniu pierwszego z nich wiedziałam, że tym razem nie będę narzekać na wrażenie niepełności i to nie tylko dlatego, że opowiadania Oates nie mogłyby się toczyć dalej, ponieważ kończyły się śmiercią głównych bohaterów, ale miałam wrażenie, że jakiekolwiek dodatkowe zdanie tylko zepsułoby doskonale wyważoną kompozycję. Opowiadania amerykańskiej pisarki są po prostu świetnie napisanym kawałkiem prozy, a nie zalążkiem na jakąś dłuższą formę. Na uznanie zdecydowanie zasługuje różnorodność stylistyczna każdego z opowiadań, w których Oates niejako uchwyciła esencję pisarstwa każdego z autorów. I tak na przykład „Pośmiertny Poe, czyli Latarnia Morska” charakteryzuje się nieco surrealistycznymi opisami, tematyką śmierci i rozkładu oraz głęboką psychologizacją postaci. Z kolei „Papa w Ketchum, 1961” napisany zwięzłymi, lapidarnymi zdaniami przywodzi na myśl prozę samego Papy. „Modlił się w duchu, Boże, cholera jasna, Boże dopomóż mi. Można nie wierzyć w Boga, ale lepiej się pomodlić.” * Te ironiczne słowa jak ulał pasują mi do Hemingwaya i równie dobrze można by było znaleźć je w ustach któregoś z bohaterów jego powieści. Oprócz „Papy w Ketchum, 1961” moim faworytem jest jeszcze „EDickinsonRepliLuxe”. Akcja tego opowiadania dzieje się w jakiejś nieokreślonej przyszłości, w której to można sobie kupić fantoma jakiejś znanej osobistości, ożywianego „przez zainstalowany wewnątrz program komputerowy, który można nazwać ekstraktem oryginalnego pierwowzoru.” ** Brzmi bardzo fantastycznie i cybernetycznie, ale w gruncie rzeczy jest to historia dwojga ludzi, nieznośnie poprawnych, wypranych z wszelkich emocji i wstydzący się i niezdolnych do okazywania uczuć. RepliLuxe miał się stać substytutem dziecka, kogoś bliskiego, a jednocześnie był obrazem niespełnionych ambicji jego właścicieli i obrazem tego, kim chcieliby być. Bardzo smutna historia, ale każda taka była. Wszyscy mistrzowie z opowiadań Oates byli osamotnieni, zagubieni, nie mieli się do kogo zwrócić. Taki los wielkich umysłów?

Dzięki „Szalonym nocom” mój słaby entuzjazm do krótkich form zdecydowanie wzrósł. Niechęć do opowiadań chyba nie do końca wyrosła z przyzwyczajenia do powieści, ale z braku znajomości pisarza, który by potrafił zręcznie napisać krótką historię. Oates zdecydowanie to się udaje. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza tym, którym nazwiska bohaterów „Szalonych nocy” nie są obce.

———

* Joyce Carol Oates, „Szalone noce! Ostatni chwile wielkich mistrzów”, tłum. Bartłomiej Zborski, wyd. Bellona, Warszawa 2009, s. 195.

** Tamże, s. 53.

 

„Pijąc kawę gdzie indziej” – ZZ Packer Czerwiec 5, 2009

Filed under: Przeczytane — Lilithin @ 10:52
Tags: , , ,

zz packerZawsze podchodzę z pewną rezerwą do opowiadań. Wolę powieści, w których mogę zżyć się z bohaterami, przenieść się na jakiś czas w inne miejsce, inny czas. Czytając opowiadania, skaczę z miejsca na miejsce, ledwo poznaję bohaterów i już muszę się z nimi żegnać. Często mam poczucie, że jeszcze powinna być kontynuacja, odczuwam niedosyt. Jeśli w niektórych lekturach się zatapiamy, to ja w opowiadaniach ledwo moczę kostki.

I tak właśnie zaledwie zanurzałam się w jakieś opowiadanie ZZ Packer ze zbioru „Pijąc kawę gdzie indziej”, a już był koniec. Zawsze zadawałam sobie pytanie: co działo się dalej? Może to specjalny zabieg, aby zmusić czytelnika do refleksji. Ja jednak wolę bardziej jednoznaczne zakończenia, a nie pourywane.

Bohaterami opowiadań są czarnoskórzy Amerykanie. Każdy z nich jest w jakichś sposób wykluczony, każdy ma poczucie, że nie jest w tym miejscu, w którym być powinien, że jego życie nie wygląda tak, jak powinno. Chcą czegoś więcej od życia, wydaje im się, że stać ich na coś więcej, ale trudno pokonać niektóre ograniczenia, jak toksyczny związek z nieodpowiedzialnym ojcem, a pokonanie innych wcale nie okazuje się krokiem do lepszego życia. ZZ Packer używa stereotypowych wizerunków Afroamerykanów, jak były skazaniec czy alfons, ale też czyni bohaterami swoich opowiadań studentkę Yale i dziewczynę, która odważyła się zmienić swoje życie i wyjechała do Japonii. Autorka unaocznia czytelnikowi, że nie ma sytuacji jednoznacznych, łatwych do osądzenia i zaszufladkowania.

Według mnie, „Pijąc kawę gdzie indziej” to ani książka kiepska, ani wybitna. Raczej taka „czwórkowa”. Nie wzbudziła we mnie wielkich emocji, szybszego bicia serca, czy zachwytów. Może gdybym bardziej lubiła opowiadania, to odebrałabym ją inaczej.