Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

„Żydówka z Toledo” – Lion Feuchtwanger Maj 24, 2009

Filed under: Przeczytane,Wyzwania — Lilithin @ 10:47
Tags:

zydowka

Muszę przyznać, że lektura „Żydówki z Toledo” była dla mnie naprawdę wyzwaniem. Dwa razy zdarzyło mi się przy niej przysnąć, ale może była to wina zwykłego zmęczenia…

„Żydówka z Toledo” to powieść dość nierówna. W pierwszej części właściwie nie poznajemy tytułowej bohaterki, a jej ojca – Jehudę Ibn Esrę, który zostaje escrivano kastylyjskiego króla Alfonsa. Jehuda jest Żydem, który ostatnie lata spędził w Sewilli jako muzułmanin, w tajemnicy przestrzegając jednak zasad swojej wiary. Powrót do chrześcijańskiego królestwa daje mu szansę na swodobne życie według nakazów i zakazów tak ważnej dla niego religii. Czym wyróżnia się pierwsza część? Bardzo wolną akcją. Jehuda raz po raz udowadnia, że dobrze sobie radzi z powierzonymi mu obowiązkami i przyczynia się do wzrostu gospodarczego Kastylii, król jest pod wrażeniem, ale nie chce tego okazać, Jehudzie jest przykro. I tak przez 170 stron…

W drugiej części robi się już nieco ciekawiej. Alfons zapałał namiętnością do Racheli, córki Jehudy i całe dnie spędza z ukochaną. Czytelnik nie jest bombardowany politycznymi niuansami, ale i tu przez dłuższy czas dzieje się wciąż podobnie: Alfons kocha Rachelę, nagle stwierdza, że to czarownica, która go omotała, potem jednak pełen wyrzutów sumienia okazuje jej wielką czułość. W gruncie rzeczy sam król nie rozumie, co go popchnęło w ramiona żydowskiej dziewczyny, po pierwszym spotkaniu z nią „[…] złościł się, że się wdał w rozmowę z córką Żyda. W dodatku nawet mu się nie podobała. Nie miała w sobie nic łagodnego, odznaczała się przemądrzałością, pozwalała sobie na własny sąd, mimo że właściwie była jeszcze dzieckiem.” *

Natomiast akcja trzeciej części ma miejsce na dworze i nagle, po dobrych kilkuset stronach powieści, poznajemy dworskie zwyczaje, pragnienie władzy, a także przyśpiewki bardów oraz przygotowania do wojny. Wszystko to na tle historycznych zawirowań i walki o prymat religii. Tło historyczne zostało ukazane z duża starannością i dbałością o szczegóły, jednak odczuwam pewien zawód. Mimo całej pracy, jaka Feuchtwanger musiał włożyć w odtworzenie realiów epoki, książka mnie nie porwała. Postać Racheli nie została w ogóle rozwinięta – jest to lektura z wyzwania Portret kobiety w zwierciadle literatury, ale zbyt wiele o tej kobiecie nie jestem w stanie powiedzieć. Ot, była sobie piękna dziewczyna, z której król zapragnął zrobić sobie nałożnicę. Nie poznajemy myśli Racheli, jej uczuć, sprzecznych emocji, jakie mogły nią targać. Nic. Nie mogę nawet powiedzieć, czy polubiłam bohaterkę, czy nie – autor nie dał jej na tyle poznać.

Feuchtwanger uświadomił mi jednak jedną rzecz, z której nie do końca zdawałam sobie sprawę. Otóż jestem europocentryczką, a szkolny system edukacji promuje tą postawę. W szkole nie mówi się o muzułmańskich władcach Hiszpanii, ani o ich wpływie na kulturę Europy. Podczas gdy chrześcijańscy władcy myśleli o wyprawach krzyżowych, wojnie, walce i twierdzach, u muzułmanów kwitła poezja i sztuka, tworzono piękne, delikatne budowle. Informacje o dziedzictwie kulturowym innych kręgów cywilizacyjnych są właściwie nieobecne w podręcznikach z historii. Każdy wie o świetnościach renesansu, ale co z wcześniejszymi osiągnięciami muzułamnów? Uczymy się o architekturze średniowiecznej, o romańskich i gotyckich kościołach i myślimy sobie: Oj, tak, to było coś. Jednak reakja Racheli na widok jednego z nich daleka jest od zachwytu: „[…] oglądała te potężne budowle z zaciekawieniem i onieśmieleniem: wyglądały jak twierdze. Rachela wyobrażała sobie, jak szlachetnie musiały wyglądać, kiedy były jeszcze meczetami, otoczone drzewami, fontannami, arkadami, domami nauki. Teraz wszystko było gołe i ponure.” ** Warto czasami spojrzeć na rodzimą kulturę obcymi oczyma.

„Żydówki z Toledo” nie polecam jednoznacznie, ani nie odradzam. Książka historyczna poruszająca tematy religii i tolerancji być może sama w sobie warta jest przeczytania, ale wydaje mi się, że istnieją autorzy, którzy pisali o podobnych rzeczach w przystępniejszy i ciekawszy sposób.

P.S. Jeśli ktoś zna jakąś przystępną książkę o kulturze muzułmańskiej, będę wdzięczna za tytuł J

—–

* Lion Feuchwanger, „Żydówka z Toledo”, tłum. Jacek Fruhling, wyd. Świat Książki, 2008, s.122.

** Tamże, s. 54.

 

„Imię róży” – Umberto Eco Maj 23, 2009

Filed under: Przeczytane,Wyzwania — Lilithin @ 20:37
Tags: ,

imie rozy

Muszę przyznać, że czasami dobrze jest przeczytać jakąś książkę zwaną kultową, nic o niej nie wiedząc, nie znając fabuły, zakończenia ani ekranizacji. I choć o „Imieniu róży” powiedziano wiele i napisano wiele, ja wiedziałam o tej monumentalnej książce naprawdę niewiele.

Podobało mi się. Atmosfera ponurego opactwa, skomplikowanego Gmachu i ogromnej biblioteki wręcz mnie zachwycił. Przytłaczająca, tajemnicze wyprawy do biblioteki i ‘mapowanie’ jej najbardziej przypadły mi do gustu. „Imię róży” to jednak nie tylko mroczny klimat osnuty wokół morderstw w opactwie benedyktynów, ale też swego rodzaju kompendium wiedzy o średniowieczu, w którym antagonizmy między cesarzem a papieżem dają o sobie znać i w którym panuje walka o słuszność poglądów między przedstawicielami różnych zakonów. Dyskusje o ubóstwie, śmiechu, inkwizycji czy herezji doskonale przedstawiają tło historyczne powieści, ale mogą miejscami nieco znużyć czytelnika.

Dbałość o szczegóły (nawet architektoniczne) i precyzyjnie opisane tło historyczne niewątpliwie stanowią o wartości „Imienia róży”. Wiem, że sama jeszcze wrócę do tej książki poświęcając jej nieco więcej uwagi i na pewno odkryję jeszcze wiele nowych znaczeń. Warto.