Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Indyjski Dzień Niepodległości Sierpień 15, 2012

Filed under: Indie — Lilithin @ 17:44
Tags: ,

Orkiestra i pochód z okazji Dnia Niepodległości w Agrze

Właściwie już od wczorajszego wieczora strona główna facebook’a zalewa mnie zdjęciami indyjskiej flagi i/lub Gandhiego z życzeniami radosnego Dnia Niepodległości. 15 sierpnia całe Indie świętują. Rok temu byłam zaskoczona duchem patriotyzmu i radosnymi obchodami w szkole, mając wciąż w pamięci nudne i ponure obchody szkolnych akademii z lat młodzieńczych. Mimo, że indyjska niepodległość wiązała się z masowymi przesiedleniami ludzkości i zamieszkami, w wyniku których życiu straciło wiele tysięcy ludzi, atmosfera panowała raczej radosna.

Patriotyzm w dzieci wpajany jest od najmłodszych lat. W szkole codziennie są apele, na których oprócz inspirujących cytatów i okazjonalnego programu artystycznego, stałym punktem programu jest odśpiewanie hymnu narodowego Indii. Dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, zawsze śpiewały z dużym zaangażowaniem i zapałem, a końcowe „jaya he” było absolutnie punktem kulminacyjnym i nie miało absolutnie nic wspólnego z uroczystymi wersjami hymnu, które można znaleźć na youtubie.

Mali Hindusi uczą się patriotycznych piosenek maszerując między ławkami w salach lekcyjnych, a starsi z dumą wstają z kinowych foteli, kiedy przed seansem na ekranie pojawia się reklama indyjskiej armii z hymnem w tle. Mój znajomy w Agrze był oburzony, że będący na ulicach Hindusi nie stanęli na baczność, kiedy w mieście rozbrzmiały dźwięki „Jana Gana Mana”  Odnoszę jednak wrażenie, że to patriotyzm pozbawiony głębszej refleksji i zdecydowanie bezkrytyczny. O tym, że Indie nie są rajem na ziemi raczej nie wypada mówić w towarzystwie, a już na pewno nie wypada tego robić obcokrajowcowi. Zachowam więc dyplomatyczne milczenie i oddam się poczuciu coraz silniejszej tęsknoty za życiem w Indiach.

Pan z trąbką (?) widząc zainteresowanie i błysk fleszy postanowił jeszcze zatańczyć

Szkolne obchody – część dzieci ubrana w kolory flagi indyjskiej

Program artystyczny

Reklamy
 

Holi Marzec 11, 2012

Filed under: Indie — Lilithin @ 16:48
Tags: ,

Jeśli kiedykolwiek usłyszę od kogoś pytanie, kiedy jest najlepiej przyjechać do Indii, odpowiem bez wahania, że w trakcie trwania Holi – Święta Kolorów. Holi to ruchome święto oznaczające koniec wiosny. Ma również znaczenie religijne, ale obecnie chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. W tym dniu wszelkie psoty i figle uchodzą wszystkim na sucho. Poważna matrona przechodząca przez ulicę może zostać posypana kolorowymi proszkami, oblana wodą i nie może się z tego powodu złościć – obojętnie, czy sprawcą był jej kochany wnuczek, czy służący wynoszący śmieci. W tym dniu nie liczy się nic – wiek, płeć, status społeczny czy kasta.

Na wiele dni przed świętem w gazetach pojawiały się rady, jak przyrządzić kolorowe proszki domowymi sposobami, również indyjskie gwiazdy podkreślały stosowanie naturalnych składników. W syntetycznych proszkach wykryto bowiem toksyczne substancje, a cały interes trudno jest kontrolować, bo sprzedawcy sami często nie wiedzą, skąd pochodzi ich towar.

Ja na szczęście chwilowej ślepoty ani żadnej wysypki nie dostałam i bawiłam się świetnie, to jedno z najmilszych wspomnień w Indiach. Zapraszam na fotorelację.

Image

Proszki i pistolety na wodę

Image

Zakupy na dzień przed Holi

Image

Każda obrona bezskuteczna

Image

Kolory wręcz unosiły się w powietrzu

Image

Image

Image

Image

Image

Po zabawie kolorami przyszedł czas na tańce w sztucznym deszczu

Image

Image

Image

Tak Holi skończyło się dla mnie

 

Karva Chauth Październik 18, 2011

Filed under: Indie — Lilithin @ 18:13
Tags:

Skromna henna na Karva Chauth

Słowem wstępu i wyjaśnień. Przed przyjazdem do Indii roiłam sobie w głowie, jakie to wspaniałe i trafne obserwacje na temat tutejszego społeczeństwa pojawią się na blogu. Widziałam mądre, zaplanowane i elokwentne wpisy. Plany swoje, a życie swoje. Filozoficzne rozmyślania, jak widać, nie nadeszły, w efekcie czego blog leży odłogiem. Zamiast męczyć się wydumanymi obserwacjami postanowiłam pisać po prostu to, co widzę, co mnie zaskakuje, w czym biorę udział. Po ludzku i zwyczajnie, przyziemnie. Kto ciekawy, niech czyta. Dziś kilka słów o bransoletkach, poście i księżycu.

Tło wydarzeń: idę sobie niewinnie do lokalnego „osiedlowego” sklepiku po coś do picia. Niczego nieświadoma wkraczam w świat błyszczących, kolorowych, mieniących się w słońcu bransoletek poustawianych na stolikach pod trzema namiotami. Niektóre nawet są fantazyjnie wyeksponowane na stojaku w kształcie drzewa. Spodobały mi się w miarę mało krzykliwe zielone i srebrne bransoletki, które leżały w dwóch pudełkach o łącznej długości ok 40cm. Jednym słowem – bransoletek od urwania głowy, na moje potrzeby pół pudełka w zupełności wystarczy. Pytam się więc pani, ile kosztują. Pani na to, że 200 rupii (ok 12 zł). No to świetnie, ale ile dokładnie dostanę za te 200 rupii? Tuzin? Tuzinów dwa? Otóż nie. Dostanę wszystkie, czyli właściwie mogłabym zakryć nimi nadgarstki i zatrzymać się jakieś 5 cm przed łokciem. Bo oto okazuje się, że są to bransoletki dla panny młodej. Zdziwiłam się, bo zazwyczaj są one czerwono-srebrne, zielonych u żadnej mężatki jeszcze nie widziałam. Tradycja nakazuje nosić je przez pełny rok od ślubu, nie powinno się ich ściągać nawet do kąpieli. Niektóre panie noszą krócej, przez pół roku, 3 miesiące lub nawet i miesiąc. Ślubne czy nie, zielone cuda wylądowały w mojej torebce profesjonalnie zapakowane w gazety. Zbiór wykonany ze szkła/lustra (?) w pewnym stopniu uległ już pewnemu uszczupleniu. Obecność 3 namiotów wypełnionych biżuterią nieco mnie zdziwił, ale w Indiach wszystko jest możliwe, więc nie dopytywałam, cóż to za okazja, tylko machałam dłońmi jak głupia, aby słyszeć brzęk bransoletek. Bo to mój pierwszy taki zakup odkąd przyjechałam 😉

Fragment „Fire” dotyczący Karva Chauth

Następnego dnia w szkole dowiedziałam się, cóż to za święto. Karva Chauth – dzień, w którym żony spożywają pierwszy posiłek tuż przed wschodem słońca by cały następny dzień pościć nie pijąc nawet wody w oczekiwaniu aż księżyc pojawi się na niebie. Wszystko to po to, aby mąż żył długo i w zdrowiu i z daleka od wszelkich trosk. Tego dnia kobiety ubierają się na czerwono lub w stroje, które nosiły na swoim ślubie, zakładają biżuterię i ozdabiają henną dłonie. Wieczorem wypatrują księżyca, którego odbicie powinny wraz z mężem zobaczyć w naczyniu z wodą. Wodę najpierw należy ofiarować księżycowi, żeby sobie zapewnić jego błogosławieństwo, a następnie mąż częstuje żonę wodą łamiąc w ten sposób jej post.

Święto to pamiętam z filmu Deepy Mehty „Fire”, kiedy to świeżo upieczona mężatka, Sita, musi pościć, bo chce tego jej teściowa. Dziewczyna dość ma poświęcania się, wyrazów lojalności i oddania, zwłaszcza kiedy jej mąż ten dzień spędza na spotkaniu ze swoją kochanką i nie ma go przy żonie, kiedy na niebie pojawia się księżyc. Pamiętam, że wtedy zżymałam się na ten zwyczaj tak jak zżymają się na niego feministki do dnia dzisiejszego. Istnieją jednak mężowie, którzy z okazji Karva Chauth poszczą razem z żoną, aby poświęcenie nie wypływało tylko z jednej strony. Skoro można pościć ze względów religijnych, dlaczego nie robić tego dla ukochanej osoby i wraz z nią?

Kobiety w świątyni

 

Navratri – święto dziewięciu nocy Październik 12, 2011

Filed under: Indie — Lilithin @ 16:42
Tags:

Świątynia oświetlona z okazji Navratri

Kalendarz hinduski obfituje w różnego rodzaju święta. Choć religijny zapał i rozmach różnią się od stanu do stanu, to nawet najskromniej obchodzone obrzędy dla przybysza z Europy są niezwykle interesujące. Jesienne Navratri trwało od 28 września do 5 października. Święto związane jest z kultem bogini Matki i różnymi jej wcieleniami. Pierwsze trzy dni są poświęcone Durdze – bogini Wojowniczce, która dosiada lwa, a w każdej ze swych 10 dłoni dzierży inną broń. Kolejne trzy dni skupiają się na Lakshmi, córce Durgi, bogini dobrobytu i bogactwa, ubranej w złoto. Ostatnia faza Navratri związana jest z  Saraswati, kolejną córkę Durgi, boginią wiedzy ubraną w mleczne szaty i dosiadającą łabędzia. Obecność  posążków Saraswati w szkołach jest tak naturalna, jak tablica na ścianie.

Podczas Navratri można przyjąć dość surowy post, do potraw nie można dodawać soli ani jakichkolwiek przypraw, co dla Hindusów musi być wyjątkowo trudne. Podczas tych 9 dni restauracje oferują specjalne postne menu.

Typowe przedstawienie Durgi wraz z jej dziećmi

Bezpośrednio z Navratri połączona jest Durga Puja, którą z największym zapałem obchodzi się przez 4 w Bengalu Zachodnim. Obrzędy w Punjabie należą do zdecydowanie skromniejszych i słysząc historie koleżanki z Kalkuty miałam ochotę wybrać się do jej rodzinnego miasta i wraz z tłumem obchodzić święto Durgi. Bengalskie pandale, tymczasowe miejsca kultu zbudowane z prefabrykatów (których tematem przewodnim był nawet Titanic i… Harry Potter!) w Chandigarh zostały zastąpione zwykłymi namiotami, w których centralną figurą jest oczywiście Durga, a towarzyszą jej córki: Lakshmi i Saraswati oraz synowie: Ganesz i Kartik. Tymczasowe namioty powstawały w najmniej oczekiwanych miejscach – wciśnięte w przejście między dwoma budynkami czy uniemożliwiające wejście do jednego z 3 sklepów w okolicy.

Durga pod postacią Kali w jednej ze świątyń