Czytatnik

"To już wasza sprawa, na co trwonicie czas i pieniądze. Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

Holi Marzec 11, 2012

Filed under: Indie — Lilithin @ 16:48
Tags: ,

Jeśli kiedykolwiek usłyszę od kogoś pytanie, kiedy jest najlepiej przyjechać do Indii, odpowiem bez wahania, że w trakcie trwania Holi – Święta Kolorów. Holi to ruchome święto oznaczające koniec wiosny. Ma również znaczenie religijne, ale obecnie chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. W tym dniu wszelkie psoty i figle uchodzą wszystkim na sucho. Poważna matrona przechodząca przez ulicę może zostać posypana kolorowymi proszkami, oblana wodą i nie może się z tego powodu złościć – obojętnie, czy sprawcą był jej kochany wnuczek, czy służący wynoszący śmieci. W tym dniu nie liczy się nic – wiek, płeć, status społeczny czy kasta.

Na wiele dni przed świętem w gazetach pojawiały się rady, jak przyrządzić kolorowe proszki domowymi sposobami, również indyjskie gwiazdy podkreślały stosowanie naturalnych składników. W syntetycznych proszkach wykryto bowiem toksyczne substancje, a cały interes trudno jest kontrolować, bo sprzedawcy sami często nie wiedzą, skąd pochodzi ich towar.

Ja na szczęście chwilowej ślepoty ani żadnej wysypki nie dostałam i bawiłam się świetnie, to jedno z najmilszych wspomnień w Indiach. Zapraszam na fotorelację.

Image

Proszki i pistolety na wodę

Image

Zakupy na dzień przed Holi

Image

Każda obrona bezskuteczna

Image

Kolory wręcz unosiły się w powietrzu

Image

Image

Image

Image

Image

Po zabawie kolorami przyszedł czas na tańce w sztucznym deszczu

Image

Image

Image

Tak Holi skończyło się dla mnie

Reklamy
 

Empatia w dawnym i nie tak dawnym Iranie Marzec 3, 2012

Za pomocą dwóch książek odwiedziłam Iran. Persję siedemnastowieczną z pełnym przepychu Isfahanem i Iran bardziej współczesny, gdzie po Rewolucji Islamskiej kobiety potajemnie czytały zakazane dzieła zepsutej zachodniej literatury w Teheranie.

Nie jestem wielką fanką książek historycznych, ale „Krew kwiatów” zainteresowała mnie już dawno. Piękna okładka polskiego wydania, kobieta walcząca o godność, baśniowość, zmysłowość – wszystko to brzmiało bardzo obiecująco. Liczyłam na powieść w stylu Giny B. Nahai, którą czytałam 6-7 lat temu (swoją drogą ciekawe, czy teraz lektura jej powieści też by zrobiła na mnie takie wrażenie).

Baśniowość kończyła się na wplecionych w narrację perskich bajkach, bo w codziennym życiu głównej bohaterki, której imienia, co znamiennie, nie poznajemy przez całą powieść – na próżno byłoby jej szukać. Dziewczyna spędza dzieciństwo w irańskiej wiosce przy boku kochających rodziców. Niestety, ojciec umiera, dziewczyna nie ma szans na zamążpójście bez posagu, a 2 samotne kobiety nie mają szans na przeżycie, więc wybierają się do rodziny po pomoc. W bogatym domu spełniają funkcję popychadeł i służących. Dziewczyna ma jednak rzadki dar do projektowania i tkania dywanów. Jej wuj wielokrotnie żałuje, że nie jest chłopcem, bo wtedy mógłby nauczyć ją fachu i przekazać warsztat, w którym powstają dywany dla samego szacha.

Zdecydowanie do gustu przypadła mi główna bohaterka, która próbuje walczyć o własne miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie kobieta bez ojca, męża lub brata jest po prostu nikim. Gorący temperament i ambicja nie zawsze pomagają jej w podejmowaniu dobrych decyzji, ale determinacja i chęć zmiany swojego życia sprawia, że dziewczyna uczy się na błędach.

Anita Amirrezvani oddała głos perskiej kobiecie z siedemnastego wieku wypełniając tym samym lukę, w której kobiety prawa głosu nie miały. Imię bohaterki pozostaje nieznane – jej los to los setek tysięcy innych kobiet tamtych czasów – całkowicie zależnych od mężczyzn i bez szans na spełnienie własnych planów i ambicji i traktowanych często jako towar, który może przynieść zysk rodzinie. Amirrezvani przywołuje do życia silną osobowość, która walczy z zastanym porządkiem i choćby dlatego „Krwi kwiatów” należy się uwaga.

Po historycznej wycieczce, na której bohaterowie tkali dywany, nadszedł czas na bardziej współczesną lekturę, gdzie z postrzępionych kawałków nowej postrewolucyjnej rzeczywistości bohaterka (tak, znowu jest to kobiety) próbuje na nowo utkać swoje życie.

„Czytając Lolitę w Teheranie” to wspomnienia wykładającej literaturę angielską na uniwersytecie Azar Nafisi. Wspomnienia przeplatane są  ze swobodnymi refleksjami na temat książek omawianych na cotygodniowych potajemnych spotkaniach z wybrana grupą studentek. Czytało się to wyśmienicie!

Nafisi opisuje Iran przedrewolucyjny, w którym kobiety miały praktycznie takie same prawa i możliwości, jak w krajach zachodnich oraz rozczarowanie rewolucją, która zamiast przynieść więcej wolności, sprawiła, że kraj cofnął się do zwyczajów obowiązujących 3 pokolenia wstecz. „Wiek uprawniający do ślubu został obniżony do 9 lat – 8,5 lat księżycowych, jak nam powiedziano; cudzołóstwo i prostytucja miały teraz być karane ukamieniowaniem; wartość kobiety, zgodnie z prawem, była równa połowie wartości mężczyzny […] W latach młodzieńczych widziałam, jak dwie kobiety zostały członkami rady ministrów. Po rewolucji, te same kobiety skazano na śmierć za grzech wojowania z Bogiem i szerzenia prostytucji.”* W życiu codziennym surowe prawa stawały się przyczyną upokorzeń – przed wejściem do budynku uniwersytetu sprawdzono nie tylko jakiekolwiek ślady makijażu na twarzy, ale też na przykład kolor skarpetek…

W książce Nafisi ogromną rolę spełnia literatura. Dzieła z zachodniego kanonu stopniowo stają się niepożądanymi na uniwersytecie, a księgarnie z książkami po angielsku znikają z mapy Teheranu. Tym samym czytanie Nabokova, Jamesa czy Austen i ciągnące się potem dyskusje pozwalają się oderwać od islamskiej rzeczywistości, odetchnąć innym powietrzem, poczuć namiastkę wolności. W czasie bombardowania miasta książki stają się dla Nafisi azylem, autorka nie poddaje się panice czy strachowi, a całkowicie zatapia się w lekturze.

Dla Nafisi empatia jest najważniejszą rolą powieści. Jej zdaniem sensem czytania jest nie czytanie o znanych nam rzeczach, które sprawiają, że czujemy się dobrze i bezpiecznie, a poznawanie nowych miejsc, ludzi i rzeczy, których nie znamy. Czytamy z ciekawości i jak tylko zagłębimy się w nowy, nieznany świat powieści, zaczynamy odczuwać empatię. Całkowicie zgadzam się z funkcją poznawczą literatury, która pozwala wyjść nam z wygodnych czterech ścian i poznać inne światy, inne tradycje i kultury. Nie do końca jestem przekonana, czy empatia jest tak bardzo istotna w każdej powieści, ale zarówno w przypadku Amirrezvani i Nafisi spełniała ona dużą rolę. Czytając o losach ambitnej dziewczyny z siedemnastego wieku czy grupie kobiet z dwudziestowiecznego Teheranu nie sposób było nie odczuwać ich frustracji, rozczarowań i małych radości, kiedy w jakikolwiek sposób udało im się buntować przeciwko istniejącej rzeczywistości pełnej restrykcyjnych zasad.

—–

* Azar Nafisi, Reading Lolita in Tehran. Harper Perennial. London: 2008, s. 261. Tłum: L.